Nowy numer 46/2019 Archiwum

Smak macierzyństwa

O radościach i trudach bycia mamą opowiada Aurelia Kubinka, żona od 27 lat. Ma sześcioro dzieci, z czego jedno adoptowane i troje w niebie.

Aurelia poznała męża na studiach. Wyszła za Janusza, kiedy miała 31 lat. Już wtedy wiedziała, że będzie miała problemy z zajściem w ciążę. Pierwsze dziecko zmarło niestety miesiąc przed terminem porodu.

– Nie było wtedy żadnego wsparcia – ani psychologicznego, ani lekarskiego. Pamiętam, że położna przyszła mnie zapytać o samopoczucie. A ja byłam odrętwiała i zrozpaczona – straciłam syna i czułam, jakbym razem z nim umarła. Ten moment zaważył na moim życiu, a szczególnie na macierzyństwie. Kiedy pojawiło się drugie dziecko, byłam bardzo szczęśliwa i całkowicie skupiona na nim, a jednocześnie nadopiekuńcza i wylękniona – stwierdza Aurelia.

Żyła pochłonięta miłością do dziecka. To mąż zadbał o głęboką relację między nimi. – Pamiętam dwie rozmowy z Januszem. Pierwsza miała miejsce pół roku po śmierci pierwszego dziecka. Ja dużo płakałam i bardzo przeżywałam to, co się stało. Powiedział mi wtedy, że on też stracił syna. Bardzo mnie to poruszyło. Następna ważna rozmowa odbyła się, kiedy nasze drugie dziecko miała około dwóch lat. Brakowało nam czasu spędzonego tylko we dwoje. I dlatego postanowiliśmy zatrudnić nianię. Pani Danuta pomagała nam kilka godzin w tygodniu – wspomina początki rodzinnego życia.

Blaski i cienie macierzyństwa

W kolejnych latach małżeństwa pojawiło się jeszcze dwoje dzieci, jedno adoptowane.

– Sama byłam jedynaczką. Marzyłam o większej rodzinie. Jeszcze przed ślubem rozmawialiśmy z mężem o tym, że jeśli nie będziemy mogli mieć własnych dzieci, to zaadoptujemy je – wyznaje Aurelia.

W jej matczynym życiu było wiele momentów radości. Zanim dzieci poszły do szkoły, spędzała z nimi bardzo dużo czasu. Odkrywała, jakimi są ludźmi, dziwiła się, że tak bardzo się od siebie różnią. Jej syn ma silne poczucie sprawiedliwości i niezwykłą intuicję względem ludzi. Jedna z córek to intelektualistka ze zdolnościami artystycznymi. Druga jest wolnym ptakiem, pełnym radości życia.

Już w okresie wczesnego dzieciństwa Aurelia wiedziała, jakie mają talenty i słabości. Bardzo lubiła uczyć się razem z dziećmi. Czytali wspólnie wiele książek, niektóre po kilkanaście razy z rzędu. Razem z mężem opowiadali o przodkach, pokazywali albumy rodzinne, by pociechy znały przeszłość i miały świadomość swoich korzeni. Wielką radością dla całej rodziny były wspólne wyjazdy, głównie nad morze, w okolice Niechorza.

– Czas buntu przechodziły wszystkie. Mogłam się przekonać, że im większe dzieci, tym większe kłopoty. Ale prawdziwy egzamin z rodzicielstwa odbywa się właśnie wtedy, kiedy przychodzą problemy. Są sytuacje, kiedy trzeba towarzyszyć dziecku, wspierać je i dać odczuć, że jest się z nim pomimo popełnianych błędów. A są też takie chwile, w których jako rodzice słyszymy gorzkie słowa. Trzeba je przyjąć, przeczekać i liczyć na przebaczenie – stwierdza kochająca mama.

Czas próby

Janusz i Aurelia przede wszystkim chcieli nauczyć swoje dzieci samodzielnego myślenia i przyzwoitości. Żeby umiały obronić wyznawane wartości i stanąć po stronie pokrzywdzonego człowieka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama