Nowy numer 47/2020 Archiwum

W spadku

Sztuka. Do kościoła wchodzi się, aby spotkać Boga. nie sposób jednak nie otrzeć się o wielką i małą historię – wystarczy wiedzieć, obok czego się właśnie przechodzi.

Od kilku miesięcy Mariusz Barcicki opowiada o tajemnicach katedry każdemu, kto chce słuchać. Pewnie m.in. dlatego zupełnie niedawno prezydent docenił świdnickiego przewodnika Krzyżem Zasługi za „społeczne działania na rzecz promocji dziedzictwa kulturowego Ziemi Świdnickiej i społeczne działania na rzecz świdnickich zabytków”. Opowiedział i nam – ze znawstwem i z pasją.

Bez koron, bez sukienki

Obraz Świdnickiej Pani, odzianej w słońce, to obok Piety i pentaptyku najcenniejszy skarb katedry. Pierwotnie obraz wisiał na filarze pod emporą organową i był ulubionym wizerunkiem jednego z jezuitów. Kiedyś podczas zarazy duchowny ten został wysłany do Kłodzka, żeby pomóc tamtejszym braciom. Niestety, zachorował.

Walcząc z chorobą, ślubował Maryi, że jeśli wyzdrowieje, zrobi wszystko, żeby obraz został umieszczony w budowanej właśnie, najpiękniejszej w kościele kaplicy. I stał się cud, a bezimienny jezuita dotrzymał słowa. Gdy obraz odpowiednio przycięto (z prostokąta do owalu), hrabina von Kinsky, żona starosty, ufundowała srebrne korony i sukienkę, które to wota przetrwały wszystkie zawieruchy wojenne aż do 1969 r. Wtedy to dwaj złodzieje ukryli się na ambonie, a w nocy złupili obraz. Uciekając przez okno, zgubili srebrny półksiężyc, jedyny ocalały element bogatej sukienki. Na unikatowym kolorowym zdjęciu obrazu sprzed kradzieży (autorstwa Alfreda Miedzińskiego) dobrze widać barokową sukienkę. – Może się to przydać, gdy podejmie się starania o koronowanie obrazu papieskimi koronami – wtrąca przewodnik.

Ślad po kolanach

Kopia tego dzieła zdobi reprezentacyjne wnętrze holu Muzeum Dawnego Kupiectwa. Oryginał, ogromne malowidło wiszące w kaplicy św. Józefa, przedstawia panoramę siedemnastowiecznej Świdnicy, miasta otoczonego potrójnym murem i szczycącego się posiadaniem najstarszego na ziemiach polskich herbu z nadania królewskiego (1452). – Miasto otrzymało ten przywilej od Władysława Pogrobowca (króla Czech i Węgier). Jego znaczenie można porównać do dzisiejszych znaków jakości – wyjaśnia Mariusz Barcicki. – Tuż obok znajduje się Chór Mieszczański, a na nim niezwykłej urody pentaptyk – zaprasza. Na chór prowadzą dwa ciągi schodów. Ponieważ w górnej kaplicy przechowywano w średniowieczu relikwie, do kaplicy wchodziło się na kolanach, odmawiając na każdym z kilkunastu stopni odpowiednią modlitwę. – Proszę zauważyć, jak mocno stopnie są wyżłobione – zwraca uwagę przewodnik. Pentaptyk, czyli ołtarz z czterema skrzydłami (tajemnice radosne, bolesne i chwalebne z życia Pana Jezusa oraz przedstawienia świętych Pańskich) i sceną główną (Zaśnięcia NMP – o czym więcej na s. I) to dzieło z 1492 r. Kiedyś powtarzano, że pochodzi on z warsztatu Wita Stwosza, ale dzisiaj nikt już nie odważy się tak twierdzić.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama