GN 32/2018 Archiwum

Człowiek wart książki 


Był kimś, kogo nie dało się nie lubić.

Ciepło i dobroć tak z niego emanowały, że człowiek od razu czuł, że ma do czynienia z kimś bardzo wartościowym. – Kapłaństwo i człowieczeństwo były w nim ze sobą głęboko zrośnięte – zapewniają jego bliscy współpracownicy. 


Spostrzegawczy w głąb


– Być księdzem, to przede wszystkim być człowiekiem – mówi ks. Witold Baczyński, który pracował z ks. Krzysztofem Cebulą na parafii. – Plebania była otwartym domem, do którego przychodzili różni ludzie i po kilku chwilach obcowania z gospodarzem czuli się jak u siebie, czasami nawet za bardzo – dodaje. 
Jak to się działo? – Potrafił dostrzec dwie rzeczy: co cię gnębi i co w danym momencie mogłoby sprawić ci radość. Z tego daru chętnie i często korzystał – zapewniają znajomi. 
– Można powiedzieć, że był domatorem, lubił dbać o wszystkie detale i szczegóły, dzięki którym dom to nie tylko cztery ściany, ale całość: kuchnia, obejście, strych czy piwnica. Tym wszystkim lubił zajmować się osobiście – opowiadają.
To zresztą była jego metoda: nie narzekać, nie wymądrzać się, ale dać przykład – zakasać rękawy i być pierwszym przy robocie. – Było tak: prosił w niedzielę: Przyjdźcie, pomóżcie, zrobimy. A jeśli nikt nie przyszedł, wtedy sam zaczynał pracować, a po czasie dołączali inni. Wstyd nam było, że on sam. To naprawdę działało – przyznaje Artur Kowzan, parafianin z Mieroszowa, miasta, w którym ks. Krzysztof Cebula pracował przez ostatnie 10 lat swego życia. 


Od zawsze budzący zaufanie


Urodził się w roku 1959 w Świerzawie, w roku 1987 we Wrocławiu otrzymał święcenia kapłańskie, po podziale z roku 1992 pracował w diecezji legnickiej, gdzie był m.in. asystentem kościelnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Nie dziwi więc, że na jego pogrzebie było trzech biskupów: bp Ignacy Dec, bp Adam Bałabuch i bp Marek Mendyk – biskup pomocniczy diecezji legnickiej, ale najpierw kolega z seminarium, który na pogrzebie mówił: – Był naszym seniorem, czyli kimś, kto w pewnym sensie nas reprezentuje, mobilizuje. Właściwie od pierwszych seminaryjnych dni budził nasze zaufanie – wspominał. 
Inny z kapłanów, przyjaciel, ks. Ryszard Uryga, dawał świadectwo braterskich relacji. – Zawiązała się między nami pewna przyjaźń. W całym dekanacie był znany z otwartości i gotowości do pomocy. Nigdy nie mówił „nie mam czasu”, „jestem zmęczony”. Gdy przyjeżdżaliśmy do Mieroszowa, on zawsze chciał nas jak najlepiej ugościć. Wracaliśmy stąd podbudowani.
Każdy z ponad 100 kapłanów, którzy wzięli udział w pogrzebie, mógłby przywołać takie i podobne wspomnienia o zmarłym. Obraz kapłana uzupełniliby wierni z Mieroszowa, to oczywiste, ale i innych parafii, w których posługiwał ks. Krzysztof: Milicza, Mirska, Jedliny-Zdroju i Walimia.


Ksiądz jak ojciec


Oni opowiadaliby pewnie o tym, że ks. Krzysztof był człowiekiem bardzo rodzinnym. Nie tylko względem tych, z którymi mieszkał na plebanii, ale wszystkich innych. Jego rodzina pochodziła z okolic Zakopanego, często o tym wspominał i był z tego bardzo dumny. Odwiedzał bliskich, gdy tylko mógł i zabierał ze sobą pod Tatry innych księży, którzy stawali się częścią tej wielkiej rodziny „Krzysia”. Po 10 latach pracy w Mieroszowie znał swoich parafian po imieniu, nie tylko z nazwiska czy danych z kartoteki. Dlatego kiedy kogoś wspominał, zawsze mówił o nim jak o kimś bliskim. Czuły to dzieci, te trudno oszukać. Organizował dla nich kolonie, wyjazdy, czasami kosztem swojego czasu, który mógłby poświęcić dla siebie samego. – Był bardzo spokojny i opanowany, nie pamiętam, żebym słyszał podniesiony głos – mówi były wikary. – Często pytał o to, jak można by wykonać jakąś rzecz i szanował zdanie innych, choć sam znał się na wielu rzeczach – dopełnia obrazu.
– Im więcej czasu upływa od jego nagłej śmierci, tym mocniejsze mam przekonanie, że ks. Krzysztof był człowiekiem, który potrafił codzienność przekuwać na mistykę, ale także mistykę codzienności – zaznacza Artur Kowzan. – I myślę, że on sam nie był tego świadom, to było dla niego takie naturalne, bez egzaltacji, bez nadęcia, bez świętoszkowatości, a jednak duchowo, głęboko, z wiarą.


Zdążył posłuchać i obejrzeć


Jego pasją była muzyka. Remontował organy w każdej parafii, w której był, i starał się, żeby miały one nie tylko liturgiczną funkcję. Organizował w takich małych miejscowościach jak Walim czy Mieroszów koncerty organowe i potrafił ściągnąć najlepszych wirtuozów, którzy często wracali, aby poczuć klimat stwarzany przez gospodarza. 
– Podobało mi się w nim jeszcze jedno – potrafił tę rodzinno-przyjacielską atmosferę wytworzyć wśród wykonawców różnych prac remontowych – dorzuca ks. Witold. – On robił te remonty rzeczywiście dla Boga i z miłości do Kościoła, a ci ludzie wracali później nie tylko po to, żeby zrobić przegląd organów czy zamontować szkiełko w witrażu, lecz wracali po prostu do niego, żeby spotkać się z przyjacielem. Lubił rock i operę. Udało mi się spełnić jego dwa życzenia muzyczne: zabrałem go na koncert Chóru Aleksandrowa i obejrzeliśmy razem operę „Nabucco” – uśmiecha się.


Czas na książkę


– To był pobożny kapłan – mówił bp Ignacy Dec na koniec Mszy św. pogrzebowej. – Możecie przychodzić na jego grób i prosić za niego, ale także prosić go o pomoc. Na pewno będzie wam pomagał tak, jak to było, gdy był waszym proboszczem – zachęcał. Ks. Witold potwierdza. – Może to zbyt lapidarne i nieposkładane, ale to jest człowiek wart książki. Kto wie, może się za nią zabiorę, bo z wielkim żalem żegna się takich ludzi, ale trzeba coś zrobić, żeby pamięć o nich nie ograniczała się do znicza na grobie. 


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma