Nowy numer 25/2018 Archiwum

Ekstremalnie uparci

Wielki Post. Żeby wyruszyć w tę drogę, nie wystarczy chcieć – trzeba jeszcze mieć za sobą odpowiednią historię.

Dwóch mężczyzn z Bielawy oraz ksiądz, matka z córką z Głuszycy. Pierwsi dopiero wyruszą w drogę, przygotowują się do niej. Drudzy mają to za sobą. Już odespali, już się przekonali. Już chcą wracać.

Wyzwanie

To moment, kiedy dowiadujemy się o EDK. Zadanie jest jasne: do przejścia koło 40 km, w nocy, w milczeniu, zdani na własne siły. Darek. Ma 48 lat, jest emerytowanym strażakiem, dwa tygodnie temu po raz pierwszy był na akcji w aparatach tlenowych razem ze swoim synem, obaj należą do Ochotniczej Straży Pożarnej w Bielawie; on, bo bez ryzyka nie potrafi żyć, syn, student logistyki, bo ma takiego, a nie innego ojca. I jeszcze góry – tu też można poczuć dreszcz walki, pokonywania siebie i smak zwycięstwa – więc zdobywa koronę gór polskich, zostało jeszcze 10 szczytów. – Kiedy przyszedł nasz ksiądz, Kamil Pawlik, i rzucił hasło: Ekstremalna Droga Krzyżowa, do Barda, do Strażniczki Wiary, wiedziałem, że to w sam raz dla mnie i dla nas – mówi Dariusz Gortych. „Nasz ksiądz”? – Opiekun Mężczyzn św. Józefa – wyjaśnia (tu z kolei chodzi o wyzwania duchowe). Daniel. Ma 38 lat, jest ojcem trojga dzieci, jako lider projektu działu konstrukcyjnego odpowiada za wszystkie etapy powstawania urządzeń spawalniczych (od założeń po sprzedaż). Żonę poznał na Lednicy. – Drobna osóbka, a targała wielki proporzec, zaproponowałem pomoc, nie zgodziła się, nalegałem, odpuściła – wspomina Daniel Pleśniak. – Potem wracaliśmy jednym pociągiem, cztery lata później zostaliśmy małżeństwem – dodaje. Są w Domowym Kościele. – Męska wiara to jednak jeszcze coś innego – mówi o idei Mężczyzn św. Józefa. – Moja formacja to wsparcie dla rodziny, to troska o Kościół, to pokonywanie kryzysu mężczyzn w Kościele i dorastanie do biblijnych wzorców ludzi twardych, a zarazem wrażliwych na Bożą obecność – wyjaśnia. Anna. Lubi ciepło, bardzo. To fizyczne i to wewnętrzne – z miłości. Żona i matka. Mieszka w Głuszycy. Od niedawna Boga traktuje bardzo poważnie, pozwala Mu na to, żeby robił, co chce, w jej życiu i w życiu jej rodziny. EDK? – Koleżanka, Marlena, poprosiła mnie o pomoc w nagłośnieniu wydarzenia. Ona zajęła się organizacją, w ostatniej chwili zgłosiliśmy trasę: z Głuszycy do Wałbrzycha, do sanktuarium MB Bolesnej. To po pierwsze. Po drugie, nie mogłam zostawić córki, jej problemy zdrowotne są zbyt poważne, żeby wybrała się w taką drogę sama – tłumaczy Anna Rudnicka. Sabina. Szesnastolatka, żyje pod parasolem ochronnym rodziców, bo faktycznie problemy ze zdrowiem (bardzo niestabilna cukrzyca) to nie przelewki. Małomówna, ale zdeterminowana, żeby żyć normalnie. Odważna, dlatego wybrała się w drogę, a wcześniej skrzyknęła na Facebooku kilkoro znajomych, żeby dołączyli do nocnej wyprawy. – Chciałam pomóc mamie – mówi Sabina Rudnicka. Jakub. Od kilku miesięcy wikariusz w Głuszycy. EDK? – To inicjatywa Marleny Krawczyk. Ona bardzo chciała, jej zależało, wyznaczyła trasę, na ostatnią chwilę, dlatego było za późno, żeby głuszycką ekstremalną zgłosić oficjalnie. No więc nie mogłem zostać w domu – mówi. – Intencji mi nie brakuje – dorzuca.

Droga

Drugi etap – wyzwanie podjęte, pierwsze setki metrów, kilka kilometrów już za mną. Jest normalnie, po prostu idę, co jakiś czas stacja, krótka modlitwa – tekst rozważań czytany w świetle czołówki. Do końca jeszcze szmat drogi. Darek. Strażakiem chciał być zawsze. Jak każdy chłopak w tamtych czasach był dumny ze swojego metalowego wozu strażackiego – zabawki, którą zamienił na prawdziwy wóz, gdy zamiast do wojska dostał się do straży. Rekrut – przesiew, pierwsze alarmowanie – 30 s. na dotarcie do wozu w dzień, 60 sekund na dotarcie do wozu w nocy. Zaliczył, może iść dalej. Samochód na pamięć: węże strażackie, prądownica, aparaty oddechowe, topory, drabiny, zestawy ratownicze – co, gdzie, kiedy – w jednym paluszku. Dalej – szkółka w Wałbrzychu, pierwsza akcja (dużo dymu, mało ognia w świdnickich Wagonach). I jeszcze dalej – życie po prostu: szkoły, szkolenia, kursy – egzaminy na sali wykładowej, egzaminy sprawnościowe, egzaminy w akcji. Emerytura. – Jaki koniec? Od adrenaliny człowiek się uzależnia – kwituje. Daniel. Pięciu mężczyzn klęczących przy odmawianiu Różańca. Widok rzadki, wzruszający, bo Kościół ma najpierw oblicze kobiety, dlatego niektórzy mówią: „żeńskokatolicki” – niekoniecznie z kpiną. – Trzymać kręgosłup wartości – to jest prawdziwy sposób na życie: osobiste, małżeńskie, rodzinne, zawodowe i towarzyskie też – mówi. W środowisku wszyscy dobrze go znają – właśnie z tego, że jest przejrzysty, więc gdy wchodzi do biura i rzuca: „Szczęść Boże!”, wielu odpowiada: „Szczęść Boże!” – Ale to nie może być puste, prowokacyjne, dewocyjne – ostrzega. – To musi być naturalne. Nie dziwi więc, że kilku jego znajomych i współpracowników zmierzy się z EDK – też chcą się przekonać, jak smakuje noc na modlitwie. W górach. Anna i Sabina. O 20.00 Msza, po niej w drogę. Matka opatulona, zabezpieczona przed zimnem na wszelkie sposoby. Córka podobnie. Obie zadowolone, obie zatroskane – jest z nimi jeszcze ojciec Anny, a dziadek Sabiny. – W rękach krzyże zrobione przez męża – mówi Anna. – Ja bardzo przejęta zdrowiem Sabiny: jak jej organizm zareaguje na nocny wysiłek? Jakie dawki insuliny trzeba będzie podawać? Co się stanie, gdy opadnie z sił w miejscu, gdzie nie ma zasięgu? – pytań setki, ledwie udzieli odpowiedzi, wracają w nowej wersji – wątpliwości dręczą. Sabina milczy. Szczęśliwa, że się udało. Jeszcze tylko kilkanaście minut. Po pierwszej stacji zacznie się akcja. Jakub. 11 marca wieczorem najchętniej zostałby w domu, ale co z ludźmi? Z tą osiemnastką, która zebrała się w sobie i weszła w noc, żeby pójść za światłem. Pogoda parszywa: zimno, deszcz, a następnego dnia zwykłe obowiązki, z młodymi trzeba szykować wielkanocne gadżety – KSM ma dobre pomysły.

Zmaganie

Może zacząć się na 18., 25., 30. albo jeszcze innym kilometrze, może minąć lub zostać do końca – raczej zostanie. I dobrze, bez niego nie ma EDK. Tutaj zaczyna się „prawdziwe ćwiczenie duchowe” – przejście z abstrakcyjnej przestrzeni myśli, rozważań, dyskusji do czegoś bardzo realnego. Zmaganie, pokazując prawdę o własnych ograniczeniach, może też bardzo pomóc otworzyć się na medytację i modlitwę. Może, nie musi. Darek i Daniel. Trasę wyznacza Darek. Takie ma zlecenie, bo jest najbardziej doświadczony w górskich wyprawach, był nawet na jednym czterotysięczniku. Przez chwilę rozważa inny cel niż Bardo – Wambierzyce. Decyduje się na Bardo, bo droga do celu ciekawsza. Ze spełnieniem kryteriów ekstremalnej nie ma problemu: dystans 42 km, przewyższenie 600 m. Daniel i inni koledzy z „Józefowych mężczyzn” pomagają oznaczyć stacje. Dziwi się, że to wszystko dzieje się naprawdę. Kiedy jakiś czas temu Daniel zaprosił go do „mężczyzn”, nie był przekonany, że to coś dla niego. Dopiero na spotkaniu z liderem całego ruchu, mającego zasięg światowy, nabrał pewności, że warto – w końcu to tylko 72 godziny w roku. Tyle, ile potrzebował Jezus, żeby zmartwychwstać. Anna i Sabina. Kiedy widzi, że z córką dzieje się coś niedobrego, przestaje myśleć o sobie. Wspiera ją, dopytuje o samopoczucie, martwi się. Sabina upiera się, że chce iść dalej. Problem w tym, że nie może. Jest coraz gorzej. Dziewczyna zaczyna szlochać. Tu nie chodzi o ból fizyczny, chodzi o kondycję serca. Słabnie, ciemność przenika głębiej niż tylko do rozumu. W końcu wspinaczka w kierunku Andrzejówki, marznący deszcz i strach przed koniecznością powrotu do domu stają się nie do zniesienia. Gdy zaczyna zanosić się od płaczu, matka decyduje: wracamy. Ostatni moment, żeby wezwać ojca, który obie zawiezie do ciepłego, bezpiecznego domu. Za chwilę nie będzie zasięgu – telefon będzie bezużyteczny. Gdy przyjeżdża mąż, Anna zaczyna rozumieć, że nie może wrócić z nimi. Nie tylko dlatego, że na trasie zostawiła swego ojca, ale dlatego, że Sabina miała swoje powody, żeby iść. Ona zaryzykowała, chciała pokazać Bogu, że jej zależy, że umie prosić o łaskę. A teraz wraca. Wbrew sobie Anna zostaje. Zwycięża. Jakub. W środku nocy Marlena, przewodniczka, przyznaje: nie wiem, gdzie jestem… Ksiądz zamiera. Kobieta gubi się, bo w nocy świat wygląda zupełnie inaczej niż za dnia. Punkty orientacyjne giną w ciemnościach, pojawia się mgła, więc nawet latarki na niewiele się przydają. Jakub zbiera się w sobie, analizuje dane, podejmuje decyzję. Ma rację. Nie zabłądzą. Gdy wyjdą z lasu, Marlena ma jeszcze jedną informację. Musi wrócić. Ma chore serce, słabnie. Jakub zostaje przewodnikiem. Najtrudniej będzie koło drugiej w nocy. Wtedy wszyscy przeżyją kryzys, bo na widok drogowskazu: Wałbrzych-Gaj, zmęczeni drogą, obolali, zziębnięci i znużeni, mają nadzieję, że koniec jest blisko. Nic z tego, trasa prowadzi dalej, przez Gorce, więc do sanktuarium dotrą dopiero za dwie godziny.

Spotkanie

Tylko o to chodzi w EDK. Cała reszta jest nieważna. Milczenie, modlitwa, medytacja, długa nocna trasa – to wszystko „tylko” po to, nie ma innego celu. Celem Ekstremalnej Drogi Krzyżowej jest spotkanie z Bogiem. Darek i Daniel. Są zaskoczeni, że EDK z Bielawy do Barda przyciąga takie tłumy. Liczyli na setkę ochotników, na tydzień przed wyjściem na szlak jest ich ponad 150. Jeszcze nie wiedzą, jak to wszystko się skończy. Jeszcze nie mają pojęcia, co ich spotka. Jeszcze są niepewni finału. Wszystko stanie się jasne, gdy tam dotrą. Gdy pokłonią się Maryi w dniu wspomnienia Jej męża. Cieszą się, że patron ich grupy został też patronem pierwszej EDK. – To ważne dla nas, bo ta wyprawa nie jest sprawdzianem naszej kondycji, egzaminem dla naszych zdolności logistycznych – czy raczej tym jest przy okazji, a przede wszystkim chcemy być bliżej Jezusa. Ciemność, zmęczenie, ból i słowo rozważań to tylko jeszcze jeden przepis na osiągnięcie tego, o co nam chodzi – zapewniają. Wejdą więc w ciemność rozpraszaną migotaniem latarek, ale wejdą odważnie, po męsku, by dać szansę światłu – którym jest Obecność. Anna. Na początku go nie zauważyła, ale trwało to tylko chwilę. Potem, z każdą minutą, każdą stacją, każdą godziną lodowej wędrówki odkrywała go coraz bardziej. Karola. Chłopaka kojarzonego mgliście z kościoła, gimnazjalistę z jakiejś wyprawy, jednego z wielu. Tak było do tej nocy. W czasie drogi stał się dla Anny bohaterem. On – bez plecaka, bez zapasów na drogę, szybko przemoczony od deszczu, a kilkadziesiąt metrów wyżej zmrożonego przez wiatr – stał się dla niej podporą w czasie kryzysu. Jego zaangażowanie, pokorne znoszenie zimna i zmęczenia, głośne odpowiedzi dodawały jej otuchy, imponowały i rozpalały jej macierzyńskie serce serdecznością i modlitwą – żeby się nie poddał, żeby nie zachorował, żeby dotarł do celu. Jakub. Skoro chodzi tu o spotkanie, to było ich więcej niż jedno. Pierwsze z uwagi na rangę, ale nie chronologicznie: gdy z ulgą wpatrywał się w bolesną twarz Matki i martwe oblicze Syna – na końcu, w sanktuarium. Rozumiał ich bardzo dobrze. I było jeszcze jedno spotkanie. Nad ranem, tuż obok przystanku autobusowego, chyba jeszcze w Gorcach. Spotkał tam grupkę młodych – trzeźwiejących powoli i zainteresowanych korowodem postaci idących poboczem. Reagowali zdziwieniem, trochę kpiną, trochę lekceważeniem. Ale zadali ważne pytania: Po co wam to? Dokąd idziecie? Sprowokowali światło, które rzuciło blask na wszystko, co tej nocy przeżyli. Otworzyli z powrotem coś, co łatwo było zamknąć fizycznym wyczerpaniem, brakiem snu, ciężarem odpowiedzialności. Tam, na tym przystanku, spotkał Boga – w tych najmniejszych, z mentalnego marginesu, wielkich nieobecnych w kościelnych ławkach. Szukających światła w ciemności. • *Wprowadzenia do poszczególnych akapitów i podział na śródtytuły zostały zaczerpnięte z tekstu programowego Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma