Nowy numer 2/2021 Archiwum

Zagospodarować samotność

Połączenie uniwersytetu trzeciego wieku, klubu seniora, biblioteki i gabinetu rehabilitacyjnego – tak w skrócie można opisać dzienny dom Senior-WIGOR.

W obecności licznie zaproszonych gości bp Ignacy Dec dokonał 28 września w Głuszycy poświęcenia dziennego domu Senior-WIGOR dla osób po 60. roku życia. Na uroczystości oprócz kilkunastu seniorów, podopiecznych domu, obecni byli m.in. Marzena Bartosiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Pomocy i Integracji Społecznej w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Paweł Hreniak, wojewoda dolnośląski, parlamentarzyści, a także starosta oraz prezydenci i burmistrzowie powiatu wałbrzyskiego.

Zmiana przyzwyczajeń

Dzięki rządowemu programowi w całym kraju powstało już ponad 100 takich placówek. Ta w Głuszycy jest jednak o tyle szczególna, że uruchomiona została dzięki współpracy samorządu gminnego z miejscowa parafią. – Bardzo się cieszę, że ten dom działa przy parafii – mówił podczas uroczystości bp Ignacy Dec. – Myślę, że jest to inwestycja, która wyraża troskę o człowieka. Już św. Jan Paweł II zachęcał, by promować wszystko to, co służy człowiekowi i jego godności. – Tutaj jest miejsce, do którego starsi chcą przychodzić – wyjaśnia ks. Sławomir Augustynowicz, proboszcz miejscowej parafii. – Widzą, że są potrzebni. Widać też współpracę pokoleniową. Tu młodzież może pomagać starszym, a to też jest wychowanie i uczenie. Motywacją do realizacji tego dzieła były m.in. nasze kapłańskie doświadczenia. Regularnie odwiedzamy chorych z terenu parafii i często widzimy ich samotność. Pojawiła się więc chęć zagospodarowania tej samotności, by w tych ostatnich latach życia czuli się spełnieni i szczęśliwi, że mogą żyć we wspólnocie. Tutaj jest miejsce właśnie na taką wspólnotę. Placówka, choć poświęcona i oficjalnie otwarta dopiero teraz, działała już od stycznia. Codziennie na zajęcia przychodzi do niej od kilku do kilkunastu osób. Seniorzy mogą tam liczyć na zajęcia ruchowe, ze śpiewu, teatralne, czytelnicze, zajęcia z fizjoterapeutą i inne – według swych zainteresowań. Mogą także skorzystać z pomocy pielęgniarki i dietetyka. Do dyspozycji pensjonariuszy są pomieszczenia m.in. do: wspólnych spotkań, gotowania, ćwiczeń i relaksu (z biblioteką, sprzętem RTV oraz komputerem z dostępem do internetu). Cały czas zgłaszają się kolejne osoby chętne do uczestniczenia w zajęciach, choć początki były trudne. Starszym bardzo trudno zmienić przyzwyczajenia i codzienny program dnia. Muszą w nowym miejscu być otoczeni opieką, co da im poczucie bezpieczeństwa. Ten proces wymaga jednak czasu.

Najpierw człowiek

– Początek był trudny, bo przyjęliśmy normy ministerialne, jako te, w których musimy się poruszać, co jest oczywiście zasadne – tłumaczy ks. Augustynowicz. – Okazało się jednak, że mamy strukturę, a zniknął nam z pola widzenia człowiek. Osobom starszym nie zawsze chciało się przychodzić codziennie na 8 godzin. Ze względu na słabe zdrowie to dla nich zbyt duży obowiązek. Zaczęliśmy więc inaczej. Poszukaliśmy ludzi, którzy chcieliby się podjąć realizacji jakichś zadań. Okazało się, że oddolny proces zaczął przynosić efekty. Ludzie zaczęli się gromadzić przy realizacji jakiejś inicjatywy i ściągali kolejne osoby. Teraz, gdy wiedzą, że każdego dnia dzieją się tu ciekawe rzeczy, to nawet jak się gorzej czują, dla spotkania z innymi ludźmi wychodzą z domu. Ludzie zaczęli przychodzić również po to, by móc dać coś innym. Nieoczekiwanie na przykład bardzo rozwinęła się grupa Caritas. – Oczywiście napisanie takiego programu zza biurka w Warszawie nie uwzględni wszystkich realiów w Polsce – wyjaśnia Marzena Bartosiewicz. – Należy jednak pamiętać, że program przygotowują osoby, które mają duże doświadczenie w pracy z ludźmi w terenie. Zbieramy doświadczenia i nie jesteśmy zamknięci na modyfikacje programu w kolejnych latach, stąd m.in. moja wizyta tutaj. Dotychczasowe roczne doświadczenie już pokazało, że potrzebna jest większa elastyczność programu, co na pewno uwzględnimy. – Starsi, którzy przychodzą tutaj, oczekują przede wszystkim zainteresowania swoją osobą, by pozbyć się poczucia samotności – wyjaśnia Jolanta Grządziel, pracownica domu Senior-WIGOR. – Mają potrzebę budowania relacji. Ale bardzo potrzebne są również spotkania indywidualne, bo oni często potrzebują się wygadać, chcą, by ktoś ich wysłuchał. Ta praca jest trudna i wymagająca. Nic tu nie można zrobić na zasadzie odfajkowania. We wszystko trzeba się zaangażować. Nie da się tego robić bez pasji. Wtedy mimo zmęczenia ma się satysfakcję, że robi się dla nich coś dobrego. Ale to działa w dwie strony. Uczę się również od nich ich mądrości i innego spojrzenia na życie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama