Nowy numer 33/2018 Archiwum

Pilne i pilniejsze

Kiedy umiera ksiądz, wraca się do tego, kim był i co uczynił – najpierw w przestrzeni ducha.

Zmarł nagle. Nie wytrzymało serce. Ci, którzy znali tego księdza bardziej niż reszta, właściwie się temu nie dziwią. – Zawsze angażował się w sprawy ludzi i parafii bardzo bezkompromisowo – zauważa Ewa Miszczuk-Paluszek, parafianka z Witkowa, który ze Starym Jaworowem i Milikowicami tworzy parafię pw. św. Michała Archanioła. – To był kapłan o bardzo silnej osobowości, czasami niektórzy nie wytrzymywali tej siły, uważali, że ich ogranicza, nie pozwala im na wolne wybory – dodaje.

Wiem, co jest dla was dobre

Życie każdego człowieka, także księdza, uplecione jest z tego, co jest w nim piękne i dobre, ale i z tego, co wstydliwe, z czego trudno być dumnym. Jednak zwycięża ten, kto idzie na całość w tym pierwszym, a z drugiego wyciąga wnioski na przyszłość.

– To był pasterz, który swoją misję traktował bardzo poważnie – mówi inna parafianka, Bogusława Nieciąg, szefowa rady parafialnej. – Dzisiaj, z perspektywy czasu, jego postawę wobec nas oceniam inaczej niż wtedy, gdy był naszym proboszczem i ciągle od nas wymagał. Co rusz były sprawy pilne, a zaraz potem jeszcze pilniejsze. To męczyło, bywało, że mieliśmy dość. A teraz, z dystansu, wszystko to poukładało się w całość, której wspólnym mianownikiem jest właśnie pasterska troska o to, żeby nie zginęła żadna z owieczek. Milikowicki prałat był jednak wiarygodny w tym, co czynił. – Bo wymagał nie tylko od nas, ale i od siebie samego, sobie też nie pobłażał. Zupełnie jakby prowadząc nas do nieba, wiedział dobrze, że łatwo jest pobłądzić, że Zły nigdy nie śpi i nie odpuszcza. A to jest przecież bardzo ryzykowne – dodaje Bogusława Nieciąg.

Idźcie do Jezusa!

– Pamiętam dobrze nasze pierwsze spotkanie. Miałam wtedy zaledwie siedem lat. W pierwszej klasie, na katechezie, usłyszałam księdza Jana, jak opowiadał o Panu Jezusie, i wtedy coś wielkiego wydarzyło się w moim małym serduszku. Zachwyciłam się Dobrą Nowiną, że Bóg jest tak bliski, że Jego Syn daje nam siebie, że możemy liczyć na Boże działanie w mocy Ducha Świętego. Bóg stał się wtedy dla mnie kimś osobowym, bliskim, prawdziwym, żyjącym – wspomina Ewa Miszczuk-Paluszek. Do jej oczu napływają łzy. – Zawsze mogłam na naszego księdza liczyć. Bardzo pomógł mi w kolejnych życiowych wyborach, wiele mnie nauczył. Nigdy nie miałam wątpliwości, że kierowały nim dobre intencje, nawet wtedy, gdy nie umieliśmy do końca zrozumieć, dlaczego postanowił tak, a nie inaczej, dlaczego tak bardzo zależało mu właśnie na tym, a nie na czymś innym, kiedy nie odpuszczał. Tak, można powiedzieć, że był uparty – zaznacza. O szczerych intencjach ks. Jana Miłosia może świadczyć fakt, że parafianie bardzo mocno troszczyli się o życie sakramentalne. – I tak zostało po dziś dzień – potwierdza ks. Wojciech Dąbrowski, obecny proboszcz.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma