Nowy numer 44/2020 Archiwum

Sprowadził ich do siebie

Kiedy konstruktor spotka się z cieślą, mogą powstać piękne rzeczy. A jeśli na dodatek jeden z nich jest świętym, wtedy dzieją się cuda.

Łukasz po ukończeniu studiów na krakowskiej AGH wiedział, że trudno mu będzie znaleźć zatrudnienie w rodzinnej Wiśle, dlatego szukał pracy w całej Polsce.

Wreszcie kiedy odebrał telefon z informacją, że dostał pracę w Świdnicy, nie wiedział nawet, gdzie to jest. Myślał, że pojedzie tam tylko na chwilę, jednak został na dłużej. – Na studiach największe trudności miałem z rysunkiem technicznym, tzw. kreską. A zostałem przyjęty na stanowisko konstruktora – z uśmiechem opowiada Łukasz, od 12 lat mieszkaniec naszego miasta. Magda urodziła się w Parzycach pod Bolesławcem, studiowała w Wałbrzychu, później związała się zawodowo z Wrocławiem. Kiedy firma, w której była zatrudniona, otwierała w Świdnicy nowy oddział, uznała to za dobrą okazję na rozwój kariery. Przez pół roku dojeżdżała do pracy ze stolicy Dolnego Śląska. Marzenia o szybkim awansie legły w gruzach, kiedy okazało się, że firma kończy działalność w całym kraju. Zmieniła miejsce pracy, ale do Wrocławia już nie wróciła.

Oboje z perspektywy czasu widzą, że to patron ludzi pracy właśnie za sprawą pracy sprowadził ich do miasta, w którym mieli szansę się spotkać. – Dużo modliłam się do św. Józefa o dobrego męża. Później koleżanka poprawiła mnie, żebym modliła się o dobrego męża, ale dla siebie – z uśmiechem wspomina Magda. – Nie miałam żadnych oczekiwań. Modliłam się o męża, bo nie czułam powołania do życia w samotności czy zakonie. Chciałam tylko, żeby był wierzący – dodaje, przekonana, że w modlitwie doświadczyła prawdziwej miłości Boga i dzięki temu mogła otworzyć się na relacje z ludźmi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama