Nowy numer 23/2021 Archiwum

Ksiądz też człowiek

Pasja nie tylko daje im odetchnąć po ciężkim dniu, ale jest też sposobem na owocniejszą realizację kapłańskiego życia. Dzięki temu jeszcze skuteczniej prowadzą innych do Boga – swojej największej pasji.

Wdiecezji świdnickiej, wraz z biskupami i zakonnikami, jest ich niemal pół tysiąca. Niebawem, 22 maja, do tego grona dołączy 5 kolejnych. A podobno nadal są takie miejsca, w których ludzie nie wiedzą, skąd się bierze ksiądz. Biblia wyjaśnia, że kapłan jest z ludu wzięty i dla ludu ustanowiony (po drodze jest jeszcze seminarium), dobrze więc, żeby do ludu był podobny.

Mistrz Polski

Przygoda ks. Marcina Gęsikowskiego z tenisem rozpoczęła się w złotoryjskiej podstawówce. Choć czasy PRL-u były trudne, nawet w tak niewielkim mieście dzieci miały do wyboru szeroki wachlarz zajęć sportowych, co istotne – prowadzonych za darmo. Przypadek chciał, że nauczycielem wf małego Marcina był równocześnie instruktor tenisa, ale nie jest przypadkiem, że ciężka praca, talent i zaangażowanie pozwoliły mu przez kolejne 12 lat wyczynowo trenować tenis.

– Przez całą podstawówkę i szkołę średnią, aż do matury, łączyłem naukę z treningami. W zimie graliśmy w hali, a od maja, kiedy ruszały korty ziemne, kilka razy w tygodniu przychodziliśmy na trening o 6.00 rano. Półtorej godziny gry w tenisa, potem szybko do domu, żeby na 8.00 zdążyć do szkoły, a po południu znowu zajęcia na korcie – wspomina ks. Marcin. Po kilku latach tak wytężonych treningów pojechali na pierwszy turniej do Sopotu. W tenisowym świecie byli nieznani, ale kiedy zaczęli wygrywać z najlepszymi, nikt już nie pytał, gdzie leży Złotoryja.

Księdzem został dzięki nowemu katechecie, który przyszedł do parafii, gdy Marcin był w klasie maturalnej. Wcześniej swoją przyszłość wiązał ze sportem. Nic w tym dziwnego – swoje stopy częściej stawiał na kortach niż w kościele. A jednak w czasach kleryckich rakieta poszła w odstawkę. – Seminarium stało się dla mnie czymś najważniejszym na świecie – przyznaje proboszcz parafii św. Wawrzyńca w Śmiałowicach, a od 2009 r. wielokrotny zwycięzca Mistrzostw Polski Księży w Tenisie. Miłość do tego sportu bowiem nigdy mu nie minęła. Po święceniach znowu chwycił za rakietę i przez wiele kolejnych lat na turnieju dla duchownych nie miał sobie równych. – Ostatnio straciłem motywację. Pomyślałem: „Niech sobie powygrywają inni” – uśmiecha się, zapowiadając, że do rywalizacji na pewno powróci.

Dla niego sport to jednak nie tylko walka z rywalem, ale również zmaganie z własnym ciałem i słabościami. Dzięki temu łatwiej nabrać mu dystansu do codziennych trosk. – Lubię zmęczyć się fizycznie, jeżdżąc na rowerze lub biegając po korcie. To pozwala wywietrzyć głowę. Po takim wysiłku więcej się chce. Jeśli ciało jest zdrowe, to też łatwiej przychodzi dbanie o ducha i odwrotnie. To są naczynia połączone. Sport jest dla każdego człowieka, a tym bardziej dla księdza – przekonuje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama