Nowy numer 48/2020 Archiwum

Muskuły pod sutanną

Na co dzień niełatwo go zobaczyć ubranego w coś innego niż strój duchowny. Szkoła, parafia, sklep – w każdym z tych miejsc kapłan, który podnosi ciężary, pokazuje, co jest dla niego najważniejsze.

Odkąd pamiętam, na pierwszym miejscu był Pan Bóg. Przy kolejnych życiowych zmianach pytałem Go, czy chce, żebym dalej ćwiczył, dalej rozwijał swoją pasję i On zawsze w taki czy inny sposób dawał mi odpowiedź, stwarzając konkretne okoliczności czy posyłając do mnie ludzi – zaznacza ks. Krzysztof Faron, który właśnie dowiedział się, że zmienia miejsce pracy z parafii pw. św. Barbary w Walimiu na parafię pw. św. Jadwigi w Ząbkowicach Śląskich. – Dotychczas mogłem ćwiczyć na siłowni, która towarzyszyła mi od moich najmłodszych lat, ponieważ miałem do niej blisko. Teraz nie będzie to już możliwe, więc trzeba rozglądać się za siłownią w nowym miejscu zamieszkania – uśmiecha się.

Stara kotłownia

To w niej 12 lat temu zaczął trenować na serio w Jedlinie-Zdroju (całą historię pierwszych lat ćwiczeń opisaliśmy już kiedyś w artykule „Ksiądz-siłacz” w „Gościu Świdnickim” 38/2013). „W dniu, gdy skończył lat 17, 4 kwietnia, rozpoczął trening na poważnie. W dawnej kotłowni – po upewnieniu się u lekarza, że zasadniczo urósł już tyle, ile dane mu było. – Podstawa to odpowiednia dieta: 5–6 posiłków dziennie, 2 g białka na każdy kilogram wagi ciała, do tego sen i dobry program treningowy – wylicza. Rósł jak na drożdżach, tzn. nabierał masy, żeby potem móc ją modelować. Siła i wygląd – na tym mu zależało i było to w zasięgu jego możliwości. Co ważne, do treningów nie potrzebował zgranej paczki, poza tym mogły się one odbywać niezależnie od pogody. Na siłce był cztery razy w tygodniu po półtorej godziny za każdym razem” – pisał wówczas ks. Roman Tomaszczuk. Kiedy ks. Krzysztof pracował w Wałbrzychu, stworzył siłownię dla ministrantów i Romów, wśród których wieści rozeszły się szybko. Pomysł jednak umarł wraz z jego odejściem z parafii, więc rozwijać pasję musiał znów w starej kotłowni. Przyjeżdżał tam z Walimia pięć razy w tygodniu, wykorzystując do tego swój czas wolny. – Często mi się nie chciało, byłem zmęczony po szkole i obowiązkach parafialnych, ale wiedziałem, że tylko w taki sposób naprawdę odpocznę i nie zmarnuję czasu – zaznacza ksiądz. W międzyczasie robił też kursy na trenera personalnego, z dietetyki, itp. rozwijając swoją wiedzę. I było warto.

Pokorny rekordzista

Od 2014 r. mocniej zaangażował się w treningi trójboju siłowego klasycznego (przysiad ze sztangą, wyciskanie na klatkę leżąc i martwy ciąg). – Najpierw trochę się bałem i chciałem wystartować w zawodach dopiero po czterdziestce – w kategorii weteranów, ale trener zauważył, że mam do tego sportu predyspozycje i talent. Chciał, bym zrobił to czym prędzej. Po prawie trzech latach ćwiczeń wystartowałem w swoich pierwszych zawodach w Pucharze Polski, które się odbywały w Rudzie Śląskiej. Zdobyłem srebrny medal. Na drugich zawodach, 6 października w Sosnowcu, zdobyłem brązowy medal Mistrzostw Polski i pobiłem rekord Polski w martwym ciągu, podnosząc 267,5 kg w kategorii wagowej do 74 kg. Bardzo chciałbym brać udział w kolejnych zawodach, bo wiem, co jeszcze mam do poprawienia i może w przyszłym roku uda mi się zdobyć złoto. Marzą też mi się zawody międzynarodowe, które już w grudniu odbędą się w Hiszpanii, ale o tym, czy będę mógł tam pojechać, zdecyduje nowy proboszcz – tłumaczy ks. Krzysztof. Dodaje, że choć czasem pojawiają się przeszkody, to jednak zawsze bardzo pokornie do nich podchodzi, widząc w nich wyzwania czy znaki od Pana Boga, że jeszcze nie czas na takie czy inne działania. – Czasem brakuje czasu, może pieniędzy, zrozumienia, a nawet chęci. Tak jak ze wszystkim. Najważniejsze jednak dla mnie jest to, że kocham ten sport, ale jeszcze bardziej kocham kapłaństwo, dlatego nie rozstaję się z sutanną. Nie manifestuję swojej budowy ciała, bo nie trenuję po to, by inni mnie podziwiali. A sutanna doskonale mi w tym pomaga – uśmiecha się. Ćwiczenia są dla niego drogą do człowieka, sposobem pokazania, że ksiądz też może mieć pasje, a prawdziwa siła pochodzi od Boga.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama