Nowy numer 33/2018 Archiwum

65 lat milczałem

Przez dziesiątki lat Ignacy Sarnecki bał się mówić o tym, co widział i przeżył. I dziś nie jest pewien, co go spotka. Bo dzieci i wnuki dawnych oprawców mają się w najlepsze. Zajmują czołowe miejsca w życiu społecznym i prowadzą intratne interesy.

Jak twierdzi wielu, II wojna światowa była najtragiczniejszym wydarzeniem w historii ludzkości. I choć zapisano na ten temat setki tysięcy stron, wciąż istnieją tzw. białe plamy; wydarzenia, o których ludzie bali się opowiadać przez dziesiątki lat. Oficjalnie wojna skończyła się w 1945 r. Jednak faktycznie trwała w Polsce jeszcze kilka lat. Nie mniej zbrodnicza niż ta wcześniejsza, oficjalna. Cichy front bratobójczej walki przebiegał w lasach i ciemnych piwnicach Urzędów Bezpieczeństwa.

Długa wojna

Od 1939 r. Polacy toczyli konspiracyjną i partyzancką wojnę z najeźdźcami. Kiedy w 1945 r. okazało się, że za względny spokój w Europie Polska została haniebnie sprzedana Stalinowi, wielu nie mogło się z tym pogodzić. Odnowiono struktury Armii Krajowej i innych organizacji. Niestety, walka była bardzo nierówna. Radziecki okupant za obietnice władzy oraz wątpliwych honorów przejął i skorumpował struktury państwa. Każdego, kto nie akceptował nowego ustroju społeczno-politycznego, nazywano bandytą. Musiał zmienić poglądy lub zginąć. Ignacy Sarnecki jest jedną z takich osób.

Pochodził z wielodzietnej rodziny, w której, jak opowiada, z dziada pradziada zawsze ktoś walczył o Polskę. Mieszkał w Starym Zieluniu niedaleko Mławy pod Warszawą. Dla jego rodziny wojna w 1945 r. się nie skończyła. Ojciec i starsi bracia nadal działali w Ruchu Oporu Armii Krajowej. A ponieważ byli nieuchwytni, w październiku 1945 r. ubecy zatrzymali 16-letniego wówczas Ignacego. Przez kilka tygodni poddawali go torturom, by wydał zakonspirowaną strukturę. Wybito mu wówczas zęby, złamano obojczyk, nos i żebra. Zwolniono go, bo obiecał, że będzie współpracował. Nie wywiązał się z obietnic, więc w lutym 1946 r. ponownie został aresztowany. Po kilku miesiącach udało mu się uciec z aresztu. Tym razem nie miał już wyjścia, musiał przystąpić do partyzantów.

Jedna z SB-ckich kul, które od kilkudziesięciu lat tkwią w ciele Ignacego Sarneckiego   Jedna z SB-ckich kul, które od kilkudziesięciu lat tkwią w ciele Ignacego Sarneckiego Dziewięć kul

Pod koniec lutego 1947 r. ogłoszono amnestię dla wszystkich, którzy – jak to określano – dopuścili się przestępstw. Była to metoda likwidacji podziemia niepodległościowego. Po 8 latach wojennej zawieruchy ludzie byli bardzo zmęczeni. Chcieli zacząć normalnie żyć. Zakonspirowane oddziały zaczęły się więc ujawniać i składać broń. Taką decyzję podjęła też grupa, w której był Ignacy Sarnecki. Trzeba było jednak pojechać po dokumenty dla wszystkich do innej miejscowości. Doszło wtedy do tragedii. – Po drodze wstąpiłem do sklepu spożywczego, by kupić kolegom prowiant – opowiada I. Sarnecki. – Wchodzę, a tam cały oddział ubeków i pełno broni. Zawahałem się, ale był 1 marca 1947 r., pomyślałem: przecież ogłosili amnestię, więc nic mi nie zrobią. I faktycznie jeden z nich podszedł do mnie, przywitał się, uśmiechnął. Prawdę mówiąc, wszyscy cieszyliśmy się, że ta wojna w końcu się skończy. Wyszedłem ze sklepu i pojechaliśmy dalej. Niestety, po kilku kilometrach zobaczyliśmy, że ktoś nas goni. Padły strzały. Ignacy został ranny, jego kolega obok zabity. Ignacy zaczął uciekać. Dopadł go pijany ubek, ten sam, który wcześniej podawał mu rękę. Chwiejąc się na nogach, zaczął do niego na oślep strzelać. Jedne z kul przeleciały na wylot, inne utkwiły na zawsze w ciele. Ubek najprawdopodobniej pomylił go ze starszym bratem. Trudno jednak powiedzieć, co nim kierowało. Jedno jest pewne: służby te czuły się całkowicie bezkarne. Dwa, jak sądzono, trupy przewieziono na komisariat policji. Tymczasem Ignacy cały czas był świadomy tego, że żyje, i wiedział, co się wokół niego dzieje. – Jak to się stało, że przeżyłem, nie wiem. Bóg mnie może zachował, bym mógł to wszystko kiedyś opowiedzieć? – mówi ze łzami w oczach. Jednak to był dopiero początek męczeństwa.

Bezkarni

Wieść o tym, że mimo amnestii strzelano do partyzantów, szybko się rozniosła. W drodze na komisariat była już komisja wojskowa. Sprawę trzeba było zatuszować. Rano leżące całą noc na podłodze ciała wrzucono do worków i zaczęto ciągnąć po schodach. Wtedy Ignacy wydał jakiś jęk. Przestraszeni oprawcy upuścili ciało. Kiedy okazało się, że żyje, przewieziono go do więziennego szpitala na ul. Rakowiecką w Warszawie. Tam mimo bardzo ciężkiego stanu wożono go na sfingowane rozprawy sądowe i procesy. Najpierw za to, że rzekomo napadł z bronią na oddział UB, otrzymał karę śmierci. Później, pod wpływem świadków, którzy zeznawali co innego, dano mu wyrok za inne „przestępstwa”. Na Rakowieckiej w Warszawie przesiedział 4 lata. Ze szpitalnego okna widział w tym czasie co najmniej kilkaset egzekucji. – To było w wielu wypadkach zwykłe ludobójstwo jak w Katyniu, przez strzał w tył głowy – opowiada. – Wcześniej z wieloma z tych ludzi spotkałem się w celi i znałem ich historie. Po wyjściu z więzienia jako „niebezpieczny element” został deportowany do Wałbrzycha, gdzie mieszka do dziś. W 1998 r. w całości unieważniono wyrok sprzed 50 lat. Zbrodniarze pozostali jednak bezkarni. Dopiero w lipcu tego roku (2012) Ignacy Sarnecki otrzymał pismo, że IPN w jego sprawie wszczął śledztwo dotyczące "popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości". Również w ostatnich dniach znaleziono ponad 100 ofiar komunizmu na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie – tych, których śmierć widział Ignacy Sarnecki. Ignacy Sarnecki swoje wspomnienia spisał w książce „65 lat milczałem”, która ukaże się najprawdopodobniej jeszcze w tym roku. Ignacy Sarnecki (pierwszy z prawej) ze swoim oddziałem   Ignacy Sarnecki (pierwszy z prawej) ze swoim oddziałem

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • mjarosz
    22.12.2014 12:16
    Niestety nie są mi znane osoby ze zdjęcia. Jedynie bohater tego tekstu - Ignacy Sarnecki (pierwszy z prawej), miał wtedy ok. 16 lat. Być może jedną z osób na zdjęciu jest jego starszy brat - Mieczysław Sarnecki.
    Znane jest natomiast miejsce działalności tego oddziału (i wykonania zdjęcia) Było to od 100 do 150 km na północ i północny zachód od Warszawy.
    doceń 0
  • mjarosz
    22.12.2014 12:19
    Spróbuję w najbliższych dniach dotrzeć do Pana Ignacego i dowiedzieć się czegoś więcej. Jest też dobra informacja na temat książki "65 lat milczał" na początku przyszłego roku ma wydać ją IPN.
    doceń 1
  • ,,Iskra"
    18.01.2015 13:08
    Jak to czytam to tak jak bym słuchała opowieści mojego ojca brat w AK i NZW ,,Nocy"i z tego powodu zamyka się całą rodzinę,, może coś w przesłuchaniach powiedzą a brat młodszy Stanisław siedział aż 2 lata na Rakowieckiej i też się naoglądał jak prowadzano na śmierć najlepszych Synów naszej Ojczyzny..
    doceń 1
  • walter
    04.10.2015 19:44
    przeciez ta fotka przedstawia Balle , Sowa
    a ten po prawej to pseudo Moskwa , ktory zginal
    tak jest opisany na wielu artykulach
    skad wiec to ma byc Sarneck??
    pomyłka !

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma