Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020 Archiwum

Małe życie

Kiedy w zeszłym roku decydowali się, żeby wybudować pomnik Dziecka Utraconego, nie zdawali sobie jeszcze sprawy z ogromu prac, który ich czeka. Po drodze wydarzyło się coś, co tylko utwierdziło ich w przekonaniu jak bardzo jest on potrzebny.

Mając wewnętrzne przekonanie, że muszą się tym zająć, w poprzednie wakacje rozpoczęli przygotowania do budowy pomnika. Zawiązali komitet, do którego zgłosiło się ok. 10 osób mogących wesprzeć ich swoim doświadczeniem i pomysłami.

To był wrzesień. W listopadzie okazało się, że ich dziecko, które Justyna nosiła pod sercem, od kilku tygodni się nie rozwija. – Jeszcze poprzedniego dnia mówiłam, że nie będę gotowała na święta, bo będę miała duży brzuch, a dzień później okazało się, że to dziecko nie żyje – wspomina Justyna.

Oboje musieli sobie z tym poradzić. Justyna miała żal do Boga. Na poziomie intelektualnym potrafiła sobie to wytłumaczyć, ale emocjonalnie musiało minąć więcej czasu, aby pogodzić się z tą stratą. Na pewno pomogło to, że mogli pochować swoje dziecko. Aby to zrobić, należy najpierw zlecić badania genetyczne, które określą płeć, co jest niezbędne do wydania aktu urodzenia martwego dziecka. Wszystkimi formalnościami zajmował się Paweł. On również mierzył się z pytaniami do Boga, ale po czasie ułożył to sobie w głowie. – W tym ułomnym świecie Bóg, który jest miłością, jakoś nas przygotował do tego. Niektórzy na podjęcie decyzji i poznanie procedur mają tylko chwilę, my przez trzy miesiące mieliśmy okazję dobrze je poznać – mówi Paweł.

A Justyna dodaje: – Pomimo prób wmówienia nam, że to jeszcze nie jest dziecko, polskie prawo traktuje każde dziecko bez względu na tydzień ciąży jako człowieka – obywatela, którego mamy prawo pochować. Oboje są przekonani, że o swojej stracie trzeba mówić. Dla nich naturalne było, że jeśli o radości z oczekiwania na narodziny kolejnego dziecka podzielili się z bliskimi, to teraz nie mogą udawać, że nic się nie stało. A kiedy zaczęli dzielić się swoim bólem, okazało się, że ten problem dotyczy wielu osób. – Dopóki samemu nie zacznie się o tym mówić, to może się wydawać, że jest się jednym z nielicznych. Tego tematu nie ma w przestrzeni publicznej, a dotyczy on prawie każdej rodziny. Zaskoczeniem dla mnie było, kiedy lekarz zapytał mnie, czy wśród najbliższych były poronienia. Gdy zadzwoniłam do mojej mamy, okazało się, że wie aż o trzech stratach w bliskiej rodzinie – mówi Justyna.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama