GN 47/2020 Archiwum

Radość Ewangelii (26.10.2017)

Łk 12,49-53: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Jak Bóg stwarza świat? Posyła Ducha. Gdy czyta się opis stworzenia świata widać wyraźnie - poprzez wzmiankę o unoszeniu się Ducha nad wodami - że można odczytać tenże opis jako „relację” z stępowania Ducha w chaos. Skutkiem tego zstępowania jest porządkowanie chaosu i wydobywanie z chaosu zastępów coraz wyższych stworzeń „żywych” aż do momentu, gdy Duch dotrze niejako „do dna” i właśnie z dna chaosu, z prochu, z tego co najniższe wydobędzie szczyt stworzenia: człowieka. Naczynie noszące w sobie Ducha Bożego, Tchnienie Boga, naczynie poprzez które odtąd Bóg będzie działał w świecie. Naczynie zdolne współ-Żyć z Bogiem samym w Trójcy Jedynym i wspó-działać. Do tego jest właśnie zaproszony człowiek poprzez Dar Ducha, Dar Tchnienia, poprzez to, że jest zdolny oddychać Oddechem Boga: poprzez Oddech Boga człowiek żyje Życiem Boga. Żyje w Bogu, z Bogiem i przez Boga. A Bóg żyje poprzez swój Oddech, poprzez swojego Ducha w człowieku i z człowiekiem - a przez człowieka w świecie. To jest właśnie szczyt, Wielki Szabat: Jedność. Jedność Boga, który sam w sobie jest Jednością, z tym, którego Bóg umiłował nad wszystko: z człowiekiem. Jedność Tego Który JEST z tym który nie jest - poprzez nieprzerwanie udzielanie swojego JESTEM temu który nie jest, poprzez nieprzerwane składanie Imienia Boga w nie-jestem. I tak nie-jestem staje się współ-JESTEM…

Tylko że człowiek - nie-jestem - zapomniał, dlaczego istnieje, dlaczego ma na imię JESTEM. Człowiek zapomniał, że to nie jest jego Imię, ale Imię Boga złożone w człowieku, który sam z siebie nie-jest. Człowiek zapomniał, zapragnął zawłaszczyć to Imię dla siebie, zapragnął skraść to Imię - a to okazało się zabiciem Imienia. Bowiem JESTEM ma jeszcze coś w rodzaju „nazwiska”, o którym człowiek zapomniał. Właśnie to człowiek dał sobie wyrwać: pamięć o „nazwisku” Boga. Imię Boga to JESTEM. A „nazwisko”? MIŁOŚĆ. Bóg JEST MIŁOŚCIĄ. To jest szczyt objawienia Nowego Testamentu - to nam przypomina Duch dany przez Jezusa z Krzyża: Bóg JEST MIŁOŚĆ. Pełne Imię Boga, o którym zapomnieliśmy. I dlatego chcieliśmy ten „kawałek” Imienia skraść dla siebie, urwać i ukryć się z tym „kawałkiem”, w lęku że zostanie nam odebrany: to jest właśnie to, co uczynił Adam… Zapomnieliśmy o „nazwisku” Boga, o dopełnieniu Imienia: Bóg JEST MIŁOŚĆ. I wpadliśmy w lęk - że coś nie dostaniemy, że czegoś nam zabraknie, że odebrane nam zostanie JESTEM. Że gdy zrobimy coś nie tak, to wówczas Bóg nas skasuje - zabierze JESTEM. Zapłatą za grzech jest śmierć… Darem zaś Łaski - Życie Wieczne… To jest bardzo ważne stwierdzenie św. Pawła, które streszcza jakby cały dramat Historii Boga i człowieka…

Tu pojawia się ciekawe słowo - w Liście do Rzymian, w szóstym rozdziale, wiersz dwudziesty trzeci: zapłata za grzech śmierć. Imię grzechu to śmierć. Niebyt. Imię Boga to JESTEM. I to JESTEM MIŁOŚĆ. Ale interesujące jest słowo „zapłata”. Dosłownie rzecz biorąc to słowo greckie użyte tu przez św. Pawła oznacza „żołd” - pieniądze żołnierza. A pochodzenie tego słowa jest jeszcze ciekawsze: oznacza ono kupowania mięsa, jedzenia… Kupowanie tego, co potrzebne do życia. Tu się kłania Izajasz: dlaczego wydajecie wasze pieniądze na to, co nie nasyci? Dalejże! Przyjdźcie i kupujcie bez płacenia!!! Właśnie to jest bardzo tragiczne: że marnujemy Życie, Tchnienie Boga, marnujemy Jego Imię, które mamy za darmo, na „kupowanie” tego, co nie nasyci, mięsa, pokarmu który nie daje Życia. Nie daje udziału w Bogu, w Jego Oddechu, w Jego Imieniu. Tu się z kolei kłania szósty rozdział Jana, Żydzi szukający Jezusa by powtórnie rozmnożył dla nich chleb - po zjedzeniu którego poczuli się znowu głodni. I pouczenie Jezusa o Chlebie z Nieba, który daje Życie Prawdziwe, nie takie jak życie ojców, którzy jedli zwykły chleb i pomarli. Wydajemy nasze Życie, zamieniamy je w walkę o chleb - a mamy Chleb za darmo, z Łaski… Stajemy się żołnierzami pogrążonymi w walce o życie - nie dostrzegającymi, że tak naprawdę walczą z Życiem i przeciw Życiu, że ta walka pozbawia ich Życia i ich żołdem staje się w ten sposób śmierć… Walczymy o to, co nie nasyci, co nie daje Życia… Walczymy z Życiem… produkując sami sobie śmierć. Ile w nas jest walki z Życiem? Z codziennością? Ile jest walki o to, żeby było jak ja chcę? Ile jest buntu, niepogodzenia się z tym, co czyni ze mną Bóg? Ile we mnie jest niewiary w to, że to właśnie Bóg, Miłość ze mną to czyni po to, by uczynić mnie swoim obrazem i podobieństwem? Ile we mnie jest niewiary w Miłość tylko dlatego, że Miłość nie robi ze mną i dla mnie tego, co ja chcę? Ile we mnie jest rozkapryszonego dziecka, tarzającego się po ziemi, ryczącego i walącego nóżkami i piąstkami w ziemię, bo nie jest tak, jak ja chcę? Ile we mnie jest właśnie takiego tragicznego żołnierza, który resztkami sił i resztkami Oddechu walczy o własną śmierć - zamiast poddać się Miłości dającej swój własny Oddech, swoje Życie? Dać się włączyć w Trójjedyną Wspólnotę Miłości? To właśnie zrobił z nami Jezus poprzez Chrzest: zanurzył nas w Imieniu Ojca i Syna i Ducha Świętego - w Imieniu Boga, które brzmi JESTEM MIŁOŚĆ. Od momentu Chrztu -za cenę chrztu Jezusa - jestem włączony, zanurzony w Życie Trójjedynego. We Wspólnotę JESTEM MIŁOŚĆ. We Wspólnotę, w której każdy każdemu daje z MIŁOŚCIĄ swoje JESTEM. W której każdy każdemu jest Darem i Przyjęciem. W której każdy jest każdego i każdy ma każdego… JESTEM MIŁOŚĆ. To jest moje prawdziwe Imię - ja nie-jestem żołnierzem, JESTEM MIŁOŚĆ. I wszystko polega na tym, żeby ustrzec w sobie tego Imienia… Żyć Nowym Imieniem, objawionym przez Chrystusa za cenę Jego chrztu.

Właśnie: czym jest chrzest i podział, o którym mówi Jezus? Czym jest Ogień? O co tutaj chodzi? Miecz, walka… a przecież żołnierz ginie… żołdem żołnierza jest nie Życie, ale śmierć…

Chrzest Jezusa - dosłownie zanurzenie. Tyle znaczy greckie słowo. Jezus na początku swojej działalności przyjął chrzest z rąk Jana. Chrzest Jana to nie jest nasz Chrzest - to jest chrzest pokutników, wyznających swoje grzechy, przyznających się do grzechu i oczekujących zbawienia. Przyznających, że sami się zbawić nie mogą i liczących jedynie na Łaskę Zbawienia. Nasz Chrzest jest odpowiedzią na to: jest Łaską Zbawiającą właśnie tych, którzy uznali, że Zbawienia potrzebują. A jak to się stało? Dlaczego ten sam obrzęd - zanurzenie w wodzie - stało się czymś zupełnie innym? To jest bardzo symboliczne: tak działa Bóg w Jezusie. Krzyż, narzędzie śmierci, czyni narzędziem Życia. Bóg nic nie niszczy - przemienia. Jak na Eucharystii: przynosimy pokarm zniszczalny - oddajemy Bogu dobrowolnie to, o co do tej pory walczyliśmy i zabijaliśmy się w przekonaniu, że to daje Życie - a Bóg tego nie niszczy, przemienia to i oddaje nam jako Pokarm Życia, Chleb z Nieba. Bóg nie niszczy naszego człowieczeństwa skażonego grzechem, skazanego na śmierć - On je przyjmuje i przemienia w Nowego Człowieka, wznosi na swoją Prawicę… Coś niepojętego… Jezus przyjmuje chrzest z rąk Jana - Ten, który nie zna grzechu staje się grzechem. Staje w szeregu z grzesznikami. To jest właśnie prawdziwy chrzest Jezusa: zanurzenie. Zanurzenie Tego Który JEST MIŁOŚĆ w tego który nie-jest. W człowieka, który stracił swoje prawdziwe imię. Zanurzenie Tego Który Jest Życiem w śmierć - w zjednoczeniu z człowiekiem, który stracił swoje Imię, stracił Życie i stał się niewolnikiem śmierci. Zanurzenie Boga w otchłań - by dokonać Nowego Stworzenia. Zanurzenie w otchłań, w której się pogrążyliśmy my, umiłowani, dźwignięci z dna stworzenia. Cofnęliśmy się - ale nie do dna, jeszcze niżej: w otchłań. Bóg zstępuje jeszcze niżej niż poprzednio, Duch potrzebuje zejść na dno otchłani, na dno piekieł - wszystkich ludzkich otchłani, wszystkich piekieł, które nosimy w naszych sercach… Ile jest tych piekieł? Tyle, ile ludzkich serc… Duch potrzebuje tam dotrzeć - jeszcze niżej niż poprzednio - żeby nas wydźwignąć na nowo. Dlaczego potrzebuje? Bo Bóg JEST MIŁOŚĆ. Nigdy nie umarł - nigdy nie utracił swojego Imienia, JESTEM MIŁOŚĆ. Nigdy nie przestał Żyć - nie przestał kochać. To objawił Jezus na Krzyżu, przez strumienie Krwi i Wody, przez swoje Zmartwychwstanie: Bóg żyje i nigdy nie umiera, bo nigdy nie przestaje kochać. To ujrzał i w to uwierzył Jan.

Ale jak Duch ma dotrzeć do otchłani, tam gdzie panuje śmierć, nie-miłość?Jak Miłość ma wejść w nie-miłość? Miłość potrzebuje być przyjęta z miłością, dlatego człowiek od początku został stworzony jako zdolny do kochania - do wchodzenia w Dialog Miłości, jaki toczy się w Bogu. Człowiek zanegował tę zdolność - Golgota objawia, jak jesteśmy w stanie dialogować z Miłością… Jaka jest nasza odpowiedź… Dlatego na Golgocie jest Niepokalana. Jedyna zdolna przyjąć Ducha z pełną miłością… Oto Ja, służebnica… niewolnica Twego Słowa, niewolnica Miłości… Jaka to słodka niewola! O Niebo słodsza od niewoli śmierci… Jedyna Zdolna kochać. Maryja. Dlatego Syn ma Siostrę. Jedyną zdolną kochać. Niepokalaną. Zaślubioną temu samemu Duchowi.

Właśnie: Syn staje się Człowiekiem - o niepojęta Miłość! - by w sobie zanieść Ducha tam, gdzie panuje nie-miłość. Tam, gdzie nikt nie jest zdolny przyjąć Miłości. On - z jednej strony syn ojca, Adama, ale z drugiej Oblubieniec Synowej… Duch jest rodzaju żeńskiego i w hebrajskim, i w grece. Syn jest z jednej strony Synem Adama, z drugiej ma Kogoś spoza rodziny Adamowej - Synową. Ducha. Ojca Niebieskiego. Bóg-Człowiek. Ktoś, na kim sobie zęby połamała śmierć i otchłań. Na dnie otchłani, w paszczy śmierci, na Golgocie, Syn Adama uwalnia Ducha, którego niesie w sobie i którego nigdy nie stracił - a walczył jak Adam w Ogrodzie, w Tłoczni Oliwy, zanim wszedł na Golgotę… I wygrał. Jak? Bo walczył nie jak żołnierz o śmierć, ale walczył by nie dać się oderwać od Ojca. Nie dać się wciągnąć w walkę o życie - przeciwko Życiu. Właśnie to jest miecz i walka, które przyniósł Jezus: to jest walka o to, by nie walczyć o życie przeciwko Życiu - ale by poddać się Życiu. To jest miecz rozdzielający wszystko: ujawniający, kto jest kim. Kto pozostał w Adamie, a kto dał się włączyć w Chrystusa. Kto jest starym człowiekiem, starym pokoleniem dawnego ojca i dawnej matki, a kto dał się poślubić Duchowi i stał się siostrą i bratem w Nowym Pokoleniu, w Pokoleniu Nowego Adama i Nowej Ewy, w Pokoleniu Jezusa i Maryi, Jezusa i Kościoła. To jest Kościół: ci, co żyją Duchem. Duchem uwolnionym na dnie otchłani - i tak dno otchłani stało się szczytem Miłości. Chrzest Chrystusa - który doznaje ucisku w Tłoczni Oliwy dopóki nie zostanie ochrzczony tym chrztem (grecka nazwa Ogrodu Oliwnego to Tłocznia Oliwy. A Jezus dzisiaj mówi o udręce, która dosłownie jest uciskiem, ściskaniem - Jezus jest zewsząd ściskany, żeby przyjąć nasz stary model życia: życia w walce o siebie).

I to jest Ogień, jaki zapalił Jezus, rzucił na ziemię skłoniwszy głowę z Krzyża: Duch. Oddech. Nowe Stworzenie. Coś nieskończenie większego niż Pierwsze Stworzenie. W Pierwszym Bóg sięgnął do dna stworzenia. W Nowym - Bóg osobiście wszedł w dno otchłani, w Ciele Ludzkim, by tu, na dnie otchłani oddać Ducha. Wydźwignąć Adama, swojego umiłowanego, z dna otchłani. Pragnę! - woła Jezus. Nieposkromione, nienasycone pragnienie Miłości, która nigdy nie umiera… Oto właśnie jest Nowy Opis Stworzenia: Opis Męki, aż do oddania Ducha, Tchnienia, Oddechu. Za darmo. Komu? Tym, co pod Krzyżem. Kto się podda temu Ogniowi?

Ten, kto się podda Duchowi, kto wejdzie w Płomień Ducha dawanego przez Jezusa, kto zapłonie Nowym Życiem, od razu stanie się inny - tak jak Bóg jest Inny, bo JEST MIŁOŚĆ. Inne stanie się jego Życie - zupełnie Inne. Jak Życie Jezusa, jak Życie Maryi. Ich Życie jest Życiem poddawania się Ojcu - z Miłości, nie jak niewolnik. Ich Życie jest Życiem poddawania się Życiu, poddawania się wniebobraniu… Jezus w swojej Ludzkiej Naturze poddawał się „marszowi” Syna Bożego, który przyjął tę Naturę. „Marszowi” Syna prowadzonego przez Ducha do Ojca - aż do Wniebowstąpienia. Jezus dla nas zanurza się w ten świat, w nasz los, w nasze człowieczeństwo, w nas - po to, by w nas wykonać Marsz Życia. Marsz w ramiona Ojca. Rzecz jest w tym, żeby temu marszowi się poddać - poddać się Życiu. Nie walczyć z Życiem o życie, ale poddać się Życiu. Walczyć z uciskiem, który zewsząd na nas nastaje i próbuje nas przymusić do walki o życie, o siebie, która jest walką o śmierć. Nasza walka jest zupełnie inna: to wysiłek wytrwania w Jezusie. Wysiłek wytrwania w Jego Duchu. W Duchu, który woła Abba!!! Abba, to są Twoje ramiona - mój dzisiejszy dzień, co co mi dzisiaj dajesz - to są Twoje ramiona, ramiona JESTEM MIŁOŚĆ. Ramiona Tego, który wielkim głosem wykrzykuje swoje pełne Imię z wysokości Krzyża: JESTEM MIŁOŚĆ!!! I to jest Życie w sprawiedliwości, nie w grzechu: oddaję Bogu sprawiedliwość. On jest Bogiem - wszystko jest w Jego rękach. Cokolwiek mnie spotyka - On stoi za tym. Nic nie dzieje się poza Nim. A jeśli On stoi za tym - to za tym stoi Miłość. Bo to jest Imię Ojca. Miłość. Jego ramiona są ramionami Miłości. I to jest przekonanie Jezusa: nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci nie dano z Góry… od Ojca Świateł… Skoro Ojciec pozwolił, byś miał Mnie w swoich ramionach - to jest Jego Miłość. Ja mam się poddać Miłości - mam być w twoich ramionach i jak Ojciec zgodzić się na to, co ze Mną zrobisz. Ucisk, nacisk, by się wyrwać z rąk Miłości, z ramion które biorą mnie do Nieba - bo nie robią tego, co ja chcę i tak, jak ja chcę… Nacisk, ucisk który się opiera na mojej pysze i egoizmie… Walcz o siebie - o swoje wyobrażenia, o swoje oczekiwania… Walcz do upadłego - aż padniesz w boju… A czego uczy Duch Jezusa? Abba, Ojcze! Tato! Jakże słodko być w Twoich ramionach! Dzisiaj, tu i teraz - w Ramionach Miłości! Właśnie w tym co jest tu i teraz. Zaraz widać, kto jest kim. Kto jest jakiego Ducha. Kto jest Ducha Chrystusa, a kto jest ducha Adama… Potrzebujemy Matki - nie jest nam, zranionym grzechem Adama, łatwo przyjąć takiego Ducha, Ducha Syna. Tylko Matka potrafiła - Niepokalana. Bez Jej Niepokalanego Poczęcia całe dzieło Chrystusa, cały Jego chrzest, Jego zstępowanie do naszej otchłani staje się „niedziałające”… Subiektywnie niedziałające - bo nie jesteśmy zdolni przyjąć, nie jesteśmy zdolni wytrwać pod Krzyżem do końca. Piotr boleśnie się przekonał na dziedzińcu arcykapłana, co się dzieje, gdy się idzie za Panem bez Matki. Dlatego Jan poszedł na Golgotę z Matką i pozwolił, by między nim a Krzyżem Pana stanęła Niepokalana Matka. Siostra. Nowa Ewa. Nowa Matka. Nowa Siostra. Przyjąć Maryję do siebie oznacza przyjąć Ducha Chrystusa i wejść w Niego, w Jego Marsz Życia. Życia w ramionach Ojca. Życia poddawania się Życiu a nie walki z Życiem o życie, które w istocie jest śmiercią. Marka Żyjących. Oblubienica Ducha, który woła Abba! O to chodzi: by poddać się temu, co dziś ze mną czyni Ojciec - w przekonaniu, że Ojciec jest Bogiem i jest Miłością. Od razu widać kto jest kim.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama