Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zobaczyć Nowonarodzonego

To było coś zdecydowanie więcej niż tylko żywa szopka, jakich powstaje coraz więcej. Głuszycka wioska Betlejem to wielkie przeżycie dla kilku tysięcy widzów, ale przede wszystkim dla osób, które ją tworzą.

Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy – mówili ludzie, którzy tu trafili. Żywą szopkę – tak, ale żeby całe Betlejem… Przez trzy dni, od Wigilii Narodzenia Pańskiego do 26 grudnia na placu przy kościele Chrystusa Króla w Głuszycy można było odwiedzać niezwykłe miejsce – prawdziwą wioskę betlejemską z czasów narodzin Jezusa. To ponad 20 domków, w których zagrało kilkadziesiąt osób i wiele zwierząt. To prawdopodobnie jedyne takie przedsięwzięcie w Polsce, zorganizowane już po raz piąty. – Chodzi nam o to, by świąteczne dni nie ograniczyły się tylko do siedzenia przy suto zastawionym stole i oglądania telewizji – mówi pomysłodawca wydarzenia ks. Sławomir Augustynowicz. – Święta to nie komercja, hipermarkety i konsumpcja. Boże Narodzenie to Chrystus, który do nas przychodzi.

Chwycić barana za rogi

Pierwsze żywe Betlejem odbyło się w głuszyckiej parafii… latem. – To było w 1999 r. i zostawiło w nas trwały ślad – wyjaśnia Barbara Jelewska, która koordynuje działania wokół wydarzenia. – Było ciepło, więc mogliśmy być ubrani jak w czasach Chrystusa. Następne Betlejem odbyło się w 2007 r. podczas Bożego Narodzenia. Pamiętam, że wszyscy bardzo obawialiśmy się, jak damy radę stać kilka godzin na mrozie. Jak się później okazało, nikt się nawet nie przeziębił.

Nieodłączną częścią każdego Betlejem są żywe zwierzęta. O ile z ludźmi można się często dogadać, to z nimi, nawet w wigilijną noc, nie bardzo. Ze zwierzętami wiążą się różne zabawne historie; nocą wychodziły z zagród i trzeba było ich szukać po całej miejscowości. – Większość z nas nie ma na co dzień do czynienia ze zwierzakami, więc kiedy trzeba było zapędzić owce, kozy czy kury do zagrody, był kłopot. Barana trzeba było ciągnąć za rogi – wspomina pani Barbara.

W każdym z domków toczyło się codzienne życie: kowala, cieśli, garncarza, piekarza, prządki i wielu innych. W przygotowanie zaangażowała się niemal cała parafia. Przyniesiono mnóstwo rekwizytów, by inscenizacja wyglądała autentycznie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama