Nowy numer 27/2020 Archiwum

Żyją w całkowitej wolności

Za najmłodszą siostrą krata zamknęła się kilka miesięcy temu. Tuż przed pandemią, która nasze życie niespodziewanie upodobniła do tego za klauzurą.

Kto może wiedzieć więcej o życiu w zamknięciu jak nie one – mniszki klaryski od Wieczystej Adoracji z Ząbkowic Śląskich. Siostry są jednak zaskoczone, kiedy proponuję im rozmowę.

Zgadzają się, ale dla zachowania bezpieczeństwa rozmawiamy telefonicznie. Po drugiej stronie słuchawki zasiada pięć sióstr. Nie znam ich osobiście – ich głosy trudno przyporządkować do imion. Niech będą zatem klaryskami z Ząbkowic. Im nawet to pasuje. To też dużo o nich mówi.

Uwiodłeś mnie, Panie

Gdy szuka się porównań między życiem ograniczonym przez skutki pandemii a życiem sióstr klauzurowych, rodzi się wątpliwość – przecież one same je sobie wybrały! Ale powołanie to nie kariera, którą planuje się tak, aby dała jak najwięcej korzyści. – Na początku jest pragnienie Pana Boga, które nas pociąga. Nasze powołanie to jest Jego inicjatywa. My tylko na nią odpowiadamy – mówi jedna z sióstr. Każda z nich odkrywała swoje powołanie inaczej, nie zawsze było ono zgodne z ich własnymi planami. Tak było w przypadku innej klaryski z Ząbkowic, której plan przewidywał dom pod lasem, gromadkę dzieci i życie w naturze przy boku kochającego męża. Bóg dał jej jednak czas oczyszczenia, dzięki któremu zrozumiała, że On przygotował dla niej inną drogę. – Zakończyłam tamtą znajomość, ale to nie znaczyło, że od razu pójdę do zakonu. Dopiero po dłuższym czasie rozeznałam, że to będzie życie zakonne, ale to Bóg musi mi wskazać konkretne miejsce, bo ja sama z własnej woli nie zamknę się za żadną klauzurą. Kiedy już dostałam odpowiedź, że to będzie zakon klauzurowy, powiedziałam krótko: „Zamknij mnie. Ale tak dobrze, żebym Ci nie uciekła” – opowiada mniszka, przekonana, że nie wystarczy tylko zgodzić się na wolę Bożą, trzeba ją jeszcze pokochać.

Zaakceptowanie życia w zamknięciu, nawet tymczasowym, może być trudne, a pokochanie go wydaje się szaleństwem. Ale w każdym szaleństwie jest metoda. – Moje doświadczenie jest takie, że Bóg dał mi konkretnie te siostry, tę wspólnotę i nic lepszego nie mogło mi się w życiu przytrafić. Pan dał wam teraz ten czas z rodziną w domu i nic lepszego nie mogło się wam przydarzyć. Charyzmatem klarysek jest dziękczynienie. Warto w życiu dużo dziękować za konkretne rzeczy, np. za to, że dzięki temu mogę więcej czasu przebywać z najbliższymi – dopowiada kolejna mniszka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama