Trzy szczeble rozwoju

Kamil Gąszowski

|

Gość Świdnicki 23/2021

publikacja 10.06.2021 00:00

Drama, biografia, narracja. Razem tworzą drabinę, na szczycie której łatwiej ogarnąć wzrokiem to, co za nami, ale i z optymizmem spojrzeć w przyszłość.

▼	Konrad Imiela na zakończenie zaśpiewał jedną ze swoich piosenek. ▼ Konrad Imiela na zakończenie zaśpiewał jedną ze swoich piosenek.
Kamil Gąszowski

Nazwa projektu „Drabina” to połączenie słów: drama, biografia, narracja. Na tych trzech elementach oparta ma być metoda aktywizacji seniorów, która zostanie wypracowana w trakcie trwania projektu. Konferencja, która odbyła się 31 maja, jest pierwszym z serii spotkań mających pozwolić ten cel osiągnąć.

– Drama wykorzystuje naturalną zdolność każdego człowieka, aby wcielać się w różne role. Praca z biografią jest możliwa do wykonania w różnych warunkach, ponieważ każdy ma jakąś biografię, nie potrzeba do tego żadnej innej wiedzy. Na końcu jest narracja, czyli sposób opowiadania i przedstawiania różnych sytuacji i zdarzeń – tłumaczy Marzena Muszyńska-Szwegler, dyrektor Fundacji św. Jadwigi, która powstała prawie 30 lat temu, kiedy zostało otworzone w Morawie przedszkole charytatywne. Przez kolejne lata rozszerzała swoją działalność, tworząc projekty dla młodzieży, a od trzech lat również dla seniorów. – Zajmujemy się człowiekiem kompleksowo. Te projekty pokazały nam, że jest luka, jeśli chodzi o pracę z osobami starszymi. Chcemy organizować szkolenia dla edukatorów, ale też spotkania i warsztaty dla seniorów, żeby wypracowane metody od razu testować i wprowadzać w życie. Trzeba przyznać, że samorządy i państwo robią dużo na rzecz osób starszych. Ale kiedy kończy się ta oferta, seniorzy pozostają bierni. Nam chodzi o to, żeby ich aktywizować, żeby sami chcieli się organizować i sięgać po nowe możliwości – dodaje.

Uczestnicy konferencji, którzy do Morawy przyjechali z różnych stron Polski, mogli wysłuchać ekspertów pracujących na co dzień z seniorami, ale również artystów i twórców zachęcających do zmierzenia się z własną historią. – Prywatna narracja jest osobistą opowieścią, historią danej osoby. Kiedy rozpoczynamy refleksję na temat tego, kim jesteśmy, porządkujemy wydarzenia z własnego życia. Taka historia nie tylko odzwierciedla to, co nam się wydarzyło, ale też kształtuje nasze przyszłe zachowanie i nasze wybory. Autonarracja jest opowiadaniem swojej historii. Ma charakter terapeutyczny – przekonywała Ewa Marcinek, mieszkająca na Islandii autorka tekstów literackich i nauczycielka kreatywnego pisania, której Wydawnictwo Ós Pressan jest jednym z partnerów wydarzenia.

Natomiast Konrad Imiela, aktor i dyrektor Teatru Muzycznego Capitol, podał przykład kilku utworów muzycznych, potwierdzających tezę, że poprzez opowiadanie historii łatwiej poradzić sobie z trudnymi przeżyciami. Zaprezentował m.in. utwór „Ulica Kościuszki”, przedstawiający jego własną historię związaną z pobiciem, którego doświadczył 11 lat temu. – Czułem potrzebę, żeby w sobie to przerobić i odreagować. Są ludzie, którzy biegają maratony, ja jestem artystą i twórcą i naturalne dla mnie było stworzenie utworu, w którym opowiadam o tych emocjach. Kiedy go wykonałem po raz pierwszy, zrzuciłem z siebie duży ciężar. Nie mówię więc tutaj o przypuszczeniach czy hipotezach. Tak jest naprawdę. Za pomocą sztuki można pozbyć się traum, zrzucić bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Wydaje mi się, że sztuka jest najszlachetniejszym i najbezpieczniejszym sposobem odreagowania. Wiem sam po sobie, że to może bardzo skutecznie postawić na nogi – mówił aktor, zachęcając do podejmowania własnych prób w tym zakresie.

Głównym organizatorem wydarzenia była Fundacja św. Jadwigi i to właśnie w należącym do niej pałacu w Morawie odbyło się spotkanie. Jako jedna z prelegentek wystąpiła Melitta Sallai, pochodząca z rodziny, do której przed wojną należał pałac. Po przejściu na emeryturę w latach 90. XX wieku zamieszkała na stałe w Morawie, angażując się w działania Fundacji św. Jadwigi, której była jedną z założycielek. – W styczniu 1945 roku musieli stąd uciekać, stracili wszystko. Ale nie byli zgorzkniałymi ludźmi. W tej rodzinie było siedmioro dzieci i dla nich to było szczęście, że udało się tę wojnę przeżyć. Ich matka często powtarzała, że kiedyś jeszcze tu wrócą, ale nie po to, żeby tę posiadłość odzyskać, lecz zrobić coś dobrego. Pani Melitta często mówi, że na Śląsku jest tak dobra ziemia, że wystarczy zasiać pokój, podlewać i będzie rósł – opowiada Marzena Muszyńska-Szwegler.