Nowy numer 18/2021 Archiwum

Miejsce, z którego widać niebo 

Czesława przez wiele lat żywiła w sercu niewypowiedzianą wdzięczność. Jednak niewyrażona, jakby uśpiona, na niewiele się zdała. Teraz już wie, że wypowiedziana wdzięczność czyni cuda i jest początkiem nawrócenia.

Od zawsze pragnęła być aktorką. Była zakochana w teatrze, ale jej pierwszą miłością był narzeczony, a on postawił sprawę jasno: albo on, albo teatr. Małżeństwem są już 43 lata i ani razu nie żałowała swojej decyzji.

Do teatru i tak w końcu trafiła, amatorskiego co prawda, ale amator to ten, który kocha. A ona kocha nie tylko swojego męża i teatr, kocha przede wszystkim Boga, który stanął na jej drodze i objawił się jako największa Miłość.

Przez Maryję do Jezusa

Czesława widzi, że wszystko w jej życiu miało jakiś sens. Wszystko prowadziło do tego miejsca, w którym jest teraz, a jest to miejsce, z którego widać niebo. Również cierpienie i ból miały swój sens, z dzisiejszej perspektywy największy i najcenniejszy.

Nie zawsze tak było. Pochłonięta życiem i pracą przez 30 lat nie potrafiła znaleźć czasu, aby podziękować Maryi za dar życia swojej córki. Jest przekonana o Jej pomocy, bo chociaż poród zapowiadał się bez komplikacji, położna pomiędzy kolejnymi skurczami przestała wyczuwać tętno dziecka. Mimo że na sali były tylko kobiety i Czesława dobrze o tym wiedziała, usłyszała męski głos: „Oddaj mi ją”. Zaczęła modlić się do Maryi tak, jak umiała. Po dłuższej chwili usłyszała płacz dziecka. Dopiero później, gdy za radą mamy pobłogosławiła znakiem krzyża swoje dziecko, dostrzegła na szyi sine pręgi po pępowinie i zrozumiała, że jej córka mogła porodu nie przeżyć. Przeżyła, a Czesława wiedziała, Komu to zawdzięcza.

– Przez kolejne 30 lat byłam poza Kościołem. Sama się wykluczyłam. Nie modliłam się, jeśli byłam na Mszy św., to nie przystępowałam do Komunii, rzadko się spowiadałam, ale w moim sercu była ukryta wdzięczność wobec Maryi. Obowiązki życiowe, praca za granicą, opieka nad mamą nie pozwoliły mi nigdy iść na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę i oddać się modlitwie – opowiada. Ale w końcu przyszedł taki czas, że pomimo kolejnych piętrzących się trudności spakowała namiot, śpiwór i wyruszyła w drogę, na którą Bóg od tak dawną ją zapraszał. – W czasie pielgrzymki nawróciłam się, moje życie się odmieniło. Wiem, że jestem dzieckiem Bożym. Teraz, przyjmując Komunię, otrzymuję zapewnienie o Jego miłości. Jestem Bogu wdzięczna, że mnie nawrócił. Zostałam z powrotem pociągnięta do Boga przez Maryję, która wyprasza mi wszystkie łaski. Ona też prowadzi mnie pod sam krzyż – dodaje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama