Dobro powraca

Kamil Gąszowski

|

Gość Świdnicki 34/2020

publikacja 20.08.2020 00:00

Tydzień pełen wrażeń, zabawy, pysznego jedzenia oraz poznawania nowych ludzi i miejsc. A przede wszystkim doświadczania życzliwości. Każde dziecko o tym marzy.

◄	Pan Marek przekazywał tajniki kuchni chińskiej. ◄ Pan Marek przekazywał tajniki kuchni chińskiej.
Zdjęcia Archiwum prywatne

Fundacja Ziemi Świdnickiej SKSK prowadzi w Świdnicy dwa domy dziecka nazywane Chatami. W każdej z nich mieszka po kilkanaścioro dzieci, które wraz z opiekunami tworzą jedną wielką rodzinę.

Jak to bywa w każdym domu, dzieci spędzają czas nie tylko na wspólnej zabawie, ale mają również obowiązki, których w tak dużej rodzinie jest całkiem sporo: sprzątają, gotują, robią zakupy, zajmują się praniem. Przed wakacjami jednym z obowiązków była także nauka, w dobie epidemii oczywiście zdalna. Na szczęście na brak komputerów nie mogli narzekać – świdnickie firmy, Sonel i Paulan, podarowały dzieciom niezbędny do nauki sprzęt, dzięki któremu mogły z powodzeniem zakończyć rok szkolny. Dobro rodzi dobro, dlatego dzieci w duchu wdzięczności za otrzymane komputery, ale również solidaryzując się z osobami odczuwającymi skutki epidemii, chciały zrobić coś dobrego. – Dzieci uznały, że działaniem, jakie mogą wykonywać na rzecz kogoś innego w trakcie pandemii, jest szycie maseczek – mówi Robert Klimkiewicz, prezes fundacji.

Jego podopieczni pochwalili się tą inicjatywą na portalu społecznościowym, a informacją zainteresowała się jedna ze stacji telewizyjnych, która zrobiła o nich reportaż. Zobaczył go pan Marek i urzeczony tą historią, postanowił ich wesprzeć. – Pan Marek miał poczucie, że chciałby coś zrobić dla naszych dzieciaków. Zaproponował pomoc finansową, ale my wychodzimy z założenia, że pieniądze to nie wszystko. One są przydatne, ale dla naszych dzieci najważniejsze jest budowanie relacji z ludźmi. Najlepsze, co można dla nich zrobić, to poświęcić im swój czas, one wtedy czują się dużo bardziej wartościowe – dodaje. Stąd zrodził się pomysł, aby grupa 7 dzieci z opiekunami od 3 do 7 sierpnia przyjechała do pana Marka, który wraz z rodziną mieszka w Tarnowskich Górach. Dostali do dyspozycji całe mieszkanie, dobroczyńcy zapewnili im także moc atrakcji. Wieczory spędzali przy ognisku, a w ciągu dnia mieli okazję poznawania nowych miejsc. Zwiedzili starą kopalnię srebra w Tarnowskich Górach, byli na wycieczce w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, korzystali z parku wodnego. Pasją pana Marka jest również nauka języków obcych. Dlatego przybliżył dzieciom sposoby efektywnego uczenia się języków. Wolny czas spędzali też na wspólnym przygotowywaniu posiłków. Mama pana Marka, pani Teresa, uczyła dzieci lepienia pierogów, ale wychowankowie poznawali także egzotyczne smaki. Pan Marek, znając dobrze kulturę chińską, uczył je jedzenia pałeczkami.

Prezes fundacji uważa jednak, że największą atrakcją był dla dzieci czas, jaki mogli spędzić z nowymi przyjaciółmi. – Wartość materialna ofiarowanych darów jest ogromna, ale podarowana życzliwość, wiedza, czas, a przede wszystkim dobre serce są bezcenne. Im więcej życzliwych ludzi, którzy przede wszystkim potrafią dać swój czas, tym trudne dzieciństwo dzieci z Chat będzie piękniejsze – uważa R. Klimkiewicz. Dla dzieci nowi przyjaciele stali się kimś bliskim, kogo z radością spotkają ponownie. – Wyjazd nie zakończył naszej współpracy. Dzieci, które naszych nowych przyjaciół nazywają już ciocią i wujkiem, zaprosiły ich do odwiedzenia Świdnicy, aby kontynuować budowanie fantastycznej relacji – dodaje. Będzie to okazja do kontynuowania nauki języków obcych, ale – jak wskazuje prezes fundacji – to nie jest najważniejsze: – To jest okazja do nauczenia dzieci, że skoro zostały ugoszczone przez ludzi w Tarnowskich Górach, to one same mogą ich ugościć w Świdnicy. Chcemy działać komplementarnie. Bierzemy tyle, ile potrzebujemy, a dajemy tyle, ile możemy.