Nowy numer 30/2021 Archiwum

Osobista lista przebojów

Okazuje się, że historię Bartka, którego dosłownie można nazwać człowiekiem orkiestrą, najlepiej opowiedzieć muzyką. Proszę zatem wygodnie zasiąść w fotelu i nie regulować odbiorników.

Bartek ma 25 lat. Być może powagi jego osobie dodałoby stwierdzenie, że przeżył ćwierć wieku. To zdecydowanie brzmi poważniej. Choć jest artystyczną duszą o wielu talentach muzycznych i aktorskich, choć uważa, że kierować należy się przede wszystkim sercem i intuicją, jego pragnieniem jest zostać świętym.

Mądrości i dojrzałości nie liczy się bowiem krzyżykami na karku, ale gotowością dźwigania swojego krzyża, a tych Bartek w swoim życiu kilku już doświadczył.

Święty wcale nie oznacza świetny, a tym bardziej grzeczny. Bartek jako dziecko, a nawet i później, nie należał do najgrzeczniejszych, nieraz zdarzyło mu się zrobić naprawdę głupie rzeczy. Był łobuzem i ma nawet na to swoją teorię. – Dużo rozrabiałem, ale wychodzę z założenia, że trzeba parę szyb w życiu rozbić, żeby stać się mężczyzną – uważa Bartek i dodaje: – Trzeba być świętym! To jest jedno z moich pragnień. Do nieba chcę wejść z butami. Taki mam temperament. Święty oznacza „inny”. To ktoś, kto działa nielogicznie w oczach świata. Trzeba być innym, trzeba być szalonym, „pomylonym”.

Chcę być „pomylony”

Miało go nie być w ogóle. Taki był plan albo brak planu jego rodziców. Mieli już syna i córkę, więc kiedy jego mama po 10 latach znowu zaszła w ciążę, była tym tak zaskoczona, że myślała, że… ma raka. – Często słyszałem, że jestem wypadkiem przy pracy. Teraz rozumiem, że w tych słowach nie było złych intencji, że były wypowiedziane pół żartem, pół serio. Miało nie być więcej dzieci, ale jestem. Dzisiaj pomału dostrzegam, po co jestem – mówi.

Na świecie pojawił się nieplanowany, ale Bartek wie, że jest Ktoś, kto chciał, żeby się urodził. Zgodnie z biblijną tradycją przywiązuje dużą wagę do znaczenia imion. Jego pierwsze imię, tożsame z biblijnym „Natanael”, oznacza „Bóg dał”. Z jego drugim imieniem związana jest anegdotka, może nie tyle zabawna, co dosyć znacząca. Jego tato po prostu się pomylił i zamiast Dominik nadał synowi na drugie imię Damian. – Damian oznacza „uzdrowiciel”. Odkrywam teraz, że moją rolą jest uzdrawianie relacji rodzinnych. Wiem, że rodzice mnie kochają, ale na pewno borykali się z własnymi trudnościami. Nie chodzi o to, że mam kogoś zbawić. Mam być sobą, stawać w prawdzie i spełniać wolę Boga – to uzdrowi moją rodzinę – uważa Bartek, mając na myśli również rodzeństwo. Dla każdego z nich też możnaby ułożyć ich własną listę przebojów, może nawet o dużo cięższym brzmieniu.

O dzieciństwie i młodości Bartka można śmiało powiedzieć, że jest pasmem pomyłek, może dlatego bardzo odnajduje się w tekście Tadeusza Nowaka śpiewanym przez Mariana Opanię: „Chcę być pomylony, pomyleni wiedzą, gdzie jest Bóg/ (…) pomyleni nie boją się ludzi/ (…) Pomyleni to są świeccy święci/ (…) Pomyleni przychodzą do Boga/ Pomyleni odchodzą do Boga”. Bo i tak się zdarzyło w życiu Bartka. Choć od dzieciństwa był blisko Kościoła i miał szczęście do duszpasterzy – szczególny wpływ miał na niego ks. Paweł Antosiak – jednak przez niefortunną pomyłkę i niesprawiedliwe potraktowanie przez jednego z księży jego drogi z Kościołem zaczęły się rozchodzić.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama