Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Przytuleni przez Ritę

Żyła 600 lat temu w dalekiej Umbrii, ale to nie przeszkadza jej zajmować się sprawami współczesnych ludzi. Wrażliwość ma we krwi.

Święty obrazek. Mniszka, szczelnie opatulona habitem, trwa w ekstazie. Stygmatyczka – naznaczona miłością. Wznosi ręce w geście hojnego otwarcia, a promień łaski, wybrania, który łączy uczennicę z Mistrzem, dosięga jej czoła. Obrazek święty – pełen chwały, milczący o tym, co wcześniej, o długim i burzliwym życiu.

Małgosia – to jej imię

Margerita Lotti – kobieta, która posmakowała w swym życiu nie tylko rozkoszy pieszczot matki i ojca, czekających długo na swoje dziecko. Poznała też smak trudnego posłuszeństwa ojcu, który wbrew jej pragnieniu wydał ją za mąż – a przecież od dziecka chciała do klasztoru. Margerita, pieszczotliwie nazywana Ritą, czyli Małgosią, przekonała się też, ile sił kosztuje małżeńska walka o godność kobiety. Jak gorzko smakuje ból zrodzony przez gwałtowność i brutalność męża. Upokarzana, prześladowana słownie, dręczona psychicznie i fizycznie – nie umie przestać kochać. Szuka i znajduje siłę do przebaczenia, cierpliwości i wierności. Wie dobrze, że jeśli naprawdę kocha, będzie umiała przebaczać nie siedem razy, ale zawsze. Aż do zwycięstwa. Przekonała się, że faktycznie im cięższa jest walka, tym większe jest zwycięstwo. Gdy mogła wreszcie kochać swego męża ze wzajemnością, gdy z dumą patrzyła na niego jako dojrzałego mężczyznę i ojca dwóch ich synów, przyszła śmierć. Mąż stał się ofiarą vendetty – rodowej zemsty.

Zginął wtedy, gdy przed małżonkami otwierała się spokojna rodzinna przyszłość. Trzydziestodwuletnia wdowa wbrew tradycji przebacza zabójcom. Ale jeśli synowie nie pomszczą ojca, zostaną uznani za tchórzy. Tylko zemsta mogła im przywrócić honor – błędne koło nienawiści szykowało się do kolejnych żniw.

Niebo – ono się liczy

– Wtedy wdowa woła do Boga „Panie, ratuj ich dusze! Jeśli mają stać się mordercami, iść drogą nienawiści, to lepiej zabierz ich z tego świata! Zanim będzie za późno” – cytuje Jan Włostowski, 76-letni bielawianin, ojciec ks. Jacka, ale także dziadek i teść, dzisiaj żywy przykład niezwykłego wstawiennictwa św. Rity. – Synowie umierają rok później. Prawdopodobnie na zarazę. O tym jednak dowiedziałem się dużo później, niż poznałem moc wstawienniczą świętej z Cascii – zaznacza i z oczami nabiegłymi łzami opowiada swoją historię przyjaźni ze świętą Włoszką. – W roku 2008 śmierć zajrzała mi w oczy. Ja jednak zachowałem spokój, oddałem tę sprawę Bogu. Gdy tylko usłyszałem wyrok: dwunastocentymetrowy guz zrogowaciały jelita grubego, od razu znajome siostry augustianki, posługujące w Bielawie, uznały, że moja sytuacja jest w sam raz dla św. Rity, ich współsiostry sprzed sześciu wieków. Bo było naprawdę beznadziejnie – zapewnia, ale żeby nie być gołosłownym, wyjmuje plik dokumentów medycznych: badań, ekspertyz, diagnoz. Prawie wszystkie powtarzają wyrok skazujący. – „Prawie”, bo z wyjątkiem tych ostatnich, gdy medycyna musiała stanąć przed tajemnicą Boga, który działa także dzisiaj – mówi. – Po drugiej operacji, po kolejnych seriach chemioterapii, osłabiony i wobec bezradności lekarzy powtarzających: guz nieoperowalny (to, co można było wyciąć, inne ogniska nowotworowe, było już usunięte) jak zwykle wybrałem się do szpitalnej kaplicy na nabożeństwo i Mszę św. Zobaczyła to pielęgniarka i zaczęła mi odradzać „wycieczkę”. Ja byłem jednak stanowczy: „Macie tu państwo znakomitych lekarzy, jednak ten, do którego idę, jest od nich większy”, odpowiedziałem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma