Nowy numer 38/2021 Archiwum

Owoc z Orzecha

To już ich rodzinna tradycja: wyjechać na studia, trafić do duszpasterstwa akademickiego, zakochać się. A potem wrócić do Piskorzowa z obrączką na palcu, małym dzieckiem na rękach, całą masą wspomnień i wdzięcznością w sercu.

Żywy Kościół

Mariusza do duszpasterstwa akademickiego długo namawiała koleżanka. W końcu dał się wyciągnąć. W młodości był nawet ministrantem, ale potem jego drogi z Kościołem zaczęły się rozchodzić. Pierwszy semestr studiów spędził, dobrze się bawiąc, na drugim trochę mu się to imprezowanie znudziło. Poszedł na Mszę i już w drzwiach stanął zdumiony. – To była chyba niedzielna albo czwartkowa „dwudziestka”. Wszedłem i zobaczyłem ławki pełne ludzi, pod ścianami studenci, na środku, na czerwonym dywanie, siedzieli jeden obok drugiego. Byłem w szoku, że we Wrocławiu tyle osób studiuje – śmieje się Mariusz. Od pierwszego momentu zrobiło na nim wrażenie doświadczenie żywego Kościoła. Zupełnie innego niż kojarzył z podopolskiej parafii. Kolejnego szoku doznał, kiedy przy ambonie stanął Orzech. Delikatnie mówiąc, nie przebierał w słowach. – Jeśli ktoś mu podpadł, potrafił w ostrych słowach to wypomnieć, ale później zaczął mówić takie rzeczy, że po pierwszym kazaniu byłem pewien, że to jest moje miejsce – dodaje. Szybko zaczął bywać w duszpasterstwie regularnie. Przez pewien czas spowiadał się także u Orzecha, angażował w różne grupy. Tutaj poznał Kasię. Właściwie to ona sama go wypatrzyła i to jest kolejna rodzinna tradycja.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama