Nowy numer 2/2021 Archiwum

Skąd się biorą dzieci?

Świat nam się komplikuje, więc i odpowiedź na to z pozoru proste pytanie staje się coraz bardziej skomplikowana. Zatem to, co kiedyś można było uważać za zbyt infantylne, dziś jest najlepszą odpowiedzią: z miłości.

Edyta nie ocenia, nie wydaje pochopnych sądów, nie oskarża, raczej podchodzi z wyrozumiałością. I wdzięcznością. – Dzięki kobiecie, która urodziła to dziecko, ja mogę być mamą.

Nie chciała go, ale nie zabiła i dzięki temu mogę być szczęśliwa. Mam do kogo się przytulić, kogo kochać, mam nawet z kim słownie powalczyć – uśmiecha się.

6 kilogramów szczęścia

W domu Edyty mówiło się, że jeśli jakieś dziecko jest niespokojne, to trzeba je dać Edycie i zaraz będzie spało. Wychowała się w wielodzietnej rodzinie. Dzieci w domu zawsze było dużo, a ona uwielbiała się nimi zajmować. Od razu po ślubie pragnęła powiększyć rodzinę, wiedziała, że rodzina jest wtedy, kiedy są dzieci. Ale szybko okazało się, że wspólnych dzieci z mężem mieć nie mogą. – To był psikus Pana Boga, ale też na początku przeżywałam duży ból. Było we mnie takie pytanie: „Panie Boże, ja, która kocham wszystkie dzieci, dlaczego nie mogę mieć własnych?”. Bóg dał mi odpowiedź: „Właśnie dlatego, że kochasz wszystkie” – mówi Edyta, która od 21 lat jest szczęśliwą mamą.

Mimo że lekarz na początku proponował im zapłodnienie metodą in vitro, nie brali tego w ogóle pod uwagę. Nie żeby byli wtedy jakoś specjalnie wierzący albo mieli szczegółową wiedzę na ten temat. Edyta uważa, że poczucie moralności wynieśli z domów rodzinnych. To wystarczyło. Chociaż w tamtym czasie była zbuntowana, wiedziała, że są takie granice, których przekraczać nie można. Wiedziała, że jest Bóg, który ten świat stworzył ze swoimi prawami i nad tym światem panuje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama