Nowy numer 20/2022 Archiwum

Kochane życie

Zakochanie to podobno jedynie pierwszy etap miłości. To wielkie uczucie, które z biegiem czasu ustępuje miejsca różnym życiowym problemom. Wystarczy jednak pobyć przez chwilę z małżonkami, którzy złote gody mają już dawno za sobą, a nadal są w sobie zakochani, aby zrozumieć, jak doskonały plan miał Bóg na życie człowieka.

Wygrali życie i wygrali swoje małżeństwo. Taka myśl przychodzi do głowy, gdy patrzy się na państwa Krystynę i Władysława Wajdów oraz Dorotę i Antoniego Dżoniów. Nie wygrali go na loterii, gdzie kupony rozdaje ślepy los. Wygrali je, bo odkryli, że do sumy własnych charakterów, planów, oczekiwań należy dodać jeszcze jeden element – Boga. A wtedy rezultatem jest miłość. Wielka, nieskończona miłość do końca życia, a wiara podpowiada nam, że na zawsze.

Zakochani po uszy

Pan Władysław zniecierpliwiony wygląda przez okno. Mógłby usiąść i włączyć telewizor – duży i nowoczesny stoi w rogu pokoju, dostali go od zięcia. Ale w telewizji nuda, inaczej niż za oknem. Widok dobrze znany, ale nie o widoki tu chodzi, tylko o tęsknotę. Patrzy i czeka. Córka wytłumaczyła mu, że nie wszedłby ze swoją żoną do przychodni, w czasie epidemii nie ma co robić niepotrzebnego tłumu. W końcu są. Córka nie zdążyła jeszcze zaparkować, a on już biegnie, żeby pomóc żonie wyjść z samochodu. Udało się? Chwila niepewności. Udało. Napięcie spadło. Znów są razem, a minęła przecież tylko chwila. – Wczoraj na zastrzyk pojechała, wróciła, pocałowałem i już wszystko gra – mówi pan Władysław.

Trudno sobie wyobrazić, co mógł przeżywać, kiedy pani Krystyna, jego żona, leżała w szpitalu. Trafiała tam wielokrotnie. Od prawie 40 lat zmaga się z cukrzycą typu I, a od 20 lat choruje na przewlekłą białaczkę limfatyczną. Dwa lata temu choroba znów się uaktywniła. Co miesiąc 2 tygodnie spędzała w szpitalu, przez rok przetoczono jej 18 jednostek krwi. Pan Władysław był u niej trzy razy dziennie, a kiedy wracał do domu, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Nie inaczej było, kiedy to on leżał w szpitalu, a ona dojeżdżała do niego codziennie aż do Polanicy-Zdroju. – To jej wina – pan Władysław wskazuje na żonę. – To moja wina, że choruję? – pani Krysia udaje oburzoną. On zaprzecza, ale ona nie daje za wygraną. – To twoja wina, że cię kocham aż tak – wyjaśnia z rozbrajającą szczerością jej mąż.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama