Tutaj spotkałem Jezusa

Kamil Gąszowski

|

Gość Świdnicki 20/2021

publikacja 20.05.2021 00:00

Magda i Maciek, Barbara i Krzysztof – łączy ich jedno. W Odnowie w Duchu Świętym doświadczyli żywego Boga.

▲	– Charyzmat to służba. To jest dar, którym należy dzielić się z drugim człowiekiem i nieść mu miłość Bożą – mówią Barbara i Krzysztof. ▲ – Charyzmat to służba. To jest dar, którym należy dzielić się z drugim człowiekiem i nieść mu miłość Bożą – mówią Barbara i Krzysztof.
Kamil Gąszowski /Foto Gość

Charyzmatycy. Zdawać by się mogło, że to ludzie, którzy dysponują tajemnymi mocami. Jednak to, co najważniejsze, odbywa się w codzienności, a cuda dzieją się, kiedy na Bożą miłość odpowiadają miłością.

Los padł na Maćka

Poznali się we wspólnocie. Magda przyszła na pierwsze spotkanie, bo… nie miała samochodu. Do domu obiecała odwieźć ją ciocia. Magda przyszła o umówionej godzinie pod kościół, a potem dała się zaprosić do środka. Zobaczyła tam zupełnie inny sposób przeżywania wiary niż ten, który znała. Zaskoczyło ją to, ale też i spodobało się. Wzięła udział w Seminarium Odnowy Wiary i na poważnie związała się ze wspólnotą. – Małe grupki były wybierane na zasadzie losowania. Los padł na Maćka, który był wtedy animatorem – wspomina pierwsze spotkanie ze swoim przyszłym mężem.

Maciek do wspólnoty przyszedł kilka lat wcześniej. Przeżywał wtedy ciężkie chwile. Niewiele wcześniej zakończył trudny związek, od lat zmagał się też ze swoimi słabościami. – Miałem problemy z uzależnieniem od pornografii. To wszystko spowodowało, że nie potrafiłem nawiązać relacji z kobietami, byłem też zamknięty na innych ludzi. Z powodu mojej słabości wszystkie związki szybko się rozpadały. Ten wyniszczający garb pornografii wyzwalał we mnie nie tylko pożądliwość i przedmiotowe traktowanie, ale również poczucie utraty własnej godności – przyznaje.

Wierny katolickiemu wychowaniu, pomocy szukał przede wszystkim u kratek konfesjonału. Podczas jednej spowiedzi usłyszał, że sam nie poradzi sobie ze swoim grzechem. – Ksiądz przekonywał mnie, żebym nie zamykał się na innych ludzi i poszukał wspólnoty. Nie powiedział jakiej. Wychodząc z kościoła zobaczyłem skromny, czarno-biały plakacik zapraszający na Seminarium Odnowy Wiary. Wziąłem w nim udział, przyjąłem Jezusa jako Pana, doświadczyłem wylania Ducha Świętego i modlitwy wstawienniczej. Jezus zaczął we mnie działać – wspomina.

Owoce

Maciek przyznaje, że przez pierwsze dwa lata trudno było mu się odnaleźć w formie modlitwy wspólnotowej, która charakteryzuje się spontanicznością i radością. Nie był jednak do niczego przymuszany, a świadectwo ludzi, którzy mieli w sobie już zalążek nieba, wzbudzało w nim pragnienie, aby żyć tak jak oni. – Wszystko się odwróciło, nabrało sensu. Beznadzieja i poczucie pustki zamieniły się w przekonanie, że moje życie ma sens – mówi Maciek. Odkrył go dzięki uzdrawiającej miłości Boga, który otworzył jego serce też na ludzką miłość, za którą tak bardzo tęsknił. Choć wszyscy we wspólnocie widzieli, że Magda i Maciek mają się ku sobie, oni potrzebowali trochę więcej czasu, aby dojrzeć do poważnych decyzji. – Obydwoje byliśmy w takim wieku i po takich doświadczeniach, że nie chcieliśmy robić już nic na siłę. Nie miałam w sobie presji, że muszę wyjść za mąż i mieć dzieci. Wręcz przeciwnie, wszystko zaczęło dziać się w takim momencie, kiedy życie miałam już poukładane. Stwierdziłam, że jest dobrze, bycie samą przestało mi przeszkadzać – mówi Magda. – Wątpiłem, że kiedykolwiek uda mi się wejść w związek. Tyle razy już nie wyszło, bałem się znowu kogoś zranić. Zdolność do miłości, do oddawania siebie, do normalnego życia przyszła tutaj – uzupełnia jej mąż. – Słowo Boże zaczęło żyć w moim życiu i wydaje konkretne owoce. Wierzę, że usłyszane słowo jest prawdą, bo się spełnia – dodaje.

Konkretnym owocem miłości, którą doświadczyli od Boga i którą obdarowują siebie nawzajem, jest czwórka dzieci. Niektórzy z tego powodu pukają się w głowę, ale oni we wspólnocie znajdują oparcie, które pozwala im wytrwać w decyzji – żyć w czystości małżeńskiej. Doświadczyli we wspólnocie nowego życia, więc pomimo rodzicielskich zmagań mają odwagę otwierać się na każde życie, które Bóg zaplanował w ich rodzinie. – To, co się wydarzyło w moim życiu jest spektakularnym cudem. Zanim poznałem Magdę zostałem przygotowany do tego, żeby móc się na nią otworzyć. Dostałem łaskę przemiany, uwolnienia z nałogu. Z zewnątrz może wygląda to zwyczajnie, że w końcu dorosłem do małżeństwa, natomiast mam świadomość, że sam bym sobie nie poradził. To w Odnowie spotkałem Jezusa. Tutaj Jezus uzdrawia mnie z moich wszystkich słabości – przyznaje Maciek.

Oczyszczenie

– Wspólnoty Odnowy są bardzo spontaniczne. Nie ma barier w okazywaniu uczuć. Chodzi o to, żeby odkryć, co moje serce czuje w danym momencie. To pozwala mi nawiązać osobistą relację z Bogiem – mówi Barbara. Z uśmiechem wspomina, kiedy do parafii przyjechał o. Andrzej Smołka, wieloletni misjonarz i modlił się językami. Barbara była przekonana, że mówi coś w którymś z języków afrykańskich. Dlatego zdaje sobie sprawę, że dla ludzi z zewnątrz spotkania wspólnoty mogą wydawać się niecodzienne. Ale ona właśnie we wspólnocie odkryła, że to, co najważniejsze, dzieje się w codzienności. Przez lata wraz z mężem Krzysztofem nauczyli się być uważni na natchnienia Ducha Świętego, a te objawiają się nie w spektakularny sposób, ale w głębi serca. Są też dla nich prostą drogą do odkrywania Bożej woli.

We wspólnocie są już 14 lat. Krzysztof od początku był bardziej zaangażowany, jeździł na warsztaty modlitwy wstawienniczej, uczestniczył w rekolekcjach, doświadczał realnego działania Ducha Świętego. Barbara słuchała opowieści męża i choć miała pragnienie wejść głębiej w życie wspólnoty i doświadczyć tego samego co on, wymawiała się brakiem czasu i licznymi obowiązkami. Wystarczyło jednak, że w końcu pojechała na rekolekcje, a wtedy zrozumiała, że Bóg powierzył jej charyzmaty, o których wcześniej nie miała pojęcia.

– Znajduję się w sytuacjach, gdzie jest jakiś rozłam i słowa, które wypowiadam, a które wiem, że nie są ode mnie, powodują, że dochodzi do pojednania – przyznaje Barbara. – To są bardzo przyziemne charyzmaty – dodaje.

Krzysztof tłumaczy, że posługiwanie charyzmatami jest związane z ogromną odpowiedzialnością. Wie też, że w sercu człowieka może zrodzić się pycha. Ale okazuje się, że Bóg ma swoje sposoby, by oczyścić intencje człowieka. – Rozeznałem z przyjacielem, że pojedziemy wspólnie na kilka dni do Krzeszowa na rekolekcje. A Bóg tak sprawił, że znalazłem się w szpitalu. Przeszedłem poważny zawał serca, w ciągu roku miałem dwie operacje. Lekarz powiedział mi, że daje mi 1,5 roku życia. Gdyby nie kaplica z Najświętszym Sakramentem, gdyby nie formacja we wspólnocie i czytanie słowa Bożego, tobym się załamał. W tym momencie miałem atak myśli, które nie pochodziły od Boga, że sam modlę się nad ludźmi, a nic z tego nie mam. Poczułem, co to znaczy być bezsilnym jak Jezus w Ogrójcu i zgodziłem się na wolę Bożą. Wtedy popłynęły mi ogromne łzy. To był moment oczyszczenia – opowiada Krzysztof. – Dobrze uwielbia się Boga, kiedy nic nie doskwiera. Ale stanięcie w prawdzie, że zostało mi kilkanaście miesięcy życia, było dla mnie zderzeniem ze ścianą – dodaje. Jego żona wspomina, że w tym czasie mogli liczyć na wsparcie modlitewne całej wspólnoty, które było dla nich nie tylko ogromną pociechą, ale mogli też zobaczyć jej konkretne owoce. – Profesor, który leczył męża zaznaczył, że tyle lat operuje, ale podczas tamtej operacji czuł, jak jego ręce Ktoś prowadzi. To jest niesamowita moc modlitwy – dodaje Barbara.

Apostoł

Drzwi więzienia zamykają się za nim z trzaskiem. Klawisz prowadzi go do bloku dla recydywistów o zaostrzonym rygorze. Krzysztof z obawą zastanawia się, co go tu spotka, ale wierzy, że wszystko będzie dobrze. Przyszedł głosić im Chrystusa. – Moim charyzmatem, rozeznanym we wspólnocie, jest abym miłość Bożą, którą mam w swoim sercu, głosił tym, którzy sięgnęli dna. Poprzez słowo, które im głoszę, Jezus podnosi ich do nowego życia. Osiem lat minęło, zanim Jezus oczyścił mnie z moich brudów. Gdy jestem w więzieniu, doświadczam, jak Bóg dotyka tych ludzi. Widzę namacalnie, jak w przyspieszonym tempie działa Duch Święty i przemienia więźniów – mówi Krzysztof o swojej posłudze, którą pełni wraz z innymi członkami Odnowy w Duchu Świętym w więzieniu w Strzelcach Opolskich.

Pokazuje narysowany przez jednego z osadzonych na kawałku prześcieradła obrazek przedstawiający więzienną kaplicę. – Miałem takie doświadczenie, że Bóg postawił mi na modlitwie młodego chłopaka. Bóg dał mi poznanie, że on nie zna swojego biologicznego ojca i szukając takiej relacji, we mnie zobaczył ojca. Pytał, czy mogę dać mu swój numer telefonu. Na początku miałem wątpliwości, ale kapelan więzienia powiedział mi, że byłoby dobrze, żeby ten chłopak miał kontakt z apostołem. To mnie bardzo dotknęło i dało mi pewność, że jestem tym ludziom potrzebny. Z tym chłopakiem mamy telefoniczny kontakt. Ma pracę, dziewczynę, od czasu do czasu zadzwoni. Teraz wiem, co Jezus miał na myśli, gdy mówił: „Byłem w więzieniu, a odwiedziliście mnie”. Tam są ludzie, którzy szukają ratunku. Wiem, że oni trafili tam, bo w ich życiu zabrakło miłości – dodaje.•