Nowy numer 30/2021 Archiwum

Mąż i żona. Posoleni

Oni dobrze wiedzą, co to znaczy zgotować sobie piekło na ziemi. Na szczęście znają też smak spotkania żywego Boga, który jednym słowem potrafi czynić wszystko nowe.

Tak wygląda piekło

Po każdym kroku, który wykonali w stronę naprawienia swoich relacji, następowały dwa kroki do tyłu. Ich życie waliło się jak domek z kart. – Rzeczywistość bez Boga jest nie do zniesienia, ale my wtedy tego nie rozumieliśmy. Jeśli piekło wygląda tak jak te pierwsze lata naszego małżeństwa, to musi to być coś okropnego. Nikomu tego nie życzę – dodaje. Mirek uciekał w swój bezpieczny świat muzyki, a Monika, czując się coraz bardziej bezradna i wściekła, zupełnie nie widziała sensu życia. Zaczęła pogrążać się w alkoholu, jodze, bioenergoterapii i praktykach okultystycznych. Nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, Mirek wspierał ją, widząc u niej pozytywne zmiany. – Wyciszyła się, stała się pogodniejsza i łagodniejsza. Kibicowałem jej, bo w końcu nasza walka trochę zelżała – wspomina Mirek.

To w tym czasie, po 14 latach przerwy, poczęło się ich drugie dziecko. Na zewnątrz mogło więc wyglądać, że wszystko idzie ku dobremu, ale Mirkowi co chwilę zapalało się światło ostrzegawcze. Żyli w ciemności, ale im większa ciemność, tym każdy, nawet najmniejszy promyk światła daje nadzieję. – Zacząłem czuć się jak w domu wariatów. W pewnym momencie, do dziś nie mam pojęcia skąd się to wzięło, stwierdziłem, że chcę być w Kościele – dodaje. Odczuł przynaglenie, żeby pojechać na Kongres Eucharystyczny do Gniezna. Trafił na rozważania Drogi Krzyżowej, a to, co tam usłyszał, wbiło go w ziemię. – Nie umiałem się wtedy dogadać z córką. Ona była zbuntowaną nastolatką, ja też czułem się jeszcze nastolatkiem. Nie wiedziałem, o czym mam z nią rozmawiać. Wychowałem się bez ojca, więc nie miałem żadnego punktu odniesienia, a w tych rozważaniach dostałem gotowe odpowiedzi na moje pytania. Byłem w szoku – wspomina Mirek. Ocknął się, kiedy świeczka, którą trzymał, zaczęła mu przypalać dłoń. Ludzie stojący z boku byli zdziwieni, widząc dorosłego faceta zalanego łzami i ściekającym na posadzkę woskiem.

Wrócił do domu odmieniony, jakby ktoś podarował mu nowe serce. Wiedział, że od teraz chce żyć blisko Boga, przeczuwał też, że to, czym zajmuje się jego żona, na pewno nie pochodzi od Niego. Później pojechał na pielgrzymkę do Medjugorja, gdzie zrozumiał, że Monika wdepnęła po uszy w ogromne niebezpieczeństwo. Kiedy wrócił, chciał jej o tym powiedzieć, ale ona nie chciała słuchać, uważała, że w tym, co robi, nie ma nic złego. Nie potrafili ze sobą rozmawiać, więc Mirek odpuścił. Po kilku dniach na znak zgody Monika, chcąc ocieplić relacje, założyła sobie medalik św. Benedykta, który przywiózł jej w prezencie.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama