Nowy numer 29/2021 Archiwum

Słowa mają moc

Opisują rzeczywistość, w której żyjemy, ale też tę rzeczywistość kreują. Boleśnie doświadczył tego bohater monodramu „Ja jestem Żyd z Wesela”.

Jak twierdzi, wiara daje mu możliwość lepszego zrozumienia tego, co robi. Uczy go także pokory i chroni przed próżnością, na którą każdy artysta jest przecież narażony. Momentem przełomowym w jego życiu zawodowym była nagrodzona na wielu międzynarodowych festiwalach rola Dionizego, męża romskiej poetki Bronisławy Wajs, w filmie „Papusza”. Na potrzeby tej produkcji nauczył się języka romskiego, a także gry na harfie. Spędził również wiele czasu pośród społeczności cygańskiej. To była też rola, w której znowu losy granej przez niego postaci przeplatają się z jego własną biografią. – Kiedy okazało się, że zagram Dionizego, reżyserzy Joasia i Krzysiu Krauzowie, gdy opowiedziałem im historię mojego życia, emigracji i powrotów oraz corocznych przeprowadzek z rodziną, stwierdzili, że w zasadzie całe życie przygotowywałem się do tej roli – mówi Zbigniew Waleryś.

– Rzeczywiście lubię zmiany – dodaje. To właśnie potrzeba ciągłej zmiany doprowadziła go do decyzji o zamieszkaniu w Świdnicy. Urodzony w Wąsoszu na Dolnym Śląsku, całe młodzieńcze życie spędził w niedalekiej Górze. – Szukaliśmy z synem jakiegoś miejsca niezbyt dalekiego od naszej rodzinnej Góry. Wrocław jest zbyt dużym molochem. Padło właśnie na Świdnicę, ze względu na to, że jest to urocze, piękne miasto, które ma swój klimat – mówi Z. Waleryś, który na deskach świdnickiego teatru wystąpi po raz pierwszy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama