Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kłamstwo przegłosowane

Posłowie zalegalizowali produkcję ludzi. Zapomnieli o miłości.

25 czerwca Sejm uchwalił ustawę o in vitro. Przygotowało ją Ministerstwo Zdrowia chociaż in vitro z leczeniem nie ma nic wspólnego. Projekt powinien raczej być przygotowywany przez Ministerstwo Gospodarki, bo chodzi w nim o produkcję, w tym przypadku ludzi. Po raz kolejny, tak jak przy okazji ustawy „O zapobieganiu przemocy” oparto się na kłamstwie. Obecna nosi nazwę „O leczeniu niepłodności". Faktycznie jednak sankcjonuje aktualne praktyki zabijania ludzkich zarodków i wspiera biznes klinik sztucznego zapłodnienia. Poczęcie in vitro jest całkowicie odhumanizowaną metodą i odejściem od leczenia bezpłodności. Lekarze zajmujący się in vitro najczęściej nie szukają prawdziwych przyczyn bezpłodności i nie zmierzają do jej wyleczenia, ograniczając się do promowania swoich metod. Leczeniem bezpłodności zajmuje się naprotechnologia. Nie jest wspierana przez państwo, choć jej efekty są zdecydowanie lepsze od in vitro. Skuteczność in vitro to ok. 25 proc. urodzeń, naprotechnologii - ponad 80 proc.

Przyjęta ustawa zawiera szereg skandalicznych przepisów, m.in. pozwala na selekcję zarodków, ich mrożenie czy możliwość uzyskania statusu ojca każdemu mężczyźnie wskazanemu przez kobietę, umożliwia też in vitro dla osób homoseksualnych. Zarodek jest zdefiniowany jako zbiór komórek, co zaprzecza wiedzy medycznej. Ustawa jest sprzeczna także z etyką chrześcijańską, o czym przypominają hierarchowie Kościoła.

Posłowie odrzucili wszystkie poprawki oraz wnioski mniejszości, zmierzające m.in. do wprowadzenia możliwości stosowania in vitro wyłącznie przez małżeństwa, ograniczając liczbę zapładnianych komórek jajowych i wprowadzając przepisy karne za tworzenie zarodków poza organizmem kobiety.

Ustawa nie reguluje poważnych problemów, jakie stwarza metoda in vitro. Kto ma dysponować zarodkami po rozwodzie, kobieta czy mężczyzna? Co się stanie, gdy jeden z małżonków umrze - czy drugi małżonek może swobodnie dysponować materiałem? Kto jest rodzicem dziecka - dawcy materiału genetycznego czy surogatka?

Naprotechnologia (podobnie jak in vitro) nie jest w stanie pomóc w każdym przypadku. Ale w przeciwieństwie do in vitro, w naprotechnologii uszanowana zostaje godność wszystkich uczestników procesu leczenia - rodziców i dzieci oraz to, co najcenniejsze - kontekst miłości ludzkiej. Na świecie jest wiele samotnych dzieci z rozmaitych powodów. Czy nie można ich pokochać? Ludzie decydujący się na in vitro (niestety nie muszą być małżeństwem) tłumaczą, że wolą mieć "swoje" dziecko. Czy nie jest to jedynie pielęgnowanie własnego egoizmu? Bo co, jeżeli wyprodukowane w klinice in vitro dziecko nie spełni oczekiwań rodziców?

 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama