Nowy numer 27/2020 Archiwum

Siostra od serca

Maria Bonawentura 65 lat temu złożyła pierwsze śluby zakonne. Sześć dekad spędziła w Świdnicy, a przez trzy pracowała w szpitalu.

Służba i skromność

Śluby wieczyste złożyła 29 sierpnia 1959 roku we Wrocławiu i już miesiąc później została przeniesiona na placówkę do Świdnicy. Tu podjęła pracę w nieistniejącym już szpitalu przy ul. Westerplatte. Po krótkim czasie zatrudnienia na radiologii została pielęgniarką wykonującą EKG.

– Wtedy był jeden aparat do robienia elektrokardiogramu na cały szpital. Siostra miała aparat na wózku i jeździła po różnych oddziałach. Zawsze była dostojna i z powagą wykonywała swoje czynności. Wyjaśniała pacjentom, na czym polega badanie i co będzie robić. Była bardzo kompetentna. Jeśli któraś z pielęgniarek była na dyżurze z s. Bonawenturą, czuła się bezpiecznie, bo ona wszystkiemu zaradziła – wspomina spowinowacona z rodziną Kijków Teresa Iwańska, która pracowała z jubilatką w szpitalu.

Przez prawie 30 lat s. Bonawentura badała serca pacjentów. Na emeryturę odeszła w 1990 roku, ale i później jako wolontariuszka chodziła do szpitala pomagać przy chorych. Również w domu zakonnym opiekowała się starszymi siostrami.

– Urzekało mnie zawsze to, że siostra była skromna. Kiedy pytałyśmy ją, czy trzeba coś kupić, odpowiadała, że nie trzeba. Żyła skromnie, niedużo mówiła. Pomimo wieku i słabego wzroku nie rezygnowała z modlitwy, zawsze śledziła tekst – mówi s. Józefina, która spędziła w placówce w Świdnicy cztery lata.

Siostra M. Bonawentura od 65 lat jest wierna powołaniu. Jak świadczą elżbietanki, nadal kocha modlitwę, jest pogodna i czuje się dobrze w swojej wspólnocie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama