Nowy numer 8/2021 Archiwum

Znaleźli swoją ziemię obiecaną

Dla osiągnięcia pełni szczęścia, cokolwiek to znaczy, byli gotowi wyjechać na drugi koniec świata. Ale jeśli szczerze się szuka, na końcu zawsze odnajdzie się Boga. A On jest przecież tak blisko…

Edyta i Irek chcieli coś zmienić w swoim życiu. Sami nie wiedzieli dokładnie co, na pierwszy rzut oka mieli bowiem wszystko – szczęśliwą kochającą się rodzinę, zdrowe dzieci, własne mieszkanie, samochód. Kiedy Edyta pojechała na trzy tygodnie w odwiedziny do brata do Stanów Zjednoczonych, zachwyciła się tym światem.

Razem uznali, że chcą tam zamieszkać, bo to jest miejsce, gdzie na pewno znajdą to, czego tak bardzo pragnęli. Irek pojechał pierwszy, aby przetrzeć rodzinie szlaki. Bez problemu dostał wizę, początek zapowiadał się więc obiecująco. Jednak przez pół roku nie mógł znaleźć pracy, zobaczył też, że nie jest tam wcale tak kolorowo.

Po raz pierwszy rozstali się na tak długo. Edyta została na miejscu sama z dziećmi, przytłaczała ją samotność, pojawiły się problemy finansowe, dodatkowo odczuwała jakąś nieopisaną pustkę. – Wszystko się skumulowało. Trudno mi to nazwać, szukałam czegoś, sama nie wiem czego. Z perspektywy czasu myślę, że życie bez Pana Boga powodowało, że chociaż nie wiem, ile byśmy mieli, to chcieliśmy mieć jeszcze więcej, a przecież niczego nam nie brakowało. Kiedy Irek wyjechał, po raz pierwszy poprosiłam Pana Boga, żeby coś z tym zrobił. Cieszę się, że wiedziałam, do kogo się zwrócić – wspomina Edyta. Z dala od rodziny i w zderzeniu z zupełnie innym stylem życia Irek był pewny, że ich wielki plan nie ma szans powodzenia. – My chyba takiego życia nie chcieliśmy – mówi. Kiedy okazało się, że emigracyjne plany się nie powiodą, zadawali sobie pytanie: „co teraz?”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama