Nowy numer 23/2021 Archiwum

Miłość jest twórcza

To nieprawda, że św. Józef nie miał więcej dzieci. W samej Polanicy-Zdroju mieszka dwanaście jego córek.

W 2021 r. wszyscy przyznają się do św. Józefa. I dobrze. Po to Kościół ogłosił go patronem obecnego roku, aby był dobrem wspólnym dla wszystkich wierzących. Ale józefitki pokrewieństwa z tym przemożnym świętym choćby chciały, nie mogą się wyprzeć. On jest dla nich jak ojciec, a wiadomo, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Skok na bungee

Można zastanawiać się, jak uczynić świat lepszym i pomóc ubogim lub jak doprowadzić innych do Boga. Można organizować konferencje naukowe lub pisać opasłe tomy rozpraw filozoficznych na temat miłości bliźniego. Ale można też rozejrzeć się wokół i dostrzec potrzeby, które są. A potem zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Tak jak Zgromadzenie Sióstr św. Józefa, które w Polanicy-Zdroju prowadzi Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy. – Te dzieci mają potrzebę miłości i akceptacji. Potrzebują, abyśmy przyjęli je takimi, jakie są, także z ich różnymi poharatanymi historiami. Nic dziwnego, że ranią tych, którzy chcą im okazać miłość, bo same zostały poranione przez życie. Gdybyśmy nie patrzyli oczami Chrystusa albo nie widzieli w nich Chrystusa, to taki człowiek byłby skreślony. Ale ich zachowanie jest tak naprawdę krzykiem o miłość – mówi s. Zofia, dyrektorka ośrodka.

Według polanickich józefitek to z potrzeb rodzą się pragnienia, a one z kolei są miejscem odkrywania woli Bożej. – Każdą sytuację trzeba rozeznać, ale czasem jest jak w Kanie Galilejskiej. Trzeba zrobić krok, który jest totalnie bezsensowny, jak napełnienie stągwi wodą. To mogło narazić na kłopoty sługi i gospodarza. Albo jak Noe, który na środku lądu zaczął budować arkę – mówi s. Michalina, katechetka. – Wierzę, że Bóg objawia się przez pragnienia serca i jest im wierny. Wola Boża nie jest książeczką ze spisanymi zasadami, które mamy wiernie wypełnić, ale to jest odpowiedź na to, co Bóg złożył w moim sercu. Życie duchowe jest skomplikowane, nie jest czarno-białe. Czasem jest jak skok na bungee – trzeba zdjąć nogę z podestu i skoczyć z wiarą, że lina, która mnie trzyma, to są bezpieczne dłonie Boga – dodaje, mając na myśli potrzebę, która pojawiła się niedawno – przedszkole specjalne. W sercach sióstr zrodziło się pragnienie, aby tej potrzebie zaradzić. – Nie ma takiej placówki wokół nas, która by zainwestowała w malucha niepełnosprawnego już od urodzenia. Jemu od małego nie są potrzebne lekcje angielskiego czy pianina. Te dzieci nie będą przynosiły korzyści dla państwa. Ale wzrusza mnie radość rodziców, którzy widzą, jak dziecko, które miało według opinii lekarza tylko leżeć, zaczyna się pionizować albo wydaje pierwsze dźwięki, chociaż nigdy nie miało mówić. To jest nasza wspólna radość. Te dzieci nigdy nie będą produktywne dla społeczeństwa, ale w nie również należy inwestować, tak jak w każdego człowieka, który może osiągnąć sukces na miarę swoich możliwości – mówi s. Zofia.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama