Nowy numer 33/2018 Archiwum

Pod Twą obronę

W ich domach może zabraknąć wszystkiego – jednak zapas chleba musi być zawsze.

Dwadzieścia cztery strony broszury opowiadają sześć przeklętych lat życia, przeklętych z powodu Stalina. Zofia Michalik opisała swoje przeżycia na nieludzkiej ziemi i w dalekim Kazachstanie, żeby dać świadectwo zakłamaniu i prawdzie, podłości i wielkości, nienawiści i miłości.

Sąsiedzi Ulmów

Bohaterska polska rodzina, o której ostatnio głośno z powodu jej procesu beatyfikacyjnego, to krewni Zofii z domu Cyran. – Tak, zanim przeprowadziliśmy się do Kłodna Wielkiego w powiecie żółkiewskim, mieszkaliśmy w Markowej – potwierdza. – Tato kupił ziemię w wyniku parcelacji majątku hrabiowskiego, więc kiedy 10 lutego 1940 roku wpadli do nas sowieccy żołnierze, a za nimi miejscowi Ukraińcy, pierwsze pytanie było: za co? Przecież to, co mamy, jest kupione za ciężko zapracowane pieniądze. Odpowiedzi nie było, bo nie była potrzebna. Przecież byliśmy Polakami, to mówiło samo za siebie – wspomina początek sześciu lat gehenny, która przez tajgę zaprowadziła ich na bezkresne stepy, a stamtąd na Ziemie Odzyskane, do Witoszowa Dolnego. Zofia miała wtedy sześć lat. – To był sądny dzień. Ryczały niewydojone krowy, wyły psy, a przez to wszystko przedzierały się ludzkie głosy biadolenia, rozpaczy i bezsilności – pamięta, jakby to było wczoraj. Do wagonów upychano całe rodziny, które mogły zabrać ze sobą tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Zaczynała się odyseja strachu, niepewności, chorób i nienawiści. Po dwóch tygodniach podróży w bydlęcych wagonach dotarli do Krasnojarki w obwodzie swierdłowskim, a stamtąd do ukrytej w tajdze posiółki (obozowiska).

Mrok dopiero nadchodzi

Praca w tajdze przy zbiorze żywicy była ciężka, ale warunki socjalne nie były tragiczne. Gdy rodzice pracowali w lesie, Zosia chodziła do przedszkola, w którym polskie dzieci szybko zaczęły nadawać ton zabawom, występom i popisom. Prowadząca ochronkę Rosjanka nie miała nic przeciwko. Jednak kiedy losy wojny się odwróciły, a Polacy zaczęli być potrzebni Stalinowi jako mięso armatnie, rodzina została zwolniona i skierowana do... Kazachstanu. Ojciec Zofii poszedł na wojnę w 1942 roku. Swoją żonę, matkę i córkę oddał Bożej opatrzności. Od tego momentu opowieść Zofii ma tylko jeden refren: „Gdyby nie opatrzność Boża, zginęlibyśmy z głodu”. Dorywcza praca, ojcowskie szydło i zdolność matki do szycia kapci, los, który zrządził, że matka została kucharką rybaków, potem pracowała w mleczarni, a wszystko pod surowym spojrzeniem Stalina, którego ogromny pomnik stał na środku sowchozu – za każdym razem kwitowane: Boża opatrzność.

Bohaterskie kobiety

Zofia, wspominając przeklęty czas zsyłki, nie pomija ani jednego jasnego promienia ludzkiej życzliwości, uwagi czy odruchu serca. – Dobrymi ludźmi okazywali się zarówno Rosjanie, jak i Kazachowie. Naszymi sąsiadami w tułaczce i na wygnaniu byli Koreańczycy, Gruzini, Czeczeńcy, Tatarzy, Niemcy i Żydzi – zawsze trafiało się wśród nich na... człowieka, czyli kogoś, kto nie był bestią, oprawcą czy cwaniakiem – podsumowuje. Nade wszystko jednak podziw i uznanie należą się matce Zofii. – Do tej pory nie mogę się nadziwić, że ta chorowita kobieta miała tak wiele siły i odwagi. Potrafiła zabić kota, żółwia, jeża, gdy nie miałyśmy co włożyć do ust. Umiała mnie chronić i w tym wszystkim podtrzymywała nadzieję. Bo ci, którzy ją stracili, nigdy stamtąd nie wrócili – kończy ściszonym głosem.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma