Nowy numer 3/2021 Archiwum

Żywa kapliczka dla Afryki

Zaczęło się całkiem zwyczajnie jak na dzisiejsze czasy – przez wirtualny kontakt na Facebooku. Jednak to, co powstaje, jest już jak najbardziej realną pomocą.

– Potrzeby są olbrzymie, a nas tak mało! – konstatuje s. Tadeusza. – Jak wracam do Polski na urlop i pokazują mi parafię czy miasto, a tam niezliczone szeregi duchowieństwa i jeszcze marudzą, że jest ich mało, to ja sobie myślę: o mój Boże, wy nie wiecie, co mówicie! Ja jestem sama do takiej samej pracy, co was 75! Ciągle mam ochotę rozesłać przynajmniej połowę sióstr, zakonników i księży z Polski na wszystkie krańce świata! Idźcie w świat, tam zobaczycie wielkie potrzeby ludzi zostawionych samym sobie! Nie jest łatwo głosić Jezusa na tak wielkim terytorium i we wspólnotach oddalonych od siebie! Cokolwiek się chciało zrobić, zorganizować, to łączyło się to z transportem ludzi z wioski do wioski. Bez tego ani rusz aż do dzisiaj, sprawa dróg to osobny, prawie legendarny rozdział życia!

Ubodzy i radośni

– Kocham tę ziemię i tych ludzi wpatrzonych we mnie i oczekujących pomocy – wyznaje siostra. – Podoba mi się ich radość życia. I chyba to mnie pociąga najbardziej! Niewiele mają, żyją ubogo, a jednak są radośni. W miarę czasu zmieniły się trochę nasze warunki pracy w Kamerunie. Do odpowiedzialności za różne grupy parafialne doszły nowe obowiązki, jak adopcja dzieci, młodzieży czy studentów zrzeszonych w stowarzyszeniu, odpowiedzialność za katechistów i katechetów. Mam wrażenie, że jestem ciągle na nowo i na nowo potrzebna tutaj. Ale niestety nie można pomóc we właściwy sposób, jeśli nie ma tego drugiego frontu w Polsce, czyli ludzi wspomagających nasze działania. W jaki sposób mogę pomóc na przykład w wykształceniu 65 studentów i wielu, wielu dzieci? W jaki sposób mogę zorganizować pielgrzymkę Legionu Maryi z całego naszego terenu, jeśli nie będę miała samochodu i ropy w baku na transport? Nasze tak zwane „urlopy” w Polsce to ciągłe zdobywanie pieniędzy, a ile ich można zdobyć w ciągu 3 miesięcy, skoro wyjeżdżamy raz na dwa lata?

Wybrał szopę

S. Tadeusza kilka miesięcy temu do grona kilku tysięcy znajomych na portalu społecznościowym przyjęła m.in. braci Dembińskich z okolic Wałbrzycha. – Okazało się że s. Tadeusza jest niesamowita. Choć w Afryce ma ogrom pracy, stara się pomagać również na odległość – opowiada Dariusz Dembiński. – Opowiedzieliśmy jej o swoich problemach, ona nam o swoich. – Jej słowa bardzo nam wtedy pomogły – dodaje Marcin Dembiński.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama