Nowy numer 41/2018 Archiwum

Ks. Paweł od seniorów

Troszczy się o życie 16 księży na miejscu i 26 w terenie.

Od 8 maja jest nowym dyrektorem domu, który dla wielu księży stanie się domem ich starości. Tutaj wielu spotka śmierć, na którą trzeba i warto się przygotować. – Ale żeby tak się stało, trzeba najpierw żyć – uśmiecha się ks. Paweł Łabuda.

Przygotowany przez życie

Jest młodym księdzem i kiedy dowiedział się, jakie plany wobec niego ma bp Ignacy, zaczął się zastanawiać, czy ma do takiego zadania kwalifikacje. Ku swemu zaskoczeniu odkrył, że zadziało się w jego życiu kilka sytuacji, które spokojnie pozwoliły mu oswoić się nie tylko ze starością, ale nawet z kapłańską starością. – Bo to jest specyficzny okres, gdyż my sami też jesteśmy nietuzinkowi – zaznacza ks. Paweł. – Nasze życie (celibat), nasza pozycja społeczna (tym bardziej w okresie komunizmu), nasze relacje (hierarchia) – to wszystko nas w sposób bardzo konkretny kształtuje – mówi. Jego spowiednikiem był do niedawna jeden z najstarszych kapłanów Dolnego Śląska, nieżyjący od 2013 r. ks. infułat Stanisław Cały, jego promotorem pracy magisterskiej był, nieżyjący także od 2013 r. ks. prof. Eugeniusz Mitek, a bliskim jemu i jego rodzinie proboszczem, nieżyjącym od … 2013 r. był ks. Stanisław Szewczyk – to ważne, bo młody ksiądz, ich wychowanek, miał z nimi stały kontakt. Odwiedziny i pomoc, możliwie regularne, dawały okazję do poznania, oswojenia i zaakceptowania kapłańskiej starości.

To co trzeba przemilczeć

– Siedziałem z nimi, rozmawiałem, a bardziej słuchałem ich i ćwiczyłem się w cierpliwości. Bo tego chyba potrzebowali najbardziej: cierpliwego słuchacza – wspomina. Ma 31 lat, księdzem jest od sześciu lat i właśnie pochował ojca. – Sam o swojej śmierci jeszcze nie myślałem, choć było ich w moim życiu tak wiele – zaznacza. – Tamte już wspomniane to jedno, ale ta ostatnia – kiedy umierał tato – była najtrudniejsza. Towarzyszenie starym, potem schorowanym, wreszcie umierającym ludziom uczy pokory. – Kiedyś dla wielu z nich problem zaczynał się wtedy, gdy trzeba było zmienić hektary dachu na kościele. Dzisiaj problemem jest to, że kończy się najpotrzebniejsza maść, że zawieruszył się gdzieś ulubiony szalik albo że radyjko nie odbiera tak jak trzeba – zauważa. Niewielu mówi o relacjach. O tym co zrobili, jak duszpasterzowali, co wyremontowali – owszem. Ale o więzach łączących z innymi – cisza. – To takie męskie – o uczuciach i emocjach – cicho sza! Może my będziemy inni, bo i nasze pokolenie mężczyzn jest inne. Wszyscy naciskają na dialog, na komunikację, na wyrażanie siebie, na otwartość. Tamte pokolenia były inne i trudno się dziwić, że tak im to zostało – podkreśla.

Księżowskie Westerplatte

Od ponad trzech miesięcy młody ksiądz opiekuje się księżmi seniorami. – Tak nawet wolę o nich mówić: seniorzy, nie emeryci – tłumaczy. Chętnie zmieniłby nazwę domu z „księdza emeryta” na „księdza seniora” właśnie. – Myślę, że to lepiej wyraża ich sytuację. Emeryt kojarzy się z kimś, kto już nie nadąża za rzeczywistością, kto jest odstawiony na boczny tor, kto się nie liczy, bo świat poszedł do przodu. A przecież wielu z nas księży właśnie w jesieni życia może służyć o wiele owocniej niż wcześniej. Jesteśmy specjalistami od spraw ducha, a nie nowinek technicznych, trendów ekonomicznych czy postępu zawodowego. Nasza specjalizacja staje się wysublimowana w miarę jak upływa czas, a my wzrastamy duchowo i przyjmujemy Bożą łaskę. To biblijna mądrość – dar Pana objawia się w nas wtedy najpełniej – dodaje, a po chwili opowiada o tym, jak uczy się kochać Eucharystię, patrząc na wspólnotę jaką tworzą w domu księży… jeszcze emerytów. – Oni stoją na posterunku do końca. Ołtarz to nasze Westerplatte. W wielu innych kwestiach już się nie liczą, młodsi nie mają dla nich czasu, bez funkcji i urzędów realny wpływ na rzeczywistość kurczy się bardzo, ale podczas Mszy św. i podczas cierpienia pełnego miłości okazują się księża seniorzy gigantami, bohaterami wiary – ocenia.

Normalność, ona się liczy

Choć człowiek z wiekiem staje się coraz bardziej duchowy, wycofuje się ze świata, powoli przechodzi na drugą stronę życia – to jednak wciąż pozostaje w ciele. Wciąż jest także na tym świecie. – Dlatego lubię żartować, lubię normalność – mówi ks. Paweł. – Wszedłem do domu, który dzięki siostrom jadwiżankom ma solidne podstawy dla swojego istnienia – zaznacza, wspominając s. Maksymilianę i s. Karolinę, które przez rok prowadziły dom. – Teraz musimy to wszystko rozwinąć, z siostrami uczennicami boskiego Mistrza – uśmiecha się w stronę sióstr, które kilka tygodni temu przejęły obowiązki po siostrach jadwiżankach. Nowy dyrektor odwiedził wszystkich księży, za których odpowiada. Jest ich bowiem więcej niż tych 16 mieszkających w Świdnicy, kolejnych 26 mieszka w prywatnych mieszkaniach lub na plebaniach. – Chciałem im się przedstawić, poznać ich, rozeznać ich sytuację. Bo jest różnie – mówi. – Najbardziej boli samotność, ale tę mają na własne życzenie, w końcu w tym domu jest dla nich miejsce – przyznaje i zbiera dokumenty. Jedzie do kurii, musi załatwić formalności, bo właśnie udało się kupić dziewięcioosobowego busa. Samochód będzie służył przede wszystkim domownikom: wycieczki, pielgrzymki, odwiedziny; przyda się też przy zaopatrzeniu. W planach nowa kaplica, automatyczna brama wjazdowa, altana i… huśtawka (będzie w sam raz na wieczory w ogrodzie).

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy