Nowy numer 14/2021 Archiwum

Najstarszy ksiądz w diecezji

Właśnie skończył 91 lat. Przez 40 lat był proboszczem w Ołdrzychowicach Kłodzkich. Niedawno przeniósł się do miasta, w którym kilkadziesiąt lat wcześniej uczył się w liceum.

Ksiądz Stanisław Franczak urodził się 12 lutego 1930 r. w Skawicy. Rodzice Marianna i Józef mieli czworo dzieci – córkę Stefanię i trzech synów: Franciszka, Edwarda i najmłodszego Stanisława.

– Mieliśmy swoje gospodarstwo, ale niewiele tego było, tylko takie sznitki [niewielkie części, dosł. kromki chleba – przyp. red.] – wspomina ks. Stanisław.

Opowiada też o tym, jak wyglądały wówczas praktyki religijne i jego droga do bycia ministrantem. – Ministrantury uczyłem się jeszcze jako dziecko w rodzinnej Skawicy, ale nie pchałem się do ołtarza w kościele parafialnym w Zawoi, do którego co niedzielę chodziliśmy boso 7 km. Pierwszy raz stanąłem przy ołtarzu na uroczystym zakończeniu roku szkolnego. Stałem w szeregach z innymi, mój katecheta podszedł do mnie i wyciągnął na środek. Kazał mi z takim starszym 70-letnim panem kościelnym służyć i odmawiać po łacinie stosowne modlitwy. Pamiętam, że jak przenosiłem mszał po pierwszej lekcji, to wchodząc po schodach, potknąłem się i poleciałem na mensę. Na szczęście nie przewróciłem się, ale już Mszę miałem z głowy. Gdy po wojnie ks. Józefowi Balonowi udało się przy pomocy swoich parafian dokończyć budowę świątyni w Skawicy, podzielono parafię, by wszyscy mogli się pomieścić. Tam już odważnie zgłosiłem się na ministranta – dodaje.

Wybierając szkołę średnią, po raz pierwszy trafił do Świdnicy. Przyciągnął go tu język francuski, którego nie mógł się uczyć w swojej okolicy. Wybór padł więc na Liceum Ogólnokształcące im. Jana Kasprowicza. Tutaj zdał też egzamin maturalny i postanowił wstąpić do seminarium. – Miałem pójść do krakowskiego seminarium, ale kandydatów było tak dużo, że przebierano w nich jak w ulęgałkach. Dlatego zdecydowałem się na WSD wrocławskie. O świadectwo moralności poprosiłem proboszcza z rodzinnej parafii, ale zastrzegłem, by nikomu o mojej decyzji nie mówił. W czasie wakacji i innych przyjazdów do Skawicy nie od razu nosiłem też sutannę, chociaż obłóczeni byliśmy już na pierwszym roku. Bałem się, że jak zrezygnuję, to ludzie potem będą krzywo patrzeć – przyznaje się ks. Franczak.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama