Nowy numer 43/2020 Archiwum

Indywidualna przeprawa z krzyżem w ręku

Epidemia koronawirusa postawiła pod znakiem zapytania organizowane od kilku lat Ekstremalne Drogi Krzyżowe. Są jednak tacy, którzy nie wiedzą, czy nogi same ich nie poniosą.

Daniel od kilku lat uczestniczy w EDK, ale najbardziej pamięta tę pierwszą. – To było 7 kwietnia 2017 r., 23.30, od 2,5 godziny padał rzęsisty deszcz, 5 stopni powyżej zera. Cały przemoczony szedłem już 15. kilometr. Sam. Wąską ścieżką przez las.

Za oświetlenie służyła mi latarka na czole. Zobaczyłem dwoje świecących oczu przy ziemi. Minąłem je. Nagle na ścieżce za zakrętem pojawiły się trzy sarny, które zlękły się jak ja i w zamieszaniu nie wiedziały, w którą stronę uciekać. Pytałem siebie: Co ja tu robię? Po co wybrałem się na tę drogę? – wspomina Daniel. O Ekstremalnej Drodze Krzyżowej dowiedział się w 2016 r. od ks. Kamila Pawlika na spotkaniu formacyjnym Grupy Męskiej Świętego Józefa w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Bielawie. – Propozycja padła na żyzny grunt. Lubiliśmy góry i formowaliśmy się w męskim przeżywaniu wiary. Podjęliśmy wyzwanie stworzenia w Bielawie EDK. Wytyczyliśmy pierwszą trasę z Bielawy do Barda (ok. 45 km), którą nazwaliśmy imieniem św. Józefa. To miejsce wybraliśmy z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że 90 proc. trasy przebiega przez góry, z dala od cywilizacji, a po drugie, miejscem docelowym jest sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary – wymienia rozmówca. Zauważa, że nie była to łatwa wyprawa. W mieście panowała już prawie wiosna, a w górach było ponad 20 cm śniegu. Już po 3. stacji odpadło kilkadziesiąt osób. – Na mnie kryzys przyszedł dużo później. Po 30 km wędrówki nogi miały już prawo odmawiać posłuszeństwa, ale intencja dodawała mi sił – wspomina pierwszą ze swoich wypraw i podkreśla, że to był dopiero początek przygody z EDK.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama