Nowy numer 43/2020 Archiwum

Słowa mają moc

Opisują rzeczywistość, w której żyjemy, ale też tę rzeczywistość kreują. Boleśnie doświadczył tego bohater monodramu „Ja jestem Żyd z Wesela”.

Tekst sztuki, którą 8 marca w świdnickim teatrze zagra Zbigniew Waleryś, jest adaptacją opowiadania Romana Brandstaettera pod tym samym tytułem. Opisuje ona kulisy wydarzenia uwiecznionego w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego.

Głównym bohaterem jest Hirsz Singer, właściciel karczmy, w której odbywało się wesele. Historia spisana przez Wyspiańskiego była prawdziwa, a po premierze dramatu do karczmy zaczęli przyjeżdżać artyści z całego Krakowa. – Żona i córka, Pepa Singer, która jest pierwowzorem Racheli z „Wesela”, dawały im na kredyt alkohol i jedzenie. W pewnym momencie stwierdziły też, że przejdą na wiarę katolicką – opowiada o spektaklu aktor Zbigniew Waleryś. – Hirsz Singer postanowił wziąć rozwód z żoną, zostawić wszystko rodzinie i przenieść się do domu starców na Kazimierz w Krakowie. Ze sobą zabrał tylko Pismo Święte – dodaje.

– Tak do końca nie wiadomo, czy jest to fikcja literacka Romana Brandstaettera, czy też te wydarzenia rzeczywiście miały miejsce. Tajemnicę zabrała do grobu w 1957 r. Pepa Singer – mówi Zbigniew Waleryś, od kilku lat mieszkaniec Świdnicy. Pomimo tego, że od tych wydarzeń minęło przeszło sto lat, wnioski, jakie płyną z historii karczmarza z Bronowic Małych, są nadal aktualne. – Dla niego świat bohemy krakowskiej był zupełnie obcy. On chciał być wierny swojej religii – mówi pan Zbigniew. – Mnie najbardziej w tej sztuce interesuje właśnie to, na ile można ingerować w cudze życie i je upubliczniać – dodaje. Zbigniew Waleryś ceni sobie prywatność i nad czerwone dywany, ścianki czy udział w programach rozrywkowych stawia ciężką pracę i ciągły rozwój aktorskiego warsztatu.

W życiu zawodowym kieruje się maksymą, którą usłyszał od swojego profesora Igora Przegrodzkiego: „Kochaj teatr w sobie, nie siebie w teatrze”. Jest wierny tej zasadzie i chociaż jego kariera zawodowa rozkwitła dosyć późno, czuje się człowiekiem spełnionym. Zresztą nie tylko potrzeba zachowania prywatności i niezależności upodabnia go do głównego bohatera granego przez siebie monodramu. – Wyjeżdżając na emigrację, zabrałem ze sobą dwie pozycje: Pismo Święte i „Historię Teatru Świata” – wspomina aktor, opowiadając o czasach, kiedy pracował w Niemczech, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. – I to Pismo Święte jest ze mną cały czas, także w momentach, które są trudne. Myśli zapisane w Biblii pozwalają mi przetrwać pewne burze. To jest dla mnie bardzo ważne – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama