Nowy numer 29/2019 Archiwum

Ma to we krwi

Ks. Paweł Pleśnierowicz jest kapłanem od 15 lat, honorowym dawcą – od 22. Nie wie, ile litrów oddał, po 18. przestał liczyć.

Miał 7 lat, a jego brat 12, kiedy po krótkiej chorobie osierociła ich mama. Pawła wychowywali babcia i dziadek. Kiedy miał 17 lat, pani Janina trafiła do szpitala. Konieczna była operacja, a podczas niej – krew. Nikt z rodziny nie mógł być dawcą. Paweł też nie mógł jej oddać, bo był niepełnoletni. Wtedy postanowił, że jak tylko skończy 18 lat, to odwdzięczy się tym, którzy uratowali babcię, i pójdzie oddać krew.

– Dopóki nam lub bliskim nie przydarzy się choroba czy wypadek, to postrzegamy krwiodawstwo jako coś dobrego, ale nie angażujemy się w nie. Natomiast kiedy sami potrzebujemy takiej pomocy, to najczęściej jesteśmy bezradni. Nie wiemy, co mamy zrobić, gdzie się zgłosić. Często od takiego wydarzenia zaczyna się przygoda z oddawaniem krwi – opisuje rzeczywistość kapłan.

Dlaczego przez tyle lat pozostał wierny krwiodawstwu? Jak sam mówi, oddawanie krwi wchodzi w krew.

– Mam świadomość tego, że dzięki poświęconemu czasowi – procedura poboru trwa od pół godziny do godziny – ratuję ludzkie życie. Robię coś dobrego, co tak naprawdę niewiele mnie kosztuje, bo skutkuje tylko lekkim osłabieniem organizmu. Wracam do obowiązków z poczuciem spełnienia i z radością – stwierdza ks. Paweł.

Zachęca innych

Był wikariuszem w parafiach w Kamieńcu Ząbkowickim, Świdnicy i Wałbrzychu. Wszędzie znalazły się osoby, z którymi można było założyć kluby honorowych dawców krwi. Zapraszali ekipy wyjazdowe wałbrzyskiej stacji krwiodawstwa i organizowali zbiórki w przeróżnych miejscach: remizie, parafii, wieży ratuszowej, gabinecie kosmetycznym itp.

– W 2012 roku błogosławiłem w Świdnicy ślub Arkadiusza Piecha. Przypadł mi z parafialnego „rozdzielnika”. Okazało się, że jego świadkiem jest Janusz Gol. Pomyślałem, że skoro są znani, to poproszę ich o oddanie krwi i promowanie krwiodawstwa. Obaj piłkarze się zgodzili. Podarowali też swoje koszulki, a Janek przyjechał na naszą pielgrzymkę do Wambierzyc – opowiada zasłużony krwiodawca.

Podczas rozmowy z ludźmi często patrzy na żyły. Pyta osobę, czy oddaje krew. Jeśli nie, to zachęca. Przede wszystkim ludzi młodych. – Namawiam młodzież przed osiemnastką, żeby zaczęła swoją dorosłość od czegoś dobrego. Kiedy odprawiam Msze św. za 18-latków i składam im życzenia, to mówię: „Jesteś pełnoletni, możesz już pół litra…”. W kościele jest konsternacja, a ja dopowiadam: „Możesz już oddać pół litra krwi” – uśmiecha się kapłan.

Niektórzy dorośli mają opory przed dzieleniem się krwią. Jedni boją się igły, inni tego, że później będą musieli robić to regularnie.

– Wystraszonym mówię, żeby się nie bali, bo igła jest gruba i duża. To często działa. Osobiście nigdy nie odczułem negatywnych skutków nieoddawania krwi. Miałem kilka dłuższych przerw, kiedy nie mogłem być krwiodawcą ze względów organizacyjnych lub zdrowotnych. Nie miałem żadnych krwotoków, nie czułem się źle ani nie byłem osłabiony – przyznaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL