GN 37/2018 Archiwum

Zaciśnięte pięści składali do modlitwy

Roli Kościoła po 13 grudnia 1981 r. poświęcona była katecheza bp. Ignacego Deca, który tym razem do świątyni pw. Krzyża Świętego zaprosił szczególnych gości.

W środę 13 grudnia w kościele rektoralnym należącym do Caritas Diecezji Świdnickiej odbyło się kolejne z serii spotkań z biskupem, na których nie tylko głosi on katechezę, ale również odpowiada na pytania zebranych. – Gromadzimy się tutaj dzisiaj, żeby się modlić za ofiary stanu wojennego, ale nie tylko za te osoby bestialsko zamordowane, ale także ich rodziny, które przez całe późniejsze życie cierpiały ból rozłąki – mówił ks. Radosław Kisiel, dyrektor świdnickiej Caritas, witając wśród gości ks. Andrzeja Dziełaka, dawnego kapelana Solidarności, i ks. Franciszka Głoda, ówczesnego proboszcza współpracującego z Solidarnością. Mszy św. przewodniczył bp Ignacy, który w homilii przypomniał o ziemskich ograniczeniach, których doświadczają wszyscy ludzie.

– Ograniczenia doświadczyli też ci, którzy zaprowadzali stan wojenny 36 lat temu. Wydawało się im, że siłą zatrzymają tę falę wolności, która się w Polsce rozlała. Ale się przeliczyli. Tego zrywu do prawdy, do wolności nie dało się zatrzymać – mówił biskup. Pomocy w ograniczoności zalecał szukać w Bogu. Również w 1981 r. wypełniły się kościoły nawet tymi, którzy dotychczas nie mieli zwyczaju tam się pojawiać. Kościół stał się nie tylko miejscem modlitwy, ale i wzajemnej ludzkiej pomocy. Wiele mówili o tym zaproszeni goście, którzy po zakończeniu Mszy św. przypomnieli kilka historii z tamtych czasów. – Pamiętam ten dzień, rozpoczynałem wówczas w Bielawie rekolekcje w parafii, gdzie proboszczem był ks. Roman Biskup. Po północy poszliśmy do łóżek, a o 6.00 pukanie do drzwi i wołanie „chodź, posłuchaj”. Kiedy usłyszałem głos gen. Wojciecha Jaruzelskiego to wiedziałem, że wszystko, co miałem przygotowane, to mogłem te kartki odłożyć, bo nijak się to miało do nowej rzeczywistości. Później w ciągu dnia przyszli do proboszcza ludzie, którzy uniknęli internowania. Kobiety, którym wywleczono synów, mężów, braci – wspominał dzień ogłoszenia stanu wojennego ks. Andrzej. – Pamiętam, jak władza wojskowa deklarowała, że zamyka ludzi Solidarności, ale Kościoła nie tyka. Nie bardzo mi to pasowało, bo przecież ci ludzie to też Kościół. Zresztą księżom też od początku nie dawali spokoju. Zwłaszcza tym, którzy pomagali ściganym. Zaczęliśmy wówczas robić również spis uwięzionych. I tu warto przypomnieć, że 10 tys. osób zostało pozbawionych wolności w sposób brutalny. Kościół natomiast był jedynym miejscem, gdzie można było się gromadzić. To pod jego dachem znajdowali miejsce wszyscy poszkodowani, i wierzący i niewierzący. Bardzo trafnie tę rolę określił nieżyjący już ateista, słynny wrocławski matematyk, prof. Stanisław Hartman, który aresztowany i internowany w Grodkowie powiedział, że gdy władza ludowa zastosowała przemoc wobec obywateli, upadlając godność człowieka, tylko Kościół upomniał się o godność i los ludzi uciemiężonych – mówił.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma