Nowy numer 43/2020 Archiwum

Sponiewierani

Świadectwo. Szukali cudu. Znaleźli, ale nie tak, jak to sobie zaplanowali.

Podczas studiów w Niemczech nie było mu po drodze z Panem Bogiem, na ślubie swojego brata czerwienił się, gdy na rzucone pytanie: – Gdzie jest ten klecha?, usłyszał tuż za sobą z ust księdza: – Tu jestem. Idąc do ślubu, nie umiał wyrecytować „Wierzę w Boga Ojca”, a zaświadczenie o odbytych naukach przedmałżeńskich po prostu sfałszował, „bo nie miał czasu na takie bzdury”.

Pokochał kobietę. Razem mieli jasną wizję swego życia: wiedzieli, gdzie chcą pracować, jaki kolor będą miały ściany kuchni i salonu w domu, który postanowili wybudować, i dokąd pojadą na wakacje. – Zaplanowaliśmy wszystko oprócz problemów – mówi Krzysiek Szczepański. Przytakuje mu Magda, żona.

Dosyć tego!

Zielone ściany kuchni i wrzosowe ściany salonu przełamują święte obrazy: Macierzyństwa Maryi, Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi (te ostatnie dwa: jeden od pary z Sercem Jezusowym, a drugi pamiątkowy); jest też miejsce na wizerunek Maryi z Medjugorie, Jezusa Miłosiernego i św. siostry Faustyny. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu gospodarze spierali się o to, jak i czy w ogóle ustawić niewielki obrazek Matki Boskiej na kominku. – Tak, żeby nie burzył porządku estetycznego – mówi Krzysiek. Na swojego synka czekali z nieukrywaną dumą. Kiedy się urodził, nie posiadali się z radości.

Brali w ramiona swoje maleństwo i przez kilkanaście miesięcy żyli w błogiej nieświadomości, że to, co dotychczas nazywali życiem – jest zwykłą wegetacją. Badanie USG małego Radka wykazało wadę nerek. Wizyta u nefrologa, tomograf komputerowy, konsultacje specjalistów przygotowały wyrok: wielotorbielowatość nerek i wątroby. Genetyczna czy recesywna? (pierwsza daje szansę na życie, druga przypomina tykającą bombę, która wybuchnie: po pierwsze na pewno, po drugie raczej wcześniej niż później – zapewniali lekarze, bez znieczulenia). Odpowiedź brzmiała: recesywna. – Bóg chce nam odebrać dziecko! – jęknąłem, łzy zalały mój świat, a ból stał się nie do zniesienia – wspomina młody ojciec. Życie obeszło się z nimi okrutnie. Zostali sponiewierani – po raz pierwszy aż tak potwornie, ale jeszcze nie tak, jak chciał Bóg.

Będzie jeszcze gorzej

Internet – kopalnia wiedzy i przerażenia. – Zacząłem szukać informacji o chorobie i sposobach jej leczenia – Krzysiek wraca pamięcią do czasu, gdy zachowywał się jak spłoszone zwierzę, które na oślep szuka drogi ucieczki. – Drastyczne opisy śmierci dzieci chorych na to samo co Radziu, dołowały mnie tak bardzo, że bliscy zaczęli obawiać się o to, czy nie sfiksuję. Byliśmy gotowi zrobić wszystko, żeby tylko ratować dziecko. Kiedyś natknąłem się na adres znachora z Ameryki Południowej, zaraz zacząłem rozważać sprzedanie domu i wszystkiego, co mamy, żeby tylko tam pojechać. W desperacji chwytali się każdej, nawet najbardziej absurdalnej opcji. Wciąż nie sięgali po to, co najprostsze. Woleli kluczyć i działać na oślep.

Wreszcie któregoś dnia starszy brat Krzyśka wysłał SMS: „Sanktuarium Gidle”. – Wrzucone w internet wyrzuciło stronę miejsca. Natychmiast kliknąłem zakładkę „Uzdrowienia”. „Oto moje światło w tunelu”, ledwo pomyślałem i już siedziałem za kierownicą. Mimo mroźnej pogody gnałem do Gidli. Jechałem po cud. Przed cudowną figurką modliłem się jak tylko umiałem. W drodze powrotnej nie mogłem nie wstąpić na Jasną Górę. Tam przeczytałem, że w sobotę odprawiana jest nowenna do Matki Boskiej Częstochowskiej. Postanowiłem wziąć w niej udział z całą rodziną i tak też się stało – Krzysiek opowiada z żarliwością w głosie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama