GN 42/2020 Archiwum

Stoję wobec tajemnicy

Tak o swojej nowej posłudze opowiada nam o. Samuel Pacholski OSPPE. Nowy przeor Jasnej Góry oficjalnie rozpoczął swoją posługę we wtorek 26 maja. Złożył uroczyste ślubowanie na Biblię i przejął pieczęcie klasztoru.

Kamil Gąszowski: Gratuluję nominacji na przeora Jasnej Góry!

o. Samuel Pacholski: Niektórzy mnie pytają, czy byłem bardzo zaskoczony tą decyzją ojca generała. Oczywiście, że tak, ale nie mniej niż 8 lat temu, kiedy będąc pod żaglami na Mazurach, dostałem telefon z zapytaniem, czy zgodzę się być przełożonym i proboszczem w Świdnicy. Przyznam, że wtedy byłem zdumiony bardziej niż teraz. Od dzieciństwa wiem, gdzie leży Częstochowa, natomiast o Świdnicy nie miałem bladego pojęcia.

Jakie miał Ojciec obawy, przyjmując wybór sprzed 8 lat?

Chyba się nie bałem. Było to dla mnie intrygujące, jak to jest być przełożonym, a także jakie to jest miasto i parafia. Mam doświadczenie, że jak się odmawia, rodzi się wątpliwość, czy to, co będę robił, będzie zgodne z wolą Pana Boga. Miałem w życiu taki epizod, że odmówiłem kontynuowania studiów zagranicznych świadomy, że bardziej nadaję się do duszpasterstwa. Z perspektywy czasu stwierdzam, że się nie myliłem. Niemniej pozostaje zadra, że poszedłem za swoją myślą. W przypadku propozycji pójścia do Świdnicy nie chciałem kalkulować. Po 6 latach pobytu w tym mieście mogę śmiało powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja.

Pierwsze wspomnienia ze Świdnicy?

Jak zobaczyłem starówkę, katedrę i nasz kościół parafialny, to pomyślałem sobie – piękne miejsce. Naprawdę piękne miejsce na pracę duszpasterską. Byłem podekscytowany i duchowo poruszony. Chciałem zobaczyć i posmakować, co Pan Bóg mi tu przygotował.

Czego Ojciec nauczył się w Świdnicy? Czy to pierwsze doświadczenie bycia przeorem pomoże Ojcu w pracy na Jasnej Górze?

Pierwsza rzecz to budowanie wspólnoty klasztornej. Ważne jest to, żebyśmy mieli dobre relacje. Mniej więcej po roku obecności w Świdnicy pojechaliśmy wszyscy na rekolekcje do Rzymu. To nas bardzo mocno połączyło. Dbałem też o to, żeby nikt nie czuł się osamotniony w tym nowym miejscu. To było ważne, bo budziło zapał i gotowość do rzucania różnych pomysłów – bardziej trafnych, mniej trafnych i całkiem głupich. Ale z tej burzy mózgów najpierw w Roku Wiary zaczęliśmy raz w tygodniu głosić katechezy dla dorosłych. A później przyszedł pomysł, żeby zrobić katechezy neokatechumenalne.

Nie ukrywa Ojciec swojego przywiązania do nowych ruchów w Kościele, jak Droga Neokatechumenalna czy Spotkania Małżeńskie.

Dostałem gratulacje od katechistów mojej wspólnoty w Częstochowie. Zapytali, czy nadal chcę być we wspólnocie. Powiedziałem: „Droga” (Neokatechumenat - przyp. red.) uratowała mi życie i kapłaństwo – nie będę się odcinał od źródeł życia. Trudniej może być ze Spotkaniami Małżeńskimi. Ostatni raz na rekolekcjach „Spotkań” byłem w lutym w Ząbkowicach Śląskich, z odpowiedzialnymi diecezjalnymi ze Świdnicy. Obiecałem im, że raz w roku będę chciał być z nimi. Nie wiem, czy będę mógł potwierdzić tę obietnicę w nowych warunkach.

Czego nauczył się Ojciec, będąc we wspólnotach?

Bycie wśród świeckich jako jeden z nich, jako równy, nauczyło mnie tego, żeby ich doceniać. Nie tylko w dziedzinie zawodowej, którą reprezentują, ale też w otwartości na to, co mówi Pan Bóg przez słowo, przez propozycje pastoralne, przez znajomość życia. To jest dla mnie bogactwo. Na świeckich od dłuższego czasu patrzę jak na partnerów. Dzięki temu, że jestem we wspólnocie, wiem, że pasterz jest także owcą. Bo i Chrystus jest Barankiem, a ja jestem baranem (śmiech). Jeżeli Chrystus postawił mnie jako pierwszego barana, to idą za mną inni, ale ja muszę iść za Chrystusem. A czasem muszę się dać wyprzedzić tym, którzy w pewnych dziedzinach są bieglejsi ode mnie. To samo dotyczy przeora. Muszę zaufać ludziom kompetentnym w różnych dziedzinach życia kościelnego i pozakościelnego.

Kogo będzie miał Ojciec do pomocy, sprawując tę funkcję?

Za poszczególne działy są odpowiedzialni trzej podprzeorowie, a także kustosz, który dba o duszpasterstwo, i administrator troszczący się o dziedzictwo materialne i historyczne, o inwestycje budowlane i konserwatorskie. Do pomocy mam także kustosza zabytków, dbającego o muzea jasnogórskie. Jest również kilku dyrektorów, którzy troszczą się o bazę hotelowo-gastronomiczną, i przewodników po sanktuarium, jasnogórskie media (radio i biuro prasowe), poradnię psychologiczną, punkt medyczny oraz sklepy z ofertą wydawniczą i dewocjonaliami, bibliotekę i archiwum.

Jakie decyzje czekają Ojca w najbliższym czasie?

Najpierw będą to decyzje personalne. Ze zmianą przeora wiążą się zmiany personalne, na niższych szczeblach.

Klasztor jasnogórski liczy obecnie 97 paulinów. Czy jest możliwe w takim licznym gronie tworzyć relacje, o których mówił Ojciec wcześniej?

Radzimy sobie, jak możemy, oczywiście to nie jest proste. Przeor w pierwszej kolejności ma być dla braci. Przyjmuje ich, rozwiązuje ich problemy, jest tym, który przekazuje konieczne środki, organizuje pomoc medyczną. W tej chwili trwa remont generalny hospicjum, które będzie skrzydłem klasztoru dla ojców braci i w podeszłych latach, obłożnie chorych, nie tylko z Jasne Góry, ale też z innych placówek w Polsce i na świecie. To będzie część wyposażona w ambulatorium, z windą dostosowaną do transportu chorych. Zagadnień i spraw do załatwienia jest naprawdę wiele. Jako wspólnota każdego dnia gromadzimy się cztery razy dziennie na wspólnych modlitwach. Obecnie mamy też adorację i Różaniec o 20.30, który kończy się Apelem Jasnogórskim. Spotykamy się także trzy razy dziennie na wspólnym posiłku. Wreszcie, co miesiąc, są organizowanie kapituły domu i dni skupienia. To są zasadniczo te wydarzenia, w których muszą uczestniczyć wszyscy. Po za tym mamy też wspólne sale, gdzie można w kilkanaście osób oglądać telewizję, porozmawiać, napić się kawy.

Zaraz po ogłoszeniu nominacji, słuchając Ojca wypowiedzi, odniosłem wrażenie, że będzie Ojciec miał odwagę pewne rzeczy robić po swojemu.

Mój poprzednik, czyli o. Marian Waligóra, którzy kończy 6-letnią kadencję, jest na Jasnej Górze 25 lat. Zna więc to miejsce jak własną kieszeń. To jest jednocześnie atut i ograniczenie. Atut, bo nie musiał się uczyć tak szybko jak ja, ale też ograniczenie, bo wchodzi się w pewne schematy. Myślę, że to, co dla niego było atutem, stanowiło zarówno ograniczenie. Dla mnie atutem będzie to, że mogę na te rzeczy spojrzeć w nowy, nieschematyczny sposób. Mogę zaproponować nową optykę. Od przeora wymaga się pewnej inicjatywy, pomysłów, sposobów rozwiązania różnych spraw. Mam niemałe doświadczenie z innych placówek: Warszawa, Toruń, Świdnica. Będę też miał wielu (na razie nie zdradzę kogo), młodych kreatywnych współpracowników.

Był Ojciec pomysłodawcą ustanowienia sanktuarium św. Józefa w Świdnicy, a teraz przyjdzie Ojcu być przeorem w sanktuarium Matki Boskiej Jasnogórskiej…

Ten pomysł podpowiedział mi o. Bogdan Waliczek, za co jestem mu wdzięczny. Jak widać ważne, żeby mieć dobrych współpracowników.

On był przeorem Jasnej Góry wcześniej, zanim przyszedł do Świdnicy…

Jakoś przecieramy te szlaki w różnej kolejności. On w moim wieku kończył przeorstwo, ja w tym wieku zaczynam. Korzystam z jego doświadczenia i często telefonujemy do siebie. O. Bogdan to zakonnik o wielkim sercu i równie wielkiej charyzmie. Cieszę się, że mamy przyjacielską relację.

 W Świdnicy razem z Ojcem od samego początku pracował także o. Piotr Łoza, który niedawno zostało definitorem. Będziecie ściślej ze sobą współpracować?

Formalnie nie tak ścisłe jak w Świdnicy. Tam byłem przeorem i proboszczem, on był moim wikarym i podwładnym. Teraz należy do Rady ojca generała. Choć mieszka na Jasnej Górze jest członkiem odrębnej wspólnoty, której bezpośrednim przełożonym jest generał paulinów. W Definitorium (taką nazwę nosi to gremium) o. Piotr jest odpowiedzialny m.in. za formację nowicjacką i seminaryjną, a także poseminaryjną, studia specjalistyczne i podyplomowe. Nigdy nie ukrywałem, że to właśnie Piotr mnie zainspirował do otwarcia Drogi Neokatechumenalnej w Świdnicy, za co jestem mu wdzięczny. Na ten moment działamy niezależnie, a nasze współdziałanie ma nie tyle charakter formalny, co koleżeński, wynikający z relacji przyjacielskich.

Kim jest dla Ojca św. Józef?

Józef to jest człowiek, który stanął wobec tajemnicy, jaką stanowiła Jego Małżonka. Maryja pozostawała dla niego tajemnicą, która na początku go nie tylko frapowała, ale w pewien sposób także boleśnie dotykała – myślę oczywiście o Jej Bożym macierzyństwie. Chcę zaczerpnąć z tej postawy, bo także stoję wobec tajemnicy. Nie tylko Matki Bożej, ale też tego miejsca, które mnie fascynuje, ale które będzie mnie bolało i kosztowało. Z okna mojej celi widać dwunastą stację Drogi Krzyżowej – Pan Jezus umiera na krzyżu. Kiedy pierwszy raz wyjrzałem przez to okno, pomyślałem, że już wiem, co mnie tu czeka. Oczywiście przez ostatnie dwa lata wielkiego umierania nie było, ale jeśli jest znak, to musi i być wypełnienie znaku. Wszyscy oczywiście mamy to samo powołanie do oddawania życia, wszyscy jesteśmy do tego wezwani. Teraz widzę, że bycie przeorem będzie dla mnie takim intensywnym i pełniejszym oddawaniem życia. Być może niektórym się wydaje, że najtrudniej jest zostać przeorem Jasnej Góry. Ja myślę, że znacznie trudniej będzie wypełniać obowiązki wobec wspólnoty paulinów, pielgrzymów i Kościoła w Polsce. Okres miodowy przeora kończy się bardzo szybko, mój być może już się skończył. Na razie są gratulacje, wywiady, telewizja, uśmiechy, „pierwsze miejsca w synagogach i za stołem”. Za chwilę przyjdzie szara, trudna rzeczywistość i samotność stanięcia wobec wielu problemów.

Problemem mogą być np. grupy odwiedzające Jasną Górę, których zachowanie stoi w sprzeczności z duchem chrześcijańskim… 

Nie wyobrażam sobie, aby tylko jedna grupa polityczna czy światopoglądowa zawłaszczyła sobie Jasną Górę. Kościół jest powszechny – nie należy do narodowców, kiboli czy jednej partii politycznej. Jasna Góra jest dla wszystkich i nie możemy jednych przyjmować i faworyzować, a innym arbitralnie odmawiać obecności w tym świętym miejscu. Być może nadszedł czas, aby spisywać formalną umowę z organizatorami wszystkich pielgrzymek i spotkań, w której, jako gospodarze miejsca, jasno określimy prawa i obowiązki po stronie klasztoru i organizatora pielgrzymki.

Mimo wszystko Jasna Góra jest bodajże jedynym miejscem w Polsce, gdzie różne grupy społeczne, ludzie o różnych poglądach i wrażliwościach mogą się spotkać.

To prawda. Dlatego nie chcemy odmawiać możliwości pobytu komukolwiek. Poza oczywiście skrajnymi grupami antykatolickimi czy antyklerykalnymi. W takich przypadkach należałoby się liczyć z możliwością prowokacji. Nigdy nie pytamy indywidualnych pielgrzymów jaki reprezentują światopogląd, jakiego są wyznania. Jednak w przypadku grup zorganizowanych mamy prawo wymagać konkretnych postaw. W tym sensie Jasna Góra jest dla wszystkich indywidualnych pielgrzymów, natomiast na pewno nie jest dla wszystkich zorganizowanych grup. Bo nie można potencjalnie wykluczyć obecności grupy, która organizują się pod hasłami antykatolickimi np. popierającymi aborcję, LGBT. To oczywiste, że na wstęp takich grup się nie zgodzimy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama