GN 47/2020 Archiwum

Z powrotem w domu

Świadectwo. Kiedy życie stało się nie do wytrzymania, znalazła drogę wyjścia. 
To było jednak tylko złudzenie. 


Jej śpiew, mocny i pewny, rozbrzmiewa szczególnie donośnie podczas porannych Mszy, gdy w kościele jest zaledwie kilka osób. Wtedy ogromne wnętrze bielawskiej świątyni wypełnia się czystym uwielbieniem. Maria śpiewa z pasją.


Miara się przebrała


Tego dnia, gdy do jej drzwi zapukali niespodziewani goście, nie chciała nikogo widzieć. Miała wszystkiego dosyć. Biła się z myślami o sens swojego życia, takiego życia: ona – mężatka z dwójką dzieci, kobieta walcząca z pijaństwem swego męża, uginająca się pod ciężarem trudnej sytuacji finansowej, obarczona obowiązkiem utrzymania domu i wychowania dzieci. Otworzyła z ciekawości. Zaczęli mówić prosto do jej serca.

Byli grzeczni, uprzejmi, gotowi do pomocy. Cytowali Biblię – to jej najbardziej zaimponowało. „Bóg się nade mną zmiłował” – pomyślała. Wyciągnął dłoń. Chwyciła ją mocno. Zaprowadził ją do Świadków Jehowy, do Sali Królestwa. Wreszcie poznała prawdę i spotkała ludzi żyjących zgodnie z wolą Boga. Szybko poczuła się doskonale wśród sprawiedliwych i bogobojnych braci i sióstr. Pozbyła się wszystkich grzesznych bałwanów: świętych obrazów, figurek, krzyża. Przestała chodzić do kościoła. 
Tego jednak było już za wiele, nawet dla jej niewierzącego męża. „Nie będziesz mi wstydu robiła, nie będziesz się z sekciarzami zadawała!” – wrzeszczał i żądał wystąpienia ze zboru.
Życie stawało się coraz bardziej nieznośne. Mąż nie tylko miał jeszcze jeden powód do awantur, przestał nawet dawać pieniądze na dom. „Niech cię bracia utrzymują” – kpił.
 Ci rzeczywiście przychodzili z pomocą, ale do czasu, gdy mieli pewność, że Maria jest już całkowicie po ich stronie. Że jest naprawdę ich siostrą. Wtedy dyskretnie wycofali się ze wsparcia. Zaczęli podsuwać inne rozwiązania: zostaw go, po co się masz z nim męczyć, daj sobie spokój, zażądaj eksmisji. 
To nie było dobre. W sercu pojawił się niepokój.

Tymczasem zaczęła głosić naukę świadków. Wędrując od domu do domu, coraz trudniej znosiła wizyty u katolików. Była bardzo rozproszona i zakłopotana – szczególnie wobec wizerunku krzyża. Szukała go, podświadomie rozglądając się po ścianach. Gdy trafiała na Ukrzyżowanego, od razu pytała: „Czy Ty mnie jeszcze kochasz?”. 


« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama