Nowy numer 42/2019 Archiwum

Czy nauka może wyjaśnić cud eucharystyczny?

I tak, i nie. O badaniach przemienionego kawałka Hostii w mięsień serca w Legnicy opowiadała w świdnickim seminarium członkini komisji badającej to zjawisko.

Historia zaczęła się 25 grudnia 2013 r. W czasie porannej Mszy św. w sanktuarium św. Jacka w Legnicy ksiądz, udzielając Komunii św., upuścił ją, a następnie zgodnie z procedurą podniósł i włożył do naczynia z wodą, by tam straciła swoją formę.

– Do momentu rozpuszczenia powinna ona przebywać w tabernakulum, a po zmianie formy, gdy straci swoje właściwości, można ją utylizować – tłumaczyła na spotkaniu 10 grudnia zaproszona ordynator kardiologii. Kiedy 4 stycznia jeden z kapłanów zajrzał do naczynia, zauważył, że zostawiony w nim komunikant zaczerwienił się. Sprawę zgłoszono do biskupa Stefana Cichego, a ten zdecydował o dalszej obserwacji zjawiska, aż do całkowitego rozpuszczenia się kawałka chleba. Z biegiem czasu okazało się jednak, że zmieniała się również zaczerwieniona część. Nabierała charakteru tkankowego, tzn. zwiększała się i zmieniała kolor na brunatnoczerwony. W końcu przemieniona część pozostała sama na powierzchni wody. Wówczas ordynariusz diecezji powołał komisję, w której składzie znalazła się Barbara Engel, lekarz kardiolog. – Od razu zadaliśmy sobie pytanie: w jaki sposób zbadać to zjawisko? Postanowiliśmy skontaktować się z Zakładem Medycyny Sądowej, który trudni się identyfikacją materiałów nieznanych. Wiedziałam od męża, że ludzie tam pracujący to w dużej mierze osoby z rezerwą do wiary, niewierzący lub agnostycy. I wbrew pozorom to atut, bo nie chcieliśmy, by badania odbywały się pod jakąś zadaną tezę. 26 stycznia komisja przyjechała na miejsce i zrobiła oględziny sądowo-lekarskie. Do badania pobrano wszystko, co można było pobrać. Od wody z kranu, przez wino, w którym namoczona była Hostia, próbki pozostałych Hostii konsekrowanych tego dnia, aż do samej cząstki badanego fragmentu – przypominała prelegentka. Po paru dniach zaproszona do świdnickiego seminarium członkini komisji badającej wydarzenie eucharystyczne w Legnicy zadzwoniła do Zakładu Medycyny Sądowej z pytaniem o wyniki badań. – Otrzymałam informację, że pani profesor histopatolog zrobiła badania i powiedziała, że widzi tkankę mięśnia sercowego. Jej przełożeni nakazali wykonanie powtórnych badań, by potwierdzić wynik. W marcu otrzymaliśmy ostateczne wyniki, które nie były już jednoznaczne. Bo choć pod mikroskopem wszyscy jednoznacznie widzieli mięsień serca w stanie agonii, to jednak badanie immunohistopatologiczne nie dało potwierdzenia obecności tkanki mięśniowej. Co ciekawe, sami badający mówili, że po kilku tygodniach rozkładu Hostii w wodzie takie badanie nie mogło wyjść pozytywnie. Na tak zdegradowanych materiałach biologicznych nie wykonuje się tego typu badań. Mimo to stało się to pretekstem do zwątpienia w jednoznaczne wyniki – mówiła pani Barbara. Podejście naukowców było dla lekarki niezrozumiałe, ale budziło też u niej wyrzuty sumienia, że sama przecież nie zawsze ma odwagę mówić prawdę o Chrystusie. – Ci ludzie bali się ostracyzmu, który spotkał panią profesor przeprowadzającą badania w Sokółce. Może nie chcieli podzielić jej losu, może bali się konsekwencji. Nie chcę ich oceniać – dodała. Dalsze konsultacje w innych miejscach przyniosły podobne wyniki. Po obejrzeniu zjawiska histopatolodzy twierdzali, że to tkanka mięśnia serca, a kiedy dowiadywali się, że dotyczy wydarzenia eucharystycznego – nie chcieli zapisać wyniku badań. Dopiero Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, gdzie Zakład Medycyny Sądowej słynie z identyfikacji bardzo trudnych materiałów biologicznych, przyjął ochoczo materiał. – Po badaniu zadzwonił zajmujący się sprawą profesor i powiedział, że obraz pod mikroskopem ultrafioletowym jest jak brzytwa i nie ma żadnych wątpliwości. Jest to tkanka serca w stanie agonii. Wyizolowano również DNA, którego wcześniej nie widziano. Nić co prawda również była zdegradowana, ale jej obecność potwierdzała wynik – wspominała. Lekarka postanowiła pojechać do Lanciano, gdzie w VIII w. miało miejsce podobne wydarzenie. Chciała pozyskać fragment DNA, by porównać z tym, które znaleziono na Hostii w Legnicy. Tam jednak poczuła wielkość Boga. Nie chciała już dalszych badań, gonitwy udowadniającej cudowność przemiany badanego kawałka chleba. – Zrozumiałam, że Bóg pozwala na to wszystko, bo nie chce nas zmuszać do miłości. Daje nam wybór. On nas czasem napomina, ale do niczego nie zmusza – dodała. Całość wykładu można obejrzeć na naszej stronie: swidnica.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL