Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie da się po polsku

O zamkniętych sercach, krzyżu i ikonie oraz tęsknotach Pana Boga mówi ks. Paweł Łabuda, diecezjalny koordynator przygotowań do ŚDM.

Ks. Roman Tomaszczuk: Już mniej niż 200 dni do wielkiej próby.

Ks. Paweł Łabuda: Dzisiaj, gdy rozmawiamy, nasz licznik na stronie www.sdm.swidnica.pl wskazuje – uwaga! – 182 dni.

To dużo czy mało?

Mało. Nie chcę powiedzieć, że za mało, ale w niektórych sprawach obawiam się, że tak jest. Że brakuje nam czasu, szczególnie w tych rejonach, które mają opóźnienia organizacyjne. Poza tym mam wrażenie, że ludzie nie wiedzą, że ŚDM to nie tylko sprawa Krakowa, ale też nasza: Wałbrzycha, Świdnicy, Dzierżoniowa, Ząbkowic czy Kłodzka – żeby użyć klucza rejonów.

Moim zdaniem zmarnowaną szansą była kolęda. Nie rozumiem, dlaczego księża rozdawali w tym roku zwykłe obrazki kolędowe zamiast takich z logo ŚDM i informacją, co, gdzie i jak – choćby hasłowo.

W niektórych parafiach takie akcje podjęto, ale faktyczne nie był to zmasowany atak. Boję się jednak, że największym wyzwaniem jest dla nas pewna obojętność księży, a nie świeckich. Działamy przecież w głównej mierze przez parafie, a tam decydentem nie jest biskup czy tym bardziej taki lub inny odpowiedzialny za ŚDM w diecezji, ale proboszcz i wikarzy. Dopóki oni nie okażą serca tej sprawie, możemy drukować, proponować, przygotowywać, a i tak nie dotrze to do ludzi.

Mamy całkiem niezłą siatkę duszpasterstw młodzieży. Przydaje się to w przygotowaniach do ŚDM?

Uważam, że tu niestety także mamy opóźnienia. Pewnie najbardziej bolesne. Trudno nam współpracować. Mam wrażenie, że nie czujemy się wszyscy gospodarzami tych dni, ale patrzymy na nazwiska, i to one decydują, czy i jak się angażujemy. Z takiego podejścia za wiele dobra nie wyniknie. ŚDM to sprawa Kościoła, a nie tego czy tamtego biskupa, księdza czy lidera. Gdy do tego dojdzie nasze polskie: „jakoś to będzie”, „zrobi się”, „mamy jeszcze czas” albo „na razie są ważniejsze sprawy” – to perspektywa nie wygląda różowo. Trzeba też pamiętać, że bezpośrednio przed przyjazdem młodych do diecezji od dwóch, trzech tygodni będą już wakacje, czas urlopów.

Kto przyjedzie?

Będą Czesi, Niemcy, Włosi, Anglicy – w sumie na dzisiaj mamy 1600 zgłoszeń. I ciekawostka: mam zapytanie z Seulu, Koreańczycy też się do nas wybierają. To efekt Targów ŚDM w Wieliczce 28 listopada ubiegłego roku, podczas których prezentowaliśmy swoją ofertę, a uczestnikami spotkania były delegacje Kościołów ze wszystkich stron świata.

Wyjdźmy teraz poza nasze podwórko. ŚDM to impreza kościółkowa?

Papież Franciszek konsekwentnie idzie linią wyznaczoną przez św. Jana Pawła II i przekonuje, że absolutnie nie! Nie jest to spotkanie ludzi, którzy i tak w Kościele są, działają, korzystają. To szansa na poruszenie tych, których nam brakuje, bez których Kościół nie jest taki, jaki być powinien. Dlatego ŚDM angażuje także władze państwowe i samorządowe.

Byłeś na niejednych ŚDM. Jaka jest różnica między Kościołem w parafii, który nie odpowiada tym zdystansowanym, a Kościołem na takich czy innych polach i plażach ŚDM?

To jest Kościół młodych, w takim stężeniu, że aż nie do wiary. To Kościół radosny, żywiołowy i przez to porywający (nasze parafialne są bardzo smutne). Oczywiście mamy tu do czynienia z jakimś genius loci, ale o to w tym chodzi, żeby poświętować, a potem wrócić do siebie i na skalę własnego środowiska robić coś podobnego, adresując swoje zaangażowanie właśnie do młodych. Przecież z doświadczenia ŚDM urodziła się nasza Lednica – żeby nie być gołosłownym. Właśnie wysłuchałem rekolekcji, które prowadził ks. Michał Olszewski, i to on powiedział nam, że ŚDM to okazja, żeby młodzi usłyszeli, że Pan Bóg za nimi tęskni, że brakuje Mu ich w kościołach parafialnych.

Właśnie powiedziałeś, że parafie są smutne. To taki zapalony wróci i co? Okażemy się wielkimi strażakami.

To oczywiście szersza kwestia. Powiem tylko, że w wielu naszych parafiach głosi się jedynie Chrystusa historycznego, ku czci którego wykonuje się jakieś obrzędy i którego rocznice obchodzi się zgodnie z kalendarzem. Nie ma w tym miejsca na relację, na więź, na życie. I oczywiście są ludzie, którym obrzędy wystarczają, ale nie ma młodych, którzy chcieliby na tym poprzestać. Nie dzisiaj, gdy wszystkiego chcemy spróbować na własnej skórze i cenimy sobie osobiste doświadczenie. Albo damy im okazję, żeby poznali Pana, albo skażemy ich na błąkanie się po manowcach duchowości: w sektach, religiach Wschodu, jodze czy ezoteryce, a w najgorszym wypadku na tłumienie duchowości chemią alkoholu i narkotyków, ewentualnie szukanie raju w hedonizmie i zmysłowości.

Wierzysz w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół?

Wierzę. I taki spotka się na Polach Miłosierdzia. Już teraz wiadomo, że będzie nas tam więcej niż dwa miliony. Będziemy z całego świata, wszystkich ras, kultur i narodowości. I my wszyscy będziemy skandować: „Jezus jest Panem”, będziemy szli Drogą Krzyżową i będziemy jedno dzięki Eucharystii.

Wróćmy więc do diecezji. Wprawdzie nie lubię tych „masówek”, ale przekonałeś mnie, że warto być w Krakowie. Jak chcesz przekonać innych naszych braci w kapłaństwie? Bo rozumiem, że oni są kluczowymi postaciami przygotowań.

Nie mogę się doczekać peregrynacji symboli ŚDM w naszej diecezji. Mamy je u siebie w niezwykłym czasie: od Niedzieli Palmowej (20 marca w katedrze) do wigilii Niedzieli Miłosierdzia (znowu 2 kwietnia, na stadionie w Wałbrzychu). W Wielki Czwartek, gdy całe nasze prezbiterium spotka się w katedrze wokół naszego biskupa, krzyż, który młodzi otrzymali od Jana Pawła II, oraz ikona Maryi w tytule Salus Populi Romani będą na Mszy Krzyżma. Wierzę głęboko, że Pan działa przez te znaki, że wtedy przemówi do naszych kapłańskich serc. Krzyż i ikona są świadkami miłości i wiary, nawróceń i pasji miłosierdzia oraz przesłania ku przyszłości – trudno pozostać na to wszystko obojętnym. Adoracja Pana wobec tych znaków przemieniła też wielu kapłanów i otworzyła ich serce na większą miłość do Kościoła. Bardzo tego potrzebujemy w naszej diecezji.

Księża – w Wielki Czwartek. A inni? Kiedy będą się nawracać przy tych znakach?

Nie chcę jeszcze podawać szczegółowego planu, bo może być poddany korektom, ale w zarysie wiadomo już, że znaki odwiedzą wszystkie rejony, i to będzie czas na zintensyfikowanie działań zarówno duchowych, jak i informacyjnych o ŚDM w diecezji. Znaki odwiedzą też świdnicki poprawczak, szpitale, klaryski, szkoły czy sanktuaria.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama