Nowy numer 25/2018 Archiwum

Nie musisz mieszkać w ruderze

O remoncie codzienności, ojcu Pio i o własnych doświadczeniach z brakiem czasu opowiada ks. Eugeniusz Ploch z diecezji opolskiej.

Ks. Przemysław Pojasek: W czasie dnia skupienia dla kapłanów wspominał Ksiądz o rekolekcjach dla małżeństw zatytułowanych „Remont małżeński”. Skąd taki pomysł i jakie są owoce tych rekolekcji?

Ks. Eugeniusz Ploch: Pomysł zrodził się już 10 lat temu po rekolekcjach Oazy Rodzin, na które zaprosiły mnie małżeństwa z Domowego Kościoła. Kilka par z Opola chciało się wspólnie spotykać na modlitwie. Początkowo chciałem, żeby ochłonęli, ale po pół roku uległem ich prośbie i zaprosiłem do kaplicy duszpasterstwa akademickiego. Szybko zrodziła się inicjatywa, by zrobić rekolekcje otwarte, nie tylko dla Ruchu Światło–Życie. Zorganizowaliśmy je po raz pierwszy w Adwencie. Sama nazwa też jest ciekawa. Skojarzenie dla wielu ludzi jest takie, że trzeba być w kryzysie, żeby pójść na „remont małżeński”, choć z biegiem lat to się zmienia. Kiedyś jedna z osób naszej „ekipy remontowej”, spotykającej się co miesiąc, postanowiła wyjaśnić to pojęcie i pamiętam, że mówiła o tym, że nie trzeba mieszkać w ruderze, żeby zrobić remont, wystarczy chcieć coś zmienić, odświeżyć.

To dla małżeństw. Ale wiemy też, że próbował Ksiądz w swojej parafii robić randki w kościele. To prawda? Jak to wyglądało?

To nie do końca tak było. Kiedy toczy się „remont małżeński”, od czasu do czasu dostaję wiadomości od ludzi, którzy żyją samotnie, że też chcieliby wziąć udział w rekolekcjach, formować się. I rzeczywiście za którymś razem poszedłem za tą myślą i postanowiłem zorganizować takie spotkania dla singli. Media to podchwyciły, zrobiły wokół tego szum, trochę zniekształciły założenia i przez to ludzie mieli takie oczekiwania, że ja swatam. Dlatego po czwartym czy piątym spotkaniu, widząc, że ludzie nie zrozumieli idei, zrezygnowaliśmy ze spotkań.

„Remont małżeński” to jedna z propozycji formacji małżeństw. Gdzie jeszcze szukać dziś możliwości pomocy małżeństwom czy rodzinom w drodze do świętości?

Często w diecezjach bardzo rozbudowane jest poradnictwo rodzinne. To jest taka interwencja, że gdy coś się dzieje w małżeństwie, my im pomagamy. I to jest piękne, że ludzie, którzy przeżywają jakiś kryzys, mogą się gdzieś udać. Ale często brakuje form dotarcia do tych, którym dobrze się wiedzie, którzy nie mają wielkich problemów. Ci ludzie również potrzebują umocnienia dla samych siebie. Wydaje mi się, że dziś mamy takie wezwanie, żeby umocnić chrześcijańskie małżeństwa w wierze, być dla nich wsparciem w wychowaniu dzieci, bo one wychowują się w pogańskim świecie. Dziś wyznać wiarę w wieku 15 czy 20 lat to jest naprawdę wyczyn. Wielu rodziców boryka się z problemem odejścia swoich dzieci od Kościoła. Oni są zaangażowani w życie parafii, a brakuje tam ich dzieci.

W Wielkim Poście pisze Ksiądz na swojej stronie komentarze nawiązujące do życia o. Pio. Skąd ta fascynacja świętym z Pietrelciny?

Nie było chyba szczególnego momentu, choć byłem kiedyś zaproszony jako opiekun duchowy na pielgrzymkę do San Giovanni Rotondo. Tam miałem okazję go zobaczyć, bo to był rok, w którym ciało ojca Pio było wystawione w kaplicy. I pamiętam, że zanim wyjechaliśmy stamtąd, poszedłem wcześnie rano przy nim się modlić. Nie doświadczyłem jakiegoś szczególnego poruszenia, ale obecność świętego rozpaliła mnie. I kiedy zobaczyłem w tym roku w „Gościu Niedzielnym” zachętę do przeżycia Wielkiego Postu z tym świętym, pomyślałem, że to zaproszenie także dla mnie. Tak powstał cykl „Zasłyszane u ojca Pio”.

W jednym z tych komentarzy pisze Ksiądz, że dobrze wykorzystany czas daje szczęście. Jak to wygląda w życiu Księdza przy tylu obowiązkach, zadaniach wyznaczonych przez Kościół?

Muszę się przyznać, że często nie dbam o siebie. Może dlatego, że nie umiem stawiać granic. Ale chcę też powiedzieć, że w ostatnich tygodniach przekonałem się, że to nie do końca tak. Moja sąsiadka powiedziała do mnie któregoś dnia, że od jutra zaczyna się modlić Nowenną Pompejańską. Poprosiła mnie, żebym modlił się z nią. Uśmiechnąłem się, myśląc, że nie dam rady, że i tak już ze wszystkim nie wyrabiam. Ale ona mówi mi, że to będzie naprawdę dobry czas i że ona tego potrzebuje. Zgodziłem się, mówiąc: „No to zaczynamy jutro”. I okazuje się, że ja zasadniczo idąc o 23.00 do kościoła modlić się, dając Bogu ten czas, otrzymuję spokój. Ja inaczej żyję przez te dni. Spotkań jest dużo, a ja mam więcej czasu wolnego. Mam wrażenie nawet, że więcej śpię. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma