Nowy numer 43/2020 Archiwum

Miłość to jest ryzyko

To były czasy okrutne. Szerzył się terror, ludzie żyli w ciągłym lęku przed śmiercią. Kościoły nierzadko zamieniano na szpitale, a zapasy żywności szybko topniały. Jeśli ktoś nie zginął od ostrzałów, mógł umrzeć wyczerpany zakaźną chorobą. W takich czasach rodzą się święci. Zakochani w Zmartwychwstałym.

Pierwsza myśl, która się pojawia, gdy obserwuje się występ młodych aktorów: skąd ta siostra ich wytrzasnęła? Czy Kłodzko to zagłębie młodych katolików?

Czy medialne doniesienia, że młodzież obraziła się na Kościół, w tej części Polski są już nieaktualne? Ponad 40 nastolatków na scenie i dziesięć razy tyle na widowni. Pierwsi grają tak, że nieznający ich osobiście widz nie wie, czy Przemek to nadal Przemek, czy zakochany w Zosi Boguś, czy Emilka to ta uczennica z Chrobrego, czy już siostra Stanisława, czy Filip naprawdę jest partyzantem AK, a grającej sierotę dziewczynie naprawdę powiesił się ojciec. Widz jedno wie na pewno – bł. Julia ma twarz Marleny. Są prawdziwi, naturalni, odgrywają swoje role bez patosu i amatorskiej teatralności. Są sobą, ale jakby jednocześnie są Bogusiem, Zosią, partyzantem, sierotą, zakonnicą, świętą. Grają tak, że można im uwierzyć. Ci po drugiej stronie chyba wierzą. Przez dwie godziny siedzą skupieni. Zebrani w ramach szkolnych rekolekcji wielkopostnych, na pewno nie wszyscy przyszli tu z własnej woli. Może zahipnotyzowała ich wykonywana na żywo muzyka i piosenki, których melodie na długo pozostają w uszach, a może poczuli, że ich rówieśnicy nie ściemniają, lecz pokazują im prawdę.

– Teatr ma znaczenie wychowawcze. To jest młodzież niezwykle mądra, wrażliwa i twórcza. Dzięki tym zajęciom mogą zobaczyć, jak wiele potrafią, jak bardzo mocno mogą przekroczyć siebie. I ja to widzę, jak się rozwijają, jak odkrywają swoje wewnętrzne piękno – opowiada z przejęciem s. Benedykta Baumann OP. Teatr jest jej pasją. Wszędzie, gdzie przełożone poślą ją do pracy, zakłada kółka teatralne. To samo zrobiła, przychodząc trzy lata temu do Kłodzka. Tak powstała grupa teatralna Dzikie Koty przy I LO im. Chrobrego, gdzie s. Benedykta od trzech lat uczy religii. Reżyseruje, pisze scenariusze i teksty piosenek. Zaraża swoją pasją młodzież, która często jest zbuntowana przeciw Kościołowi. – Teatr jest dla mnie formą preewangelizacji. Przynajmniej połowa zespołu to osoby poszukujące czy wręcz niewierzące. Znaczna część obsady nie chodzi na religię. Ale na próby przychodzą zawsze. To jest czasem ich jedyny kontakt z Kościołem – mówi katechetka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama