Uwaga! Oni wychodzą… z pomocą

Kamil Gąszowski

|

Gość Świdnicki 13/2020

dodane 26.03.2020 00:00

Jedni zaczynają od modlitwy, inni od umieszczenia informacji na portalu społecznościowym. Działają w pojedynkę lub organizują wokół siebie wolontariuszy. Jedno ich łączy – chcą zrobić coś dobrego.

Regina Matyjas od lat szyje ubrania z pozytywnym przekazem. Teraz chce wesprzeć tych, którzy są najbardziej narażeni na zachorowanie. Regina Matyjas od lat szyje ubrania z pozytywnym przekazem. Teraz chce wesprzeć tych, którzy są najbardziej narażeni na zachorowanie.
agnieszka olipra /Foto Gość

Regina jest krawcową. Od lat jest znana w regionie z produkcji ubrań z nadrukowanym błogosławieństwem. Przymiarki dla dzieci komunijnych, które miała zaplanowane, z wiadomych powodów nie odbędą się. Z racji wolnego czasu postanowiła wykorzystać swoje umiejętności do produkcji masek ochronnych. Nigdy wcześniej tego nie robiła, nie wiedziała więc, jak do tego podejść.

Zaczęła od modlitwy

– Pomyślałam, że mogłabym spróbować uszyć maski, których teraz tak bardzo brakuje. Nie wiedziałam jednak, jak zacząć. Odmówiłam koronkę i powiedziałam Maryi, aby się odezwała i coś zadziałała. W tym momencie zadzwoniła do mnie dziewczyna, że odda mi dwie belki materiału. Miałam już odpowiedź – mówi krawcowa. Brakowało jej jeszcze odpowiednich tasiemek, niedostępnych w sprzedaży. Pomoc i tym razem przyszła z góry – spotkane na porannej Mszy znajome podarowały jej potrzebne gumki. – Nasze maseczki są wielokrotnego użytku. Szyjemy je dla wszystkich, którzy będą ich potrzebowali, na przykład osoby z ośrodków pomocy społecznej, ośrodków dla bezdomnych, pracownicy sklepów czy wolontariusze. Dzisiaj już zadzwoniła do mnie koleżanka, że potrzebuje 60 sztuk do sklepu mięsnego – dodaje.

Obowiązki mogą poczekać

Codzienne czynności, jak zrobienie zakupów lub wyjście z psem, mogą teraz stanowić spory problem. Na szczęście jest Łukasz, dla którego pomaganie jest nieodłącznym elementem życia. Na co dzień wspiera innych w dążeniu do zdrowego trybu życia. Bycie trenerem to jego zawód, jednak w ostatnich dniach pracy ma niewiele. Pomagać pragnie jednak nadal. – Siła wewnętrzna każe mi zrobić coś dla osób potrzebujących pomocy. Ciężko szukać na ulicy ludzi, którym można by zaproponować pomoc. Pomyślałem, że rzucę hasło na Facebooku i może ktoś skorzysta – mówi Łukasz. Nie ogranicza swojego wsparcia jedynie do zrobienia zakupów czy wyjścia z pupilem na spacer. Jest otwarty na udzielanie pomocy w różnych innych sprawach, np. jakiejś nagłej awarii lub załatwieniu czegoś. – Pomysły zawsze przychodzą od ludzi, nie chciałbym ich ograniczać. Mam teraz więcej czasu, mam też oczywiście swoje obowiązki, ale one mogą poczekać. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to śmiało może na mnie liczyć – dodaje.

Przerwa w nauce? To może wolontariat?

Michał na co dzień studiuje ekonomię na wrocławskiej uczelni, pracuje także w restauracji. Postanowił wykorzystać wolny czas, którego ma teraz w nadmiarze. W Kamieńcu Ząbkowickim, z którego pochodzi, wraz z przyjaciółmi i znajomymi organizuje pomoc skierowaną do osób starszych, schorowanych lub objętych kwarantanną. Dołączyło do niego ponad 10 osób, a chętnych ciągle przybywa. – Wczoraj zgłosiły się pierwsze osoby. Starsza pani, która zna mnie jeszcze z dzieciństwa, poprosiła o zrealizowanie recepty. Z kolei inna samotna pani zadzwoniła, żebyśmy zrobili jej zakupy. Nie chce wychodzić z domu – ma rozrusznik serca i jest narażona na działanie wirusa – mówi Michał. Cieszy się, że znaleźli się młodzi ludzie chcący poświęcić swój czas, a nierzadko i pieniądze, aby włączyć się w wolontariat.

– To fenomenalne. Zwracają się do mnie kolejni znajomi i lokalna młodzież. Z samochodami, dyspozycyjni, biorący na siebie koszt paliwa, żeby nie obarczać nim starszych osób. Nie oczekujemy żadnego wynagrodzenia za taką akcję – dodaje. Michał zdaje sobie sprawę, że głównym wyzwaniem jest zdobycie zaufania tych, którym pomoc oferują. – Nie mamy, niestety, możliwości robienia zakupów, płacąc z góry. Ludzie muszą nam zaufać, dając nam listę sprawunków i pieniądze. Jeśli inni zobaczą, że pomogliśmy kilku osobom, to na pewno zaufanie wzrośnie i ludzie nie będą się wstydzili prosić o pomoc – mówi wolontariusz.