Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ratunek z zachodu

– Nad tym miastem i regionem wisi przekleństwo – powiedział o. Antonello na zakończenie rekolekcji diecezjalnych w Wałbrzychu. – Musimy to przerwać, błogosławiąc tej ziemi.

Ojciec Antonello ze szczegółami opowiedział o wydarzeniach związanych z kultem satanistycznym, jakie miały mieć miejsce w Wałbrzychu kilkadziesiąt lat temu. Mówił o wielkiej liczbie wykonywanych tu później aborcji. Rekolekcjonista poprosił prawie 2 tys. osób zgromadzonych w sali o wypowiedzenie błogosławieństwa na cztery strony diecezji świdnickiej, które ma przerwać wiszące nad regionem przekleństwo. – Znajomość przeszłości tej ziemi zaskoczyła chyba wszystkich obecnych – mówi ks. Krzysztof Ora z wydziału duszpasterskiego. – O. Antonello poprosił, by historycy sprawdzili jego słowa. Już nazajutrz zaczęły do mnie dzwonić osoby z Wałbrzycha. Mówili, że jest tam miejsce, które odpowiada temu, które opisał kapłan z Brazylii.

Między mitem a prawdą

Znawcy historii Wałbrzycha wskazywali na Totenburg w dzielnicy Nowe Miasto. Wałbrzyszanie miejsce to nazywają mauzoleum. Zostało ono wybudowane w latach 1936–1938, by upamiętnić tysiące Ślązaków, którzy zginęli podczas I wojny światowej, oraz ofiary wypadków w kopalniach. – W momencie dojścia Hitlera do władzy Totenburg stał się miejscem kultu nazistowskiego – wyjaśnia Andrzej Gaik, pasjonat historii Wałbrzycha i znany przewodnik. – Tam miało dochodzić do ceremonii inicjacji przyszłych SS-manów, którzy później szli na front. Jest to chyba szeptana legenda, bo nie znalazłem na ten temat żadnych materiałów źródłowych.

Kult nazizmu

Budynek mauzoleum ma kształt warowni wzorowanej na  architekturze starożytnej Mezopotamii. Wewnątrz jest kwadratowy dziedziniec. Na starych zdjęciach widać przed mauzoleum plac defiladowy. Na środku dziedzińca stała metalowa kolumna ze stale płonącym zniczem. Na cokole znajdowały się cztery ryczące lwy, oznajmiające zmartwychwstanie poległych w dniu Sądu Ostatecznego. Kolumna była zdobiona liśćmi dębu, germańskim symbolem zwycięstwa. – Z pewnością w tym mauzoleum odbywały się uroczystości nazistowskie. Nie bez powodu znajdowała się w nim wiecznie płonąca pochodnia, która była widoczna niemal z całego miasta – dodaje Andrzej Gaik.

Świątynia Hitlera

Nie ulega wątpliwości, że Totenburg miał podkreślać potęgę ideologii nazistowskiej, pełnić rolę propagandową i zdobywać Hitlerowi dalszych zwolenników. Każda ideologia ma swoje świątynie i miejsca kultu. Wszystko wskazuje na to, że Totenburg był jednym z takich miejsc, świątynią wałbrzyskiego SS. Można więc przypuszczać, że jest sporo prawdy w ustnych przekazach dawnych mieszkańców Wałbrzycha, którzy opowiadali o uroczystościach i tajemnych, przesyconych mistycyzmem rytuałach, które tam się odbywały. Wielce prawdopodobne, że służyły one indoktrynacji członków SS. Esesmani, którzy na swych mundurach nosili trupie czaszki, znani byli ze szczególnego okrucieństwa. Być może właśnie w takich ponurych miejscach byli przygotowywani do roli wyzutych z ludzkich uczuć morderców. Oddziały SS były w osobistej dyspozycji Hitlera i stały się „państwem w państwie”. Nieraz dochodziło z tego powodu do konfliktów nawet w armii niemieckiej, bo kariera kadry SS zależała od „zapału ideologicznego”, a nie od zdolności dowodzenia na polu bitwy. To jedna z hipotez o tym, co i dlaczego działo się w tym miejscu. 70 lat po wojnie Totenburg wciąż jest tajemnicą dla współczesnych. Czy uda się rozwikłać choćby ten jeden wątek? Może któryś z naszych Czytelników wie coś o Totenburgu? Czekamy na głosy w sprawie.

Sanktuarium na zachodzie

Po wojnie władze komunistyczne nie wiedziały co zrobić z miejscem kultu nazistowskiego. Wymyślono, że będzie to teren odpowiedni do organizowania festiwali, a nawet zlotów harcerskich. Zła sława nie pozwoliła jednak na przekształcenie tego obiektu. Harcerze nie zagrzali tam miejsca. Na początku lat 90. ubiegłego wieku Totenburg upodobali sobie sataniści, którzy urządzili tam ogólnopolskie zjazdy. Dziś „świątynia Hitlera” jest prawdopodobnie jedynym takim obiektem w Europie. Inne, choćby ten na Górze św. Anny koło Opola, zostały zniszczone zaraz po wojnie. Wałbrzyski pomnik zła wydaje się nietykalny i ciągle nie wiadomo, co z nim zrobić. W trakcie modlitwy o. Antonello powiedział, że odnowa przyjdzie z sanktuarium maryjnego z zachodu. W diecezji świdnickiej po tamtej stronie nie ma sanktuarium. Jednak niewiele ponad kilometr od miejsca modlitwy na wałbrzyskim Konradowie w tym roku ruszyła budowa kościoła MB Częstochowskiej. Parafię prowadzi ks. Marek Zołoteńki, który przykłada wielką wagę do odnowy moralnej i duchowej Wałbrzycha. Czyżby kościół MB Częstochowskiej miał być miejscem, o którym wspomniał rekolekcjonista?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama