Nowy numer 43/2020 Archiwum

Imperium małych piekieł

W ubiegłym roku Joanna Lamparska napisała książkę, w której pokazuje obóz wyzwolony 14 lutego 1945 r. i odkrywa tajemnicze laboratorium medyczne z czasów II wojny światowej.

Ks. Przemysław Pojasek: Zajęła się Pani tematyką obozu koncentracyjnego, który na dzisiejszym Dolnym Śląsku założyli Niemcy podczas II wojny światowej. Dlaczego właśnie ta problematyka Panią zainteresowała?

Joanna Lamparska: Z dwóch powodów. Po pierwsze, bo wciąż tak niewiele się mówi o obozie koncentracyjnym Gross-Rosen na Dolnym Śląsku. Tymczasem – jak wspominał osadzony tam Mieczysław Mołdawa – wszyscy więźniowie, którzy przybyli z transportami z Sachsenhausen, z Dachau albo też nieco później z Buchenwaldu i Auschwitz, nazywali swój poprzedni obóz „sanatorium” w porównaniu z Gross-Rosen. To miejsce było okrutną wykańczalnią, kamiennym piekłem, w którym zabijała nie tylko mordercza praca w kamieniołomach, ale też robiły to relacje pomiędzy osadzonymi. Poszczególne grupy więźniów oznaczane były trójkątami w różnych kolorach. Podczas gdy w innych obozach stanowiska funkcyjne przejmowali czerwoni, czyli więźniowie polityczni, w Gross-Rosen rządzili zieloni – kryminaliści i zawodowi przestępcy. Oni też mordowali współwięźniów z jawną aprobatą hitlerowców. A to całkowicie odbierało nadzieję. Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale w świadomości wielu ludzi Gross-Rosen zawsze pozostawał w cieniu Auschwitz. Prawie nikt też nie pamiętał, że właśnie w Gross-Rosen swoją „pracę” kontynuował po ucieczce z Auschwitz Josef Mengele, sadystyczny lekarz eksperymentujący na więźniach. W książce „Imperium małych piekieł” pokazane jest, jak Mengele podróżuje pomiędzy filiami Gross-Rosen (a takich podobozów było kilkadziesiąt) i nie zważając na to, że kończy się już wojna, przeprowadza selekcje. To od początku robiło na mnie ogromne wrażenie. Auschwitz zostało wyzwolone, III Rzesza jest bez szans, a ten psychopata wizytuje kolejne małe obozy. W końcu trafia do Sieniawki koło Bogatyni, gdzie również mieściła się jedna z filii Gross-Rosen. Jej więźniowie pracują przy montowaniu silników odrzutowych do samolotów, tutaj powstaje również izba położnicza, do której zwożone są ciężarne ze wszystkich filii. To miejsce badała od lat Łużycka Grupa Poszukiwawcza, i to właśnie jest drugi powód powstania mojej książki. Kilku poszukiwawczy pokazało mi bardzo dziwne pomieszczenia w podziemiach dawnych budynków na terenie obozu. Stały w nich stoły do sekcji zwłok, a także rodzaj „betonowych trumien”. Wybitni fachowcy, z którymi się konsultowałam, orzekli jednogłośnie: to sale do pobierania organów, być może do przeprowadzania eksperymentów. Mengele, ciężarne więźniarki, te straszne piwnice – postanowiłam pójść tym śladem.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama