Nowy numer 47/2020 Archiwum

Razem na koniec świata

O wędrówce dwóch młodych świdniczanek do grobu apostoła pisaliśmy już w poprzednim numerze. Teraz, kiedy dotarły na miejsce, zapytaliśmy je, co było w drodze najtrudniejsze.

Przypomnijmy, że Hania wyruszyła z Irun 26 czerwca, a 10 dni później w Santanderze dołączyła do niej Alina. Przemierzając wybrzeże Hiszpanii w drodze do Santiago de Compostela, dziewczyny pokonały razem ponad 530 km.

– Pamiętam, że pierwsze moje pytanie, kiedy się spotkałyśmy, by ustalić szczegóły pielgrzymki, dotyczyło porannego wstawania. Z przyzwyczajenia wstaję bardzo wcześnie i nie wiedziałam, czy Hania nie będzie miała nic przeciwko. Na szczęście pomysł jej się spodobał, więc w drodze wstawałyśmy przed wszystkimi i ruszałyśmy nieraz, zanim inni zaczęli się zbierać – wspomina z uśmiechem starsza z dziewczyn.

Pomagało też doświadczenie wyniesione z pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. – Dzień wcześniej przygotowywałyśmy jedzenie i pakowałyśmy część rzeczy, żeby jak najmniej rano przeszkadzać innym. Jesteśmy też przyzwyczajone do wędrowania bez względu na warunki atmosferyczne czy obciążenie, choć tym razem jest trochę trudniej, bo nasze plecaki ważą po około 10 kg, a na trasie jest dużo więcej wzniesień niż w drodze do Częstochowy – dodaje młodsza pątniczka.

To ona rozpoczęła Camino wcześniej, bo zależało jej na zobaczeniu najpiękniejszego fragmentu drogi, prowadzącego od Irun przez Zatokę Biskajską. – Nie czułam się przez ten czas samotna, bo ludzie, których spotykałam na drodze, byli niezwykle uprzejmi, uśmiechali się na mój widok, pozdrawiali i życzyli „buen Camino” – cieszy się.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama