Historia podana na złotej tacy

Gość Świdnicki 23/2021

publikacja 10.06.2021 00:00

O nowej książce „AL Mittelsteine. Tajemnice obozu Gross- -Rosen w Ścinawce Średniej” rozmawiamy z jej autorem Markiem Cybulskim, prowadzącym cieszącą się dużym zainteresowaniem stronę na Facebooku „Nowa Ruda Neurode Tajemnice, zagadki, historia”.

▼	Pisarz w podziemiach Ścinawki Średniej. ▼ Pisarz w podziemiach Ścinawki Średniej.
Archiwum prywatne 

Kamil Gąszowski: Czytając Pana książkę, kolejny raz przekonuję się, że historia, szczególnie ta lokalna, pasjonatami stoi.

Marek Cybulski: W moim przypadku wszystko zaczęło się bardzo dawno, chyba od dziadka i babci.

Mieszkali koło Bożkowa, w małej wsi Koszyn. Kiedyś znalazłem tam na drodze pieniążek ze swastyką. Dziadek zaczął mi uświadamiać, że kiedyś byli tu Niemcy. Dla mnie, chłopca, który jeszcze nie chodził do szkoły, to był szok. Później zacząłem kolekcjonować rzeczy związane z Nową Rudą. Dzięki jednej pocztówce, starej gazecie i fotografii zakiełkowała we mnie chęć dowiedzenia się czegoś więcej, odkrycia zapomnianej historii. Postanowiłem, że będę odnajdywał te historie. One są jak tajemnicza komnata. Wchodzi się jednymi drzwiami i odkrywa kolejne drzwi do kolejnych pokoi, a tam drzwi prowadzące do kolejnych historii, opowieści, legend…

Lokalne historie mają to do siebie, że są jakby na wyciągnięcie ręki, pozwalają dotknąć życia konkretnego człowieka. Tak jest też w Pana

nowej książce opartej na dziejach kilku więźniarek obozu w Ścinawce Średniej.

To mnie fascynuje najbardziej – historia jednego zwykłego człowieka. Taka historia ma rumieńce. Tak właśnie było z tym obozem. Gdy dotarłem do dawnych zeznań więźniarek, ich opowieści nagranych przez amerykańskie instytucje, gdy usłyszałem ich głosy, zacząłem zupełnie inaczej postrzegać ten obóz. Uwielbiam tak serwowaną historię, gdy mogę wysłuchać opowieści konkretnego człowieka. Miałem także możliwość skontaktowania się z jedną żyjącą więźniarką. Dzięki jej zeznaniom udało mi się dokonać ważnego odkrycia. Ruth Minsky Sender drążyła podziemny schron na terenie dawnych zakładów przędzalniczych, które dziś są w ruinie. Możemy wypunktować wiele takich podziemnych obiektów w naszych okolicach, ale źródła milczą o Ścinawce Średniej. Postanowiłem zrobić wizję lokalną i odnaleźć stare wejście do podziemi. Udało się! Poczułem dreszcz emocji. Znalazłem się w podziemiach, które lata temu opisywała więźniarka. Szedłem tym samym korytarzem, mogłem go zobaczyć, dotknąć, poczuć tę atmosferę, niebezpieczeństwo oraz bezsens wykonywanej pracy. Te podziemia zrobiły na mnie kolosalne wrażenie.

Dzięki temu odkryciu łatwiej było panu uwierzyć w nieprawdopodobną historię, która przytrafiła się Ruth?

Odkrycie podziemi odsłoniło kolejną historię. Ruth wspomina, że podczas drążenia sztolni zraniła sobie rękę i w ranę wdało się zakażenie. Wiadomo, co Niemcy robili z więźniami niezdolnymi do pracy. Nie chcieli trzymać ludzi chorych, a jednak w Ścinawce wydarzył się cud. Tak, bo tylko w takich kategoriach można to określać. W książce opisuję sytuację, w której komendantka obozu przy pomocy swojego psa dokonuje bestialskiego morderstwa na jednej z więźniarek. A kilka dni później robi coś, co szokuje nawet jej koleżanki z SS. Tu się zatrzymam i pozwolę, by czytelnicy sami przeczytali i odkryli tę historię.

Można jednak zdradzić, że Ruth została uratowana dzięki poezji…

Jej atutem było to, że pisała wiersze, które poruszały inne więźniarki i podnosiły je na duchu. Później okazało się, że utwory te dotarły również do komendantki, która wzruszyła się do łez, słuchając wiersza o mamie. Ciągle z niedowierzaniem kiwam głową, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Niezwykłe jest również to, że my, mieszkańcy Nowej Rudy, Ścinawki, czytelnicy, możemy stanąć w miejscu, gdzie wydarzyła się ta historia. Możemy przejść tę samą drogę, którą codziennie pokonywały więźniarki, możemy zobaczyć fabrykę, gdzie pracowały, i obóz, gdzie mieszkały. I właśnie połączenie tych miejsc z historią znalazło się w mojej książce. • kamil.gaszowski@gosc.pl