Nowy numer 48/2020 Archiwum

Serce dla Afryki

Dla nas te historie brzmią jak bajki. Tymczasem są to prawdziwe problemy konkretnych ludzi.

Raz na dwa–trzy lata misjonarze pracujący na krańcach świata mogą przyjechać do kraju na urlop. To, co nam kojarzy się z wypoczynkiem, dla nich jest jednak ciężką pracą. – Przez ten miesiąc czy dwa trzeba się postarać, by mieć za co egzystować i działać przez kolejne dwa lata – mówi s. Tadeusza. – To też okazja, by spotkać się z ludźmi i uwrażliwić ich na problemy misji. Nasze zgromadzenie bardzo nam pomaga, ale bez dodatkowego wsparcia prowadzenie działalności w tak szerokim zakresie, w jakim to robimy, byłoby niemożliwe.

Bez entuzjazmu ani rusz

Tadeusza to imię zakonne siostry Heleny Frąckiewicz. Jest w Zgromadzeniu Sióstr św. Dominika. Choć w przyszłym roku będzie świętować 60. urodziny, entuzjazmem, zakresem działania i ilością pracy przyćmi wielu o wiele młodszych od niej. Od 16 lat pracuje w Kamerunie. Zajmuje się tam pracą katechetyczną i pastoralną. Teren jej parafii jest niewiele mniejszy od powierzchni diecezji świdnickiej. W wielu miejscowościach są kaplice i katechiści, grupy apostolskie i dzieci na katechezie. Codzienne trzeba pokonywać po kilkadziesiąt kilometrów. Wszędzie trzeba doglądnąć prawie wszystkiego, a do pracy duszpasterskiej na tym terenie są tylko jeden ksiądz i trzy siostry. Druga z sióstr jest lekarką i prowadzi dużą przychodnię zdrowia, którą sama zorganizowała. Ostatnio doprowadziła też do dobudowania porodówki. Trzecia siostra zajmuje się szkołą podstawową i przedszkolem, przygotowuje takie dzieci do sakramentów, uczy dziewczęta i kobiety różnych prac ręcznych.

„Urlop”

Dzięki mediom społecznościowym i profilowi na Facebooku ich pracę zaczęły śledzić tysiące osób w Polsce. Kiedy zbliżał się termin tzw. urlopu, znalazły się dziesiątki chętnych, by przyjąć siostrę i pomóc jej w zbieraniu pieniądzy na misje. Od prawie dwóch miesięcy s. Tadeusza przemierza dosłownie całą Polskę. W sumie na kilkudziesięciu spotkaniach zobaczy się z wieloma tysiącami ludzi. Od 10 do 16 kwietnia misjonarka przebywała w diecezji świdnickiej. Zaczęła od spotkania w kościele oo. jezuitów w Kłodzku, 12 kwietnia odwiedziła parafię Podwyższenia Krzyża Świętego w Kłodzku. Podzieliła się swoimi sukcesami i problemami oraz opowiedziała tamtejszej wspólnocie o Studenckiej Rodzinie Dominikańskiej. Parafianie zaś przygotowali kiermasz z kwestą, by wesprzeć działalność s. Tadeuszy w Kamerunie. Siostra pojawiła się na Biegu do Serca i była zachwycona tą inicjatywą. Miała też spotkanie w liceum w Kudowie-Zdroju oraz w Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Lewinie Kłodzkim. Również tam spotkała się z ciepłym przyjęciem i szczerym zainteresowaniem ze strony dzieci problematyką życia kolegów i koleżanek w Afryce. Dzieci przekazały pudełko z darami, a nauczyciele i miejscowy proboszcz zadeklarowali, że podejmą się Adopcji Serca dla dwojga dzieci z Kamerunu. 15 kwietnia odwiedziła dom i kaplicę sióstr klawerianek w Świdnicy, gdzie spotkała się z bp. Ignacym Decem, któremu również opowiedziała o swojej pracy w Afryce. Następnie było spotkanie w Bajkowym Przedszkolu oraz Gimnazjum w Żarowie. Wizytę w na ziemi kłodzkiej pomogli zorganizować mama jednej z sióstr dominikanek pochodzącej z Kłodzka oraz przyjaciele z Kłodzka i Kudowy-Zdroju. Świdnicę i Żarowów odwiedziła za sprawą braci Dariusza i Marcina Dembińskich.

Inne wyobrażenia

Wielu mieszkańców naszej diecezji to już dobrzy znajomi siostry, przynajmniej ze stron portalu społecznościowego, na którym siostra na bieżąco przekazuje relacje ze swoich poczynań. Wspierają jej działalność misyjną swoją modlitwą i materialnie. Tym razem była okazja rzeczywistego kontaktu z misjonarką. – Tak naprawdę, wszystko, co czytamy, słyszymy i oglądamy o Afryce, nie oddaje w pełni tego, co zastajemy – wyjaśnia. – Nawet ja, mimo tylu przygotowań i opowieści o Czarnym Lądzie, nie zrozumiałam prawie nic. Wbrew temu, co sądzimy, są tam wszystkie udogodnienia cywilizowanego świata, ale jest przede wszystkim ludzka bieda. Brak nadziei na polepszenie losu, na pracę godną dyplomu, nawet jeśli udało się zdobyć jakieś wykształcenie. Będąc tu, staram się więc przekazywać prawdę o tamtejszym życiu. Podoba mi się ich radość życia i chyba to mnie pociąga najbardziej! Niewiele mają, żyją ubogo, a jednak są radośni. W miarę czasu zmieniły się trochę nasze warunki pracy w Kamerunie, ale ciągle niestety nie można pomóc we właściwy sposób, jeśli nie ma tego drugiego frontu w Polsce, czyli ludzi wspomagających nasze działania. Nasi podopieczni co dzień zmagają się z trudnościami losu, o jakich większość ludzi w Polsce jedynie słyszy – tłumaczy s. Tadeusza. – Głód, skrajne ubóstwo, niezliczone problemy zdrowotne to dla nich codzienność, dla nas często tylko historie, tak odległe, że nieistotne. Siostra przy pomocy przyjaciół założyła w Polsce fundację im. Stefana Szolc-Rogozińskiego – Serce dla Afryki. – Wszelkimi możliwymi środkami staramy się dotrzeć do dzieci i młodzieży w Kamerunie i nieść im źródło nadziei – wyjaśnia misjonarka. – Niestety, najczęściej tą najwłaściwszą pomocą, jaką możemy im podarować, jest pomoc materialna. Brak środków na żywność, leki, brak dachu nad głową to przykra i smutna codzienność. Sami nie zrobimy wiele. Natomiast z pomocą każdego dobrego człowieka możemy zmienić świat. Oczywiście nie cały świat, to byłoby zbyt trudne, ale mały świat konkretnych dzieci: Leonarda, Theresy, Pierre’a, Séraphine, Emmanuelle, Justine, Vincenta, Jacqueline… Dla nich całym światem jesteśmy my. Działania s. Tadeuszy można śledzić przez stronę Facebook, wyszukując profil: Przyjaciele siostry Tadeuszy, dominikanki. Szczegółowe informacje o tym, jak przekazać pomoc materialną, na stronie: www.sercedlaafryki.com.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama